Reklama

Zielnik Mirosława Angielczyka. Rozmowa o podlaskich ziołach

- Przyzwyczaiłem się do smaku ziół. Bardziej niż smakiem, kieruję się ich właściwościami. Codziennie piję pokrzywę czy tawułę łąkową. Te zioła oczyszczają organizm i mają właściwości przeciwzapalne - mówi Mirosław Angielczyk, twórca „Darów Natury”.

     Stworzony przez niego ogród botaniczny, dostępny dla zwiedzających, liczy obecnie ok. 2 tys. gatunków ziół leczniczych. A jego firmie, działającej w Korycinach w gminie Grodzisk, dwa lata temu przyznano tytuł „Promotora Polskiej Gospodarki”.

     Sam o sobie Mirosław Angielczyk mówi, że jest „rolnikiem z wykształcenia, który dogaduje się z roślinami”. Niewątpliwie jest też specjalistą w dziedzinie zielarstwa. Przed wiosennym przesileniem rozmawiamy o przekonaniach, leczeniu, odurzaniu w czasach naszych pradziadków, jeszcze przed falą mody na „zero waste” i „superfood”.

Reklama

    - Co rośnie w naszych ogródkach nietypowego, a moglibyśmy wykorzystać to w kuchni?

     - Oczywiście jest mnóstwo takich roślin. Mogą to być typowe chwasty lub rośliny rosnące na obrzeżach dróg, skrajach lasu, na polu, o których nie zawsze wiemy, że możemy je wykorzystać. Są też rośliny ozdobne, z których możemy zrobić herbatę lub użyć ich jako przyprawy. W tej chwili możemy np. zebrać liście mniszka lekarskiego, czyli mlecza. Mimo że mają lekko gorzkawy posmak, młode liście są naprawdę pyszne. Istnieje teoria mówiąca, że gdybyśmy codziennie zjadali jeden liść mniszka, to nie cierpielibyśmy na dolegliwości wątroby. Jego liście są jeszcze małe, dlatego możemy spokojnie zjeść ich całą garść.

Reklama

      Amatorzy sałatek z dzikich ziół mogliby też zainteresować się gwiazdnicą. Ten popularny i uporczywy chwast słynie z tego, że zawiera dużo witaminy E oraz potasu. Bardzo dobrze działa na przemianę materii. O tej porze roku pojawia się babka lancetowa, jej liście możemy dodawać do sałatki. Podobnie jak liście czy kwiaty stokrotki, które również wspomagają przemianę materii. Zwalczaną rośliną-chwastem, jest kłącze perzu. Jednak, zamiast wyrzucać, możemy je umyć i wysuszyć. To doskonały środek zapobiegający stanom zapalnym nerek i pęcherza. Wg Zielnika Józefa Geralda-Wyżyckiego z części naziemnej perzu robiono syrop, który pito przy problemach z zatokami. Ze względu na jego słodkawy smak, można dodawać go do herbaty. W czasach głodu kłącze perzu mielono na mąkę i wypiekano chleb. Perz zawiera 40% węglowodanów, a także krzemionkę, jeden z podstawowych budulców tkanki łącznej, skóry, włosów, paznokci.

      W lesie możemy spotkać liście poziomki. Mało kto wie, że można je zebrać nawet spod śniegu i oprócz herbaty, wykorzystać w sałatkach. Kolejnym leśnym ziołem jest szczawik zajęczy, z którego dawniej gotowano nie tylko zupy, ale przemywano nim też rany. Wraz z upływem czasu, kiedy wiosna będzie bardziej zaawansowana, podobnych roślin pojawi się więcej.

Reklama

    -  Jak przyspieszony okres wegetacji wpływa na uprawę ziół? Dostrzega Pan jakieś zmiany?

    -  Nie wiemy jeszcze, czy kolejne zimy będą podobne do tej. Gdyby faktycznie tak było, można byłoby wprowadzić wiele nowych gatunków do uprawy, np. rozmaryn czy czystek. Jest mnóstwo roślin, które tolerują lekkie przymrozki do -5, -7 stopni C, a w tym roku akurat tak jest. Wielu rolników patrzy z niepokojem na obecną pogodę, bo nie wiadomo czy w pewnym momencie nie pojawi się większy przymrozek, który zmrozi dotychczasowe uprawy.

Reklama

    -  Weźmy np. melisę, która pochodzi z Europy Południowej, jeśli nie ma dużych mrozów, szczególnie na przedwiośniu, to ona doskonale rośnie w naszych warunkach na terenie Polski Wschodniej. Większość ziół wrażliwych na mróz wymarza na wiosnę. W tej chwili zaczyna się kluczowy okres dla tego, czy plantacje pozostałe z lat ubiegłych, w przypadku roślin wieloletnich, przetrwają czy tuż przed intensywnym wzrostem zmarzną. Oczywiście w przypadku wczesnej wiosny możemy posiać niektóre rośliny wcześniej i mieć wczesne plony.

    -  W jaki sposób dobierał Pan rośliny obecne w ogrodzie botanicznym? Co decydowało o konkretnych gatunkach i ich rozmieszczeniu?

Reklama

    -  Zawsze trzeba starać się dobrać stanowisko odpowiadające potrzebom konkretnej rośliny. Są takie, które uwielbiają słońce, a są takie, które go nie cierpią. Kolejnym czynnikiem jest wilgotność i stopień przepuszczalności gleby. Niektóre rośliny lubią rosnąć w błocie. Decyduje też obecność lub brak minerałów w glebie np. azotu.

    -  Jakie są częste błędy przy zbiorze i obróbce ziół, ich przechowywaniu, jeśli robimy to samodzielnie?

    -  Samo zebranie ziół to dopiero połowa sukcesu. Trzeba je prawidłowo ususzyć i przechowywać. Mają dużą wartość nie tylko dla nas, ale też dla różnych szkodników. Gryzonie uwielbiają zioła, ponieważ zawierają one różne substancje psychoaktywne, ładnie pachną, mają w sobie więcej białka niż przeciętne rośliny. Dlatego rośliny należy dobrze wysuszyć. Jeśli zioło pachnie, a takich jest dużo, nie można go suszyć w wysokiej temperaturze, ponieważ, to co czujemy, to olejki, które bardzo łatwo wtedy odparowują. Powinniśmy je suszyć w ciemnym miejscu, np. na strychu, w kącie pokoju. Po wysuszeniu trzeba je schować do szczelnego pojemnika, ponieważ zioła są higroskopijne. Jeśli w powietrzu znajduje się wilgoć, zostanie przez nie wchłonięta. Ważna jest temperatura przechowywania, raczej nie w kuchni, bo nadal następuje proces odparowywania olejków, a w chłodnym i suchym miejscu. Zioła aromatyczne możemy przechowywać do roku, zioła niezawierające olejków eterycznych lub kory drzew, liście malin czy jeżyn, skrzyp polny możemy przechowywać nawet do trzech lat bez straty dla ich jakości.

Reklama

     - Jak ustrzec się przed pomyłką przy zbieraniu ziół i jakie zioła mylone są najczęściej?

     - Jeśli ktoś zbiera zioła na sprzedaż, to często myli je specjalnie. Bo jedne zioła zbiera się łatwiej, a inne trudniej. Możemy też pomylić się ze zwykłej niewiedzy, np. krzewy: korę kaliny łatwo pomylić z korą trzmieliny. Pięciornik kurze ziele działające na biegunki, zaburzenia trawienia, zatrucia pokarmowe mylone jest z wężownikiem. Na szczęście wężownik ma odrobinę zbliżone działanie. Liść borówki brusznicy podobny jest do liścia mącznicy lekarskiej. W przypadku mchów i porostów mylony jest porost islandzki mający właściwości lecznicze i chrobotki, które ich nie mają. Ludzie mylą też dzikie formy goździków z tysiącznikiem wspomagającym apetyt.

Reklama

      - Zioła to nie tylko płatki czy koszyczki kwiatów. Jakie części możemy jeszcze wykorzystać?

     - Począwszy od wiosennych pąków niektórych drzew, przez korę. W przypadku kwiatów czasem zbiera się same płatki, a czasem, kwiatostany lub całe rośliny. Oczywiście liście, całe ziele lub części, np. znamiona kukurydzy, owocnia czy strąki z fasoli, zarodniki widłaka. To są nietypowe wykorzystywane części roślin.

      - Co możemy zrobić ze strąków fasoli?

      - To ważny, wręcz nieodzowny składnik mieszanek na cukrzycę czy układ moczowy.

Reklama

      - Podobno dawniej z ruty robiono herbatki antykoncepcyjne. Do dziś niektórzy wierzą, że lubczyk wspomaga proces zakochania. Jakie były jeszcze dawne wierzenia nt. ziół?

      - Obecnie bardzo często sprawdza się i weryfikuje te przekonania. Ile w nich prawdy a ile legendy? W większości przypadków okazuje się, że jednak coś w tym jest, w innych wręcz przeciwnie. Tak jak z rutą, która nie ma nic wspólnego z antykoncepcją. Kiedyś owszem, wierzono w to, a w starych kronikach możemy przeczytać, że kiedy dziewczęta wiejskie wracały z zabawy nad ranem, to trzeba było pilnować w ogrodach hrabskich ruty, bo była masowo zrywana i niszczona. Wystawiano nawet przy niej warty. Kilka lat temu w kierunku antykoncepcji badano inną roślinę - nawrot. Jednak badania wykazały jego skuteczność w ponad 80%, dlatego to mało pewny środek. Natomiast co do lubczyku, współczesne badania potwierdzają, że ma on właściwości zbliżone do afrodyzjaku. Podobnie zresztą jak kilka innych roślin z tej samej rodziny, czyli selerowatych, chociażby fenkuł, o którym mówi się, że powinni go jeść mężczyźni.

Reklama

      - Jak w dawnych czasach radzono sobie w obliczu zarazy?

      - Okadzano pomieszczenia. Swego czasu była tutaj grupa studentów, z którymi sprawdzaliśmy, czy owa metoda znana dawniej na podlaskich wsiach ma jakiekolwiek działanie. Najpierw zrobiliśmy posiew w pomieszczeniu z ludźmi, następnie pomieszczenie zostało okadzone, a na koniec kilkukrotnie powtórzyliśmy posiew w odstępie czasu. Okazało się, że po okadzeniu pomieszczenia ziołami o właściwościach odkażających, ilość chorobotwórczych zarodników w powietrzu spadła ok. 10-krotnie. Badano głównie obecność grzybów.

Reklama

     -  Wystarczy wziąć tymianek, szałwię, tatarak, można wkruszyć do tego odrobinę żywicy znalezionej na świerku lub sośnie, rozżarzyć na niepalnej powierzchni, tak, żeby rośliny się tliły.

     - Poza tym jedną z najskuteczniejszych roślin podnoszącą naszą odporność jest jeżówka. Warto zwrócić uwagę na dziką różę czy pokrzywę, rośliny popularne, ale niedoceniane, zawierające wiele składników odżywczych.

    -  Wiele roślin uznawanych za trujące wykorzystywano jednak w ziołolecznictwie, np. bieluń.

     - Jakieś 20 lat temu wykorzystywano go przy produkcji papierosów „Astmosan” dla ludzi chorych na astmę. Zapalenie papierosa z liści bielunia powodowało natychmiastowe rozkurczenie się oskrzeli i ustąpienie ataku astmy. Z drugiej strony, jest to zioło o silnym działaniu narkotycznym. Młodzież zaczęła wykorzystywać je do parzenia i picia, dlatego zostało wycofane ze sprzedaży. Trzeba pamiętać, że w dawnych czasach nie było dostępnych powszechnie leków przeciwbólowych. Takie zioła jak bieluń, a szczególnie nalewki z nich wcierano np. w stawy czy bolące mięśnie.

     -  Szalej jadowity wykorzystywano do robienia cykuty  - trującego napoju.

    -  To jedna z najbardziej trujących roślin, poraża układ nerwowy. Kiedyś często wykorzystywana przy realizowaniu wyroków śmierci, pozbywania się przeciwników politycznych.

    -  Blekot pospolity?

    -  Pochodzi z rodziny selerowatych, podobnie jak pietruszka, koper, marchew, czyli warzyw, które jemy. Blekot właściwie jest bardzo podobny do pietruszki pod względem zapachu, blaszki liściowej. Dlatego kiedyś jednym z podstawowych powodów zatruć było jedzenie właśnie blekotu.

    -  Co robiono z belladony?

    - Wykorzystuje się ją do dziś, ekstrahując atropinę. Służy do badania dna oka. Dawniej, w Europie Południowej kobiety zakraplały jej sok, aby powiększyć swoje źrenice, co było uznawane za atrakcyjne. Jest to oczywiście roślina trująca, gdybyśmy zjedli 8–10 jej jagód stracilibyśmy przytomność.

    -  Jakie zioła mogą wprowadzić nas, podobnie jak piołun, w stan oderwania od rzeczywistości?

    -  Istnieją takie zioła, ale piołun raczej się do nich nie zalicza. Mówi się, że wielu artystów czy malarzy tworzyło pod wpływem piołunu, ale olejek eteryczny, który znajduję się w nim to tujon i jest bardziej toksyczny. Jeśli ktoś chce mieć jakiś „odlot”, powinien raczej użyć innych ziół.

    - Jakich?

    -  Nie wiem, czy możemy je promować, ale dawniej wykorzystywano rośliny z rodziny psiankowatych. Oprócz bielunia był też lulek czarny, ogromny przysmak stonki ziemniaczanej, która w istocie go wyniszczyła. Dlatego dziś jest rzadko spotykaną rośliną. Jest cała rodzina sałat o podobnych właściwościach, np. sałata kompasowa.

    -  Rośliny szczególne wartościowe z Podlasia?

    -  Rosną tu rośliny endemiczne, czyli charakterystyczne wyłącznie dla tego rejonu, np. turówka leśna, czyli żubrówka czy miodownik melisowaty. Takie rośliny bardzo często znajdują się pod ochroną, są cenne dlatego, że są lokalne. Aktualnie prowadzimy prace nad otworzeniem rośliny o nazwie starodub łąkowy. Dawniej wyniszczona prawdopodobnie przez zbieraczy ziół, ponieważ uważano ją za panaceum na wszystkie choroby. Dostaliśmy kilka jej nasion, obecnie mamy ich kilkaset i będziemy się nimi dzielić z innymi ogrodami, a także próbować sadzić w miejscach, gdzie prawdopodobnie kiedyś rosła. Później trzeba będzie zbadać, czy faktycznie zawiera właściwości lecznicze czy są to tylko legendy.

    -  A jak jest z roślinnością w mieście, np. jarzębinami, mirabelkami, czeremchami, ziołami? Jaka jest wartość odżywcza takich roślin? Warto je sadzić?

    -  Myślę, że dla zapachu czy dla urody jak najbardziej. Jeśli chodzi o zbieranie tych ziół, to można by dyskutować. Rośliny mają mechanizmy blokujące. Do ich organów generatywnych np. kwiatów czy owoców układ rośliny nie wchłania metali ciężkich. Jeśli zebralibyśmy korzenie i liście takiej rośliny, będą one zawierały nieporównywalne ilości zanieczyszczeń, natomiast kwiaty i owoce nie. Inną sprawą, że owe zanieczyszczenia i pyły osiadają na powierzchni owoców i kwiatów. Teoretycznie, gdybyśmy je dokładnie umyli, to nawet zebrane w  mieście, możemy spokojnie przetwarzać.

     Eleni Kryńska, fot ek

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 05/09/2024 19:10
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama