Już przy wjeździe do Siemiatycz stoi wizytówka miasta, tablica z nazwą miejscowości, ostrzegająca przyjezdnych, by uważali, gdyż wjeżdżają do miasta, którego znaczna część wygląda jak dzielnice biedoty, czyli slumsy, znane wam głównie z amerykańskich filmów kryminalnych!
Wystarczy przejechać główną ulicą naszego miasta, żeby w pełni zgodzić się z powyższym zdaniem. Większość domów mieszkalnych, sklepów i pawilonów, budynki użyteczności publicznej, płoty, ogrodzenia, a także znaki drogowe, pokryte są, często do znacznej wysokości, koszmarnymi „mazajami” i bzdurnymi napisami. Bezmyślny wandal (a może wandale?) siemiatycki (BWS) szczególnie upodobał sobie te wszystkie miejsca, które dopiero co zostały odnowione lub zmodernizowane, lub niedawno zostały zbudowane od podstaw. Nawet bez wnikliwej obserwacji od razu zauważa się pewną wspólną cechę tych mazideł – większość z nich jest sygnowana trzema literami – BWS. Pozwala to postawić tezę, że za tymi aktami kryje się ktoś młody, komu wydaje się, że tymi bazgrołami niesie jakieś przesłanie, znane i rozumiane w jego kręgu. Może i niesie, może i jest to rodzaj jakiegoś manifestu czy protestu, ale raczej wygląda to na głupawe „znaczenie terytorium”, jak to robią psy, które podnoszą łapę przy każdym krzaku czy narożniku. Przede wszystkim jest to brutalne niszczenie czyjejś własności i czyjejś pracy, a tego już nie da się pogodzić z żadnymi manifestami, protestami czy chęcią zaistnienia. BWS zamazuje napisami wszystkie nowo wstawione drzwi i bramy, nawet nie myśląc o tym, jaki był ich koszt. Niszczy bzdurnymi „mazidłami” wszystko, co ma w zasięgu ręki, nie przepuści nawet odnowionym za ciężkie pieniądze elewacjom. Najgorsze jest to, że niszczy cudze mienie od wielu lat i utwierdza się w przekonaniu, że działa bezkarnie! A skoro ten prymitywny wandalizm trwa od długiego czasu i szkody z tego tytułu byłyby dziś już chyba trudne do oszacowania, to myślę, że nie można mówić tylko o czyimś wybryku czy wykroczeniu, a powinno się spojrzeć na to w kategoriach przestępstwa. Tu czytelnik powie, że ci, którym wyrządzono szkodę, powinni zgłosić to na policję, a ta powinna złapać sprawcę (sprawców) i doprowadzić do jego ukarania. Racja, tak powinno być. Odnoszę jednak wrażenie, że poszkodowani już dawno nie wierzą w skuteczność takich metod i chyba nie jest to bezpodstawne. Już dość dawno temu redakcyjna koleżanka pisała o sesji miejskiej, na której poruszono ten problem. Poproszono wówczas komendanta policji, aby się do tej sprawy ustosunkował. Komendant bezradnie rozkładał ręce i usprawiedliwiał się, że choć policjanci świetnie znają sprawę, to nie mogą absolutnie nic zrobić, bo nie złapali nikogo na gorącym uczynku! Rada miasta przyjęła tę argumentację i temat został zamknięty. Od tego czasu co nieco się zmieniło. Policja dostała potężne narzędzia do monitorowania sytuacji na ulicach i placach miasta, przybyło jej środków transportu i łączności. Tylko efektów w postaci zidentyfikowania lub schwytania wandali nie widać. W mieście osiadła na stałe prokuratura, która, w moim przeświadczeniu, w przypadkach jawnego łamania prawa powinna wszczynać odpowiednie postępowanie z urzędu. Nie słychać też, żeby ktokolwiek wracał do tego tematu i myślał o jego rozwiązaniu. A może żadna z osób odpowiedzialnych za miasto i porządek w nim nawet tego problemu nie zauważa? A może, czego nie chciałbym nawet dopuszczać do myśli, nikomu w policji ani w urzędzie miasta nie przeszkadza, że własność miejska, spółdzielcza i prywatna jest nadal niszczona i to w tak perfidny sposób? Może w ogóle nie warto o tym mówić, bo i tak się nic nie zmieni? Myślę jednak, że o tych niszczycielskich aktach trzeba mówić i to mówić gromkim głosem, tym bardziej, że radzie miejskiej w nowej kadencji będzie przewodniczyć kobieta, pani Agnieszka Anna Sitarska. Może po latach męskiego przywództwa kobieta spojrzy innym okiem na to, czego twardzi mężczyźni nie widzieli, czyli na czystość, ład i porządek w mieście? Może bardziej będzie czuła, że w mieście, jak w domu, powinno być czysto, schludnie i porządnie, że w takim mieście przyjemniej się mieszka, a i gościom będzie milej u nas przebywać? Może będzie miała większą siłę przebicia? W końcu przysłowie mówi, że gdzie diabeł nie może, tam babę pośle…
Tadeusz Sikorski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot.: TS
Komentarze