W jednym z numerów Głosu Siemiatycz pisaliśmy o skardze mieszkanki Żurobic, która zarzucała sąsiadowi, że bezprawnie wyciął na jej działce kilka drzew. Według jej relacji sąsiad ogradzając działkę, ściął drzewa rosnące w pobliżu i wyrwał korzenie w celu usunięcia wszelkich śladów. Kierownik Referatu Rozwoju Gospodarczego w Urzędzie Gminy w Dziadkowicach - Jan Borzym zapowiedział wszczęcie postępowania i późniejszego ukarania sprawcy.
- To nieprawda. To są pomówienia – twierdzi kategorycznie Jan Nasiłowski, ojciec właściciela działki sąsiadującej z posesją mieszkanki wsi. – Ta pani wojuje ze wszystkimi. Proszę obejrzeć dokumenty. Pierwszym jest protokół z oględzin miejsca ścięcia drzew z 17 lipca br., podpisany przez Jana Borzyma. Wynika z niego, że nie da się ustalić czasu, kiedy znikły drzewa. Zostały tylko pieńki o promieniu 8 i 9 cm. Nie ustalono też danych sprawcy wycięcia. Pismo stwierdza też, że wycięcie nastąpiło na działce oznaczonej numerem geodezyjnym 81/3, a więc, jak twierdzi Jan Nasiłowski, należącej do jego syna. Drugim dokumentem jest zezwolenie Wójta Gminy Dziadkowice z 2007 r. na ścięcie „2 szt. klonów o obwodzie na wys. 130 cm: 130 cm i 150 cm rosnących na działce nr 81/3 w obrębie wsi Żurobice”. - Działkę kupiliśmy od Agencji Nieruchomości Rolnej. I okazało się, że sąsiadka była trzy metry wgrodzona w naszą. Więc potrzebni byli geodeci, którzy wyznaczyli obecne granice. Te drzewa, o których wycięcie ona (sąsiadka) nas oskarża, może sama wycięła. Przecież tam teraz znaku po nich nie ma. Kto może wiedzieć co tam rosło? Na wyrysie geodezyjnym nie ma oznaczeń, że coś rośnie. Musiałby jakiś ślad pozostać po wycięciu, gdyby ono nastąpiło w terminie podanym przez tą kobietę. Dla spokoju ustąpiliśmy pół metra szerokości. Ale widzę, że syn, który obecnie przebywa w Belgii, będzie miał problemy. Bo nie wierzę, że ta kobieta da spokojnie żyć – kończy rozmowę Jan Nasiłowski. Były drzewa, czy ich nie było? Jeżeli były, to kto je naprawdę wyciął? Wcześniej właściciel działki, Robert Nasiłowski, przysłał do redakcji mejla, w celu sprostowania poprzedniego artykułu. Właścicielowi działki naliczono karę za wycięcie drzew bez zezwolenia - ponad 22 tysiące złotych! - Można się odwoływać do urzędu marszałkowskiego – dodał urzędnik. – A pozwolenie na wycinkę, które przedstawiono, dotyczyło innych drzew. Jan Nasiłowski zapowiedział, że odwoła się od nałożonej kary. Nawet do Strasburga. Tak więc na spokój pomiędzy sąsiadami nie zanosi się.
Komentarze