Kosi, jak każdy inny tego typu sprzęt, jest dużo mniejszy od tradycyjnego, łatwo go reperować i prowadzi się go traktorem - to kombajn typu półzawieszony, "Bizon", model Z 020, produkcji polskiej. Ma go pan Zbigniew Kosiński z Kosianki Boruty (gm. Grodzisk). To prawdopodobnie jedyny taki okaz, na chodzie, w szerokim regionie.
- Na pierwszy rzut oka, nawet dla wtajemniczonych rolników, to dziwnie wyglądająca maszyna.
- Raczej nietypowa - mówi Zbigniew Kosiński. - Zazwyczaj kombajn kojarzy się nam z dużo większymi gabarytami, dużymi kołami przednimi, szerokim rozstawem elementów zbierających zboże, czyli tzw. naganiaczem, no i który sam jeździ. A tu proszę - niewielka maszyna, która jeździ razem z traktorem.
- Naprawdę kosi?
- Jak najbardziej. Dobrze zbiera zboże, zresztą można regulować poziom koszenia, jak w normalnym kombajnie, młóci, zbiera i sypie zboże, z tyłu ma rozdrabniacz słomy.
- Podstawowa różnica to wielkość i że wjeżdża się w niego traktorem?
- Tak. Jest dużo mniejszy, z tego względu kosi nim się nieco dłużej. Producent zaleca, że pasują do niego trzy marki traktorów - Ursus C 362, Ursus C 360 i Zetor 7011. Ja aktualnie używam Fergussona. Pasuje idealnie. Ale być może po małych przeróbkach dałoby się wpasować do niego inny ciągnik, może nawet tradycyjnego na naszych terenach Władimirca. Łatwo wjechać traktorem w środek kombajnu. Podjeżdża się z boku, po ówczesnym przygotowaniu elementów doczepianych do traktora, w tym najważniejszych - wałka przekaźnika mocy przy tylnym podnośniku, bo maszyna jest właśnie napędzana takim wałkiem, oraz specjalnej beli z zaczepami z przodu. Kombajn ma koła, jedzie razem z traktorem, a wał włączamy podczas pracy. Reszta, jak w innym kombajnie: podajnik ślimakowy, bęben młócący, sita, zbiornik ziarna.
- Dlaczego jest taki rzadki?
- Produkowano te kombajny w Polsce w latach 80. ubiegłego wieku. Były dosyć awaryjne. Szybko wycofano je z produkcji, nigdzie nie było części zamiennych. Po drugie pasował do małych gospodarstw i służył raczej na własne potrzeby. Rolnik wolał jednak mieć większy i wydajniejszy sprzęt, którym obrobił swoje hektary i pojechał kosić na zarobek do innych. Po trzecie większy i nowocześniejszy Bizon był bardziej prestiżowy. Jak ktoś kiedyś miał Bizona ZO56, to już był kimś.
- Ale u pana chyba nie psuje się?
- Naczytałem się i nasłuchałem, że kombajny półzawieszane były dosyć awaryjne. Mój jakoś nie. Nie zaliczyłem poważnych awarii, jedynie niewielkie, z którymi łatwo sobie poradziłem.
- Ile lat go pan ma?
- Ponad 20 lat. Przejąłem go od rodziców. Co rok koszę nim ponad 10 hektarów zboża. Wychodzi na pewno taniej, niż wynająć kombajn, ale za to jest więcej pracy. Mój został wyprodukowany w 1988 r. Producent - Poznańska Fabryka Maszyn Żniwnych.
- Zamieniłby pan go na większy sprzęt?
- Trudno powiedzieć. Jest praktyczny, łatwy w obsłudze, starcza na moje potrzeby i co najważniejsze - na razie nie psuje się. Większy kombajn to większe wydatki, ale i zarobek, bo pewnie kosiłbym u innych. Na razie zostaję przy swoim kombajnie.
- Kilka słów o sobie?
- Od urodzenia mieszkam w Kosiance Boruty. Gospodarstwo przejąłem od rodziców. Mam około 30 hektarów ziemi. Cel - chów bydła mlecznego. Trzymam 20 krów mlecznych i nieco więcej młodzieży. I wokół tego, aby ta hodowla jakoś funkcjonowała, skupia się moja praca.
Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot CK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze