Zespół „Małe Podlasie” obchodzi w tym roku jubileusz 25-lecia istnienia. Z tej okazji rozmawiam z założycielem zespołu, instruktorem tańca, Krzysztofem Szyszko.
- Jak to wszystko się zaczęło? Skąd w pańskim życiu pomysł na taniec? - Zaczęło się zwyczajnie, ponad 27 lat temu, na studiach. Studiowałem w Białej Podlaskiej na AWF wychowanie fizyczne. Na studiach były obowiązkowe zajęcia z rytmiki, muzyki, tańca. Na początku drugiego roku zauważył mnie Marian Rzędzicki, wykładowca, instruktor tańca i zaproponował, żebym przychodził na zajęcia uczelnianego zespołu. Gdy byłem na trzecim roku, można było po raz pierwszy na AWF zdobywać dodatkowe specjalizacje. Duża grupa „zespołowiczów” i osoba Emmy Cieślińskiej stworzyła możliwość powołania pierwszej specjalizacji z tańca, aby jej uczestnicy w wyniku dwóch lat zajęć, seminariów i warsztatów, po zdaniu egzaminu mogli zdobyć państwowe uprawnienia i zostać instruktorem tańca. - Co pana najbardziej zafascynowało w tańcu? - Od zawsze, od momentu przyjścia na pierwsze zajęcia SKS-u w szóstej klasie podstawówki, interesował mnie proces treningowy. Różne koleje losu sprawiły, że sam musiałem układać i prowadzić swoje treningi. Najpierw była to lekkoatletyka – biegi sprinterskie, a potem na uczelni wciągnęły mnie tańce. Interesował mnie cały proces uczenia, metodyka, co zrobić i jak zrobić, żeby nauczyć kogoś tańczyć. Na studiach chodziłem na wszystkie zajęcia dotyczące tańca, interesowało mnie dosłownie wszystko, jakich ćwiczeń należy użyć, aby osiągnąć określone rezultaty. - Tak było na studiach, a jak to potoczyło się w Siemiatyczach, od czego się zaczęło? - Na kolejnym roku studiów, musiałem z kolegą z roku – Andrzejem Kochańskim odbyć praktyki w szkole podstawowej. Opiekun naszych praktyk - Krzysztof Wieczorek, gdy dowiedział się, że zdobywamy dodatkowe uprawnienia i chcemy zostać instruktorami tańca, poprosił nas, żeby wszystkie zajęcia wychowania fizycznego, które musieliśmy przeprowadzić w ramach praktyk były zajęciami tanecznymi. Jako rezultat tych lekcji zebrała się pierwsza grupka zafascynowanych tańcem dziewcząt i chłopców. Nasi pierwsi uczniowie na Dni Siemiatycz zatańczyli polkę warszawską, a na koniec roku szkolnego tańce towarzyskie. Po wakacjach Anna Lewicka, ówczesna wicedyrektor podstawówki nr 2, zaproponowała mi założenie zespołu, który będzie funkcjonował w szkole. I tak wszystko się zaczęło jesienią 1984 roku. Powstały dwie grupy, w jednej były same dziewczynki, druga grupa była grupą mieszaną. Ponieważ jeszcze studiowałem, zajęcia odbywały się w sobotę po południu i w niedzielę rano. Pamiętam ogromny zapał i energię tych dzieciaczków, nikt nie marudził i nie narzekał, że pora jest tak mało dogodna. Były zafascynowane wszystkim, nowymi tańcami, nowymi strojami. Wszystkiego chciały się nauczyć. - Kto wymyślił nazwę zespołu? - Nazwę zespołu wymyślił ówczesny Powiatowy Inspektor Oświaty, Zdzisław Warpechowski. Ponieważ jeszcze studiowałem, cały czas mówiłem, że jadę na próby w „Podlasiu” – nazwa Studenckiego ZPiT przy AWF Biała Podlaska. I pewnego dnia pan Warpechowski powiedział: „To niech będzie już te twoje Małe Podlasie”. - Pierwsze wasze wyjazdy? - Pierwsze nasze wyjazdy były już po roku intensywnej pracy. Zimą 1985 roku pojechaliśmy na konkurs „Barwy Przyjaźni” do Bielska Podlaskiego, tam wzbudziliśmy sensację, a następnie do Białegostoku, gdzie otrzymaliśmy tytuł laureata wojewódzkiego. W Łomży na eliminacjach ogólnopolskich wywalczyliśmy wyróżnienie. Za osiągnięcia na tym konkursie w nagrodę zostaliśmy wydelegowani na festiwal harcerski do Kielc oraz dostaliśmy od kuratorium oświaty stroje krakowskie. W Kielcach otrzymaliśmy Srebrną Jodłę. - Jak radziliście sobie finansowo? - Na pierwsze stroje, w których wystąpiliśmy na konkursie „Barwy Przyjaźni”, pieniądze dał nam komendant hufca – dh Adam Tobota. Pomagała szkoła, a poza tym niezwykle pomocna, jako opiekun, była dh. Elżbieta Sielicka, która przez wiele lat była naszym dobrym duchem i wspierała nas we wszystkim. Oprócz tego staraliśmy się radzić sobie sami, jak tylko mogliśmy. Przez kilka lat chodziliśmy z grupą młodych ludzi i z Elżbietą Sielicką po Siemiatyczach „po kolędzie”. Kolędowanie to trwało czasem nawet miesiąc, jeździliśmy maluchem, mieliśmy gitarę, szopkę, a nasze kolędowanie bywało takie, że kończyło się nawet około północy. Od kilku lat już nie jeździmy, staramy się natomiast robić koncerty świąteczne w domu kultury. Zebrane w ten sposób pieniądze przeznaczaliśmy na zakup lub uszycie nowych strojów (nowe kontusze, stroje rzeszowskie). Oprócz tego przez wiele lat, od powstania zespołu, pomagali i wspierali nas rodzice. - Pierwsze wyjazdy za granicę? - Kolejną nagrodą za osiągnięcia zespołu na festiwalu kieleckim, o którym już mówiłem, było wytypowanie tej „kieleckiej” grupy na pierwszy wyjazd zagraniczny na międzynarodowy obóz harcerski w ówczesnej NRD (dla młodszych czytelników obecne Niemcy) w 1987 roku. Kolejny wyjazd - w 1989 roku na Białoruś w ramach wymiany kulturalnej Białystok - Grodno. Ten wyjazd utkwił nam bardzo w pamięci. Nasi gospodarze po kolejnych dniach pobytu i kolejnych koncertach doszukali się najpierw polskich korzeni swoich dziadków, potem ojców. A po ostatnim koncercie w miejscowości Woronowo nawet sami uznali się za Polaków. Koncert ten zapisał się na trwałe w historii zespołu, ponieważ po jego zakończeniu na widowni zapanowała cisza. Wystraszyliśmy się, że może śpiewając ludową białoruską piosenkę, (ponieważ w naszym zwyczaju było zaśpiewanie piosenki w języku gospodarzy) zrobiliśmy jakąś przykrość oglądającej nas publiczności. Potem okazało się, że cisza wynikała ze wzruszenia oglądających nas osób, wszyscy płakali po usłyszeniu dźwięków polskiej muzyki, po obejrzeniu polskich strojów ludowych i polskich tańców. Dla każdego człowieka sukces znaczy zupełnie co innego. Dla nas wtedy na Białorusi był to ogromny sukces. Takich chwil nie zapomina się nigdy. Potem były kolejne wyjazdy na kolejne festiwale na Litwę, Łotwę, Węgry - tam byliśmy najmłodszymi uczestnikami, a mimo to zawsze traktowano nas równorzędnie z grupami dorosłymi. W ciągu tych 25 lat odwiedziliśmy jeszcze Włochy, Belgię, wielokrotnie Niemcy. W tym roku jedziemy do Bułgarii. - Jak tworzyły się kolejne grupy w następnych latach pracy? - Kilkanaście lat temu przy domu kultury zacząłem prowadzić zajęcia z rytmiki dla maluchów. Następnie przenosiliśmy te zajęcia do przedszkoli, poczynając od przedszkola nr 3, następnie 8 lat temu nr 1, a od 6 lat również przedszkole nr 5. W ten sposób co roku udaje mi się tworzyć nowe grupy. - Czym dla pana jest taniec? - W tańcu trzeba dać całego siebie. Taniec jest taką formą rozwoju, która kształtuje całą sylwetkę i wpływa na ogólny rozwój fizyczny młodego człowieka. Duży procent zajęć to zajęcia ogólnorozwojowe, typowo sportowe. Praca z małymi dziećmi sprawia mi ogromną satysfakcję, widzę jak te dzieci powoli się rozwijają, zaczynają od najprostszych ćwiczeń, od najprostszych układów, a potem dochodzą do perfekcji, osiągają sukcesy. - Ile jest obecnie grup w "Małym Podlasiu"? - Obecnie jest 5-6 grup, około 120 osób. Rozpiętość wiekowa jest duża, poczynając od pierwszaków, kończąc na licealistach. Piąta grupa natomiast to dorośli, istnieje już trzeci rok. Grupa ta również jeździ na turnieje. Na początku występowali wspólnie jako formacja karo mazurowego. W tym roku w maju pierwsze trzy pary wystąpiły indywidualnie, z czego bardzo się cieszę, bo jest to niewątpliwie ich wielki sukces. - Jakie sukcesy ma na swoim koncie „Małe Podlasie”? - Od 1998 roku pary zespołowe biorą udział w ogólnopolskich konkursach tańców polskich, rozgrywanych w formie towarzyskiej i odnoszą duże sukcesy (ponad 120 wygranych ogólnopolskich konkursów, wygrane roczne rankingi w kategoriach: najlepsze pary, najlepsze zespoły i najlepsi instruktorzy). Ich ukoronowaniem było zdobycie na rozegranych dotychczas dziewięciu mistrzostwach Polski w Tańcach Polskich siedmiu tytułów mistrzów Polski, dziewięciu tytułów wicemistrzów Polski i sześciu brązowych medali. W roku 2002 Siemiatycze otrzymały ogromny zaszczyt – powierzono im organizację II Mistrzostw Polski w Tańcach Polskich „PODLASIE – SIEMIATYCZE 2002”. Zespół jako drugi w Polsce stworzył formację kara mazurowego, która zwyciężyła podczas I Konkursu Kar Mazurowych w Olsztynie w roku 2005 w kategorii 16-30 lat. Obecnie tradycję tę kontynuują rodzice i przyjaciele zespołu tańczący w ogólnopolskich konkursach kar mazurowych i zajmują również czołowe lokaty (m.in. III miejsce w Konkursie Kar Mazurowych na VIII Mistrzostwach Polski w Tańcach Polskich – Wieliszew 2008, II miejsce w Konkursie Kar Mazurowych na IX Mistrzostwach Polski w Tańcach Polskich – Wieliszew 2009). - Wiem, że "Małe Podlasie" to również Harcerska Drużyna Taneczna honorowana przez Komendę Białostockiej Chorągwi ZHP, ale także Stowarzyszenie Wspierania Kultury Narodowej MAŁE PODLASIE. Czym zajmuje się to stowarzyszenie? - Stowarzyszenie Wspierania Kultury Narodowej MAŁE PODLASIE zostało założone w 1999 roku, z inicjatywy rodziców, m.in. Bożeny Krzyżanowskiej, Ireny Ługowskiej i innych. Powstało jako jedne z pierwszych w Polsce, następne powstające stowarzyszenia korzystały m.in. z naszych doświadczeń, statutów. Za główny cel działalności wybrało sobie pomoc w funkcjonowaniu i zdobywaniu środków na działalność zespołu. W tym celu organizuje bale i prowadzi akcje pozyskiwania sponsorów, m.in. jest od lat jednym z głównych organizatorów Ogólnopolskiego Turnieju Tańców Polskich „O Podlaską Szyszkę – Siemiatycze” odbywającego się ostatnio na rozpoczęcie wakacji. Od roku 2007 podjęto działania organizacji w Siemiatyczach Tygodnia Tańców Polskich. W skład tego święta wchodzą m.in. warsztaty szkoleniowe dla par z zespołów zza wschodniej granicy naszego państwa – Litwy, Ukrainy (przewinęło się przez te warsztaty już ponad 200 osób). Siemiatyckie pary wyjeżdżają również na warsztaty szkoleniowe i pokazy polskich tańców tańczonych w formie towarzyskiej na Litwę, Ukrainę i Białoruś oraz po całej Polsce. Warsztaty te stanowią dla tancerzy lub nawet zwykłych uczniów, którzy nigdy nie mieli do czynienia z tańcem, możliwość rozpoczęcia kariery tanecznej na ogólnopolskich parkietach. Start w turnieju siemiatyckim to często pierwszy sukces i zapowiedź następnych dobrych wyników. Zespół przyczynił się do powołania w Drohiczynie przy Zespole Szkół - Szkolnego Klubu Tańców Polskich. Obecnie trwają prace nad powołaniem takiej formy pracy z dziećmi w Szkole Podstawowej w Siemichoczach. - Minęło już 25 lat pracy w zespole, czy po takim czasie nasuwają się refleksje? - Lubię robić coś dobrze albo w ogóle tego nie robić. Wiem, że to co robię ma sens, chociaż nie uważam, że robię coś nadzwyczajnego. Po prostu przekazuję dzieciom to, czego sam się nauczyłem i czego w gruncie rzeczy ciągle się uczę. Ponieważ taniec ciągle się zmienia, zmienia się metodyka, nieustannie każdy instruktor musi uczyć się nowych metod, nowych technik. Praca z dziećmi jest bardzo satysfakcjonująca, wdzięczna, nie ukrywam jednak, że również bardzo ciężka i wymagająca dużo cierpliwości. Uważam, że dzieci muszą tańczyć tak jak dzieci, tzn. nie można ich kreować na dorosłych. Taniec wiąże się z emocjami, dlatego każdy element tańca, każdy układ musi współgrać, być w zgodzie z rozwojem emocjonalnym małych tancerzy, z ich wiekiem. Zachwianie tej równowagi jest błędem. Poprzez pracę i systematyczność można dojść do wszystkiego, każdy może mieć swoje pięć minut. Po 25 latach pracy widząc dziecko, potrafię określić co ono może osiągnąć, do czego dojdzie i jak zatańczy za rok, za dwa lata. - Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.
Komentarze