Około 200 osób wyszło rankiem, po mszy odprawionej o godz. 7.00 przez biskupa Antoniego Dydcza w drohiczyńskiej katedrze, z Drohiczyna w XXII pieszej pielgrzymce na Jasną Górę. Jak co roku - sporo osób odprowadzało pielgrzymów. Niektórzy tylko przez Drohiczyn, kilka osób do pierwszego przystanku w Wólce Zamkowej, kilka nieco dłużej. Kilkanaście osób znalazło czas na pielgrzymowanie tylko tego dnia.
- Według naszych szacunków tych pielgrzymów, którzy wyszli z Drohiczyna i dotrą na Jasną Górę w grupie katedralnej (drohiczyńskiej - przyp. red.) wyszło jakieś 70. Tyle samo przyszło do nas w grupie bielskiej - mówił ks. Janusz Bolewski, kierownik pielgrzymki. Oficjalna inauguracja pielgrzymki ma miejsce 1 sierpnia. Wtedy z Drohiczyna wychodzą grupy katedralna i bielska. Ta druga wyrusza najwcześniej w diecezji drohiczyńskiej - 30 lipca. Idzie z Bielska Podlaskiego przez Dołubowo, Ostrożany i 31 lipca dociera do Drohiczyna. 2 sierpnia obie grupy łączą się z pielgrzymkami: łochowską, sokołowską i węgrowską. Co roku cała grupa liczy kilkaset osób. Pielgrzymka wchodzi na Jasną Górę 13 sierpnia w godz. 9.00 - 10.00. Poszczególne grupy mają do pokonania od 328 do 433 kilometrów. Około pół godziny po wymarszu spod katedry w Drohiczynie, 1 sierpnia, pielgrzymka co roku ma postój w Wólce Zamkowej. Dla pielgrzymów grupy bielskiej to kolejny przystanek, dla grupy katedralnej - pierwszy. Zawsze na pielgrzymów, obok domu państwa Zofii i Kazimierza Przybyłów, czekają mieszkańcy tej wsi z zastawiony stołem - kanapkami, domowym ciastem, pączkami, napojami. W tym roku pierwszy przystanek trwał prawie 2 godziny. Dla grupy katedralnej było to pierwsze śniadanie na trasie. Inicjatorem pierwszej pielgrzymki drohiczyńskiej był nieżyjący już ks. Ryszard Starczewski. W 1991 r. wyruszył z grupą młodzieży na Światowe Spotkanie Młodych na Jasnej Górze z Janem Pawłem II jako dziękczynienie za utworzenie diecezji drohiczyńskiej. Ustalił trasę i zorganizował pierwsze struktury. Pierwsza pielgrzymka liczyła wtedy dwie grupy - Północ i Południe. Po reorganizacji granic Diecezji w 1992 r. liczy pięć grup. Kierownikami pielgrzymki byli: ks. Ryszard Starczewski, ks. Józef Poskrobko, ks. Jarosław Redosz, ks. Krzysztof Kisielewicz, ks. Wiesław Niemyjski. Hasło tegorocznej pielgrzymki drohiczyńskiej - "Kościół moim domem".
Pielgrzym rekordzista 88-letni Antoni Rybałtowski, pochodzący ze wsi Lubowicze (gm. Grodzisk, parafia Ostrożany), ale ostatnio mieszkający w Siemiatyczach, to pielgrzym rekordzista. W tym roku z Drohiczyna na Jasną Górę w Częstochowie poszedł już piętnasty raz. Zawsze jest najstarszym uczestnikiem pielgrzymki. - Niestety opuściłem pielgrzymkę kilka razy. Nie dało rady iść. Albo musiałem zostać z rodziną, albo przychorowałem. Np. w jednym roku leżałem, bo byłem połamany. Ale jak jednego roku nie pójdę, to drugiego już muszę iść. Jak nadchodzi 1 sierpnia, to nie ma ratunku - mówi. - Po co pan idzie? - pytamy pana Rybałtowskiego. - Idę podziękować Matce Boskiej za życie i zdrowie. Że dożyłem takiego wieku. Chcę podziękować za wszystko, co dobre i złe. Dla niej ofiarowuję trud pielgrzymowania. - A bolą pana nogi po trasie? - Bolą. Oczywiście. Najbardziej po kilku dniach wędrówki, popołudniami i wieczorami. Ale jak się po takim ciężkim dniu kładę na noc i przesypiam, to rano wstaję wypoczęty, jak po paru dniach odpoczynku. Tyle razy już szedłem do tej Częstochowy i ani razu, nawet przez moment, nie podjechałem. Bo czasami, kto nie da rady iść, to mogą go podwieźć. A ja dałem radę. I w tym roku też nie zamierzam ani razu podjechać. - Burchle, opatrunki na stopy? - Nic takiego. Nigdy. - W jakich butach pan idzie? - Kapciowych. Lekkich i z miękką podeszwą. - A zniechęcenie z innego powodu? - Nigdy. Nie było tak, że po paru dniach człowiek żałował, że poszedł. A bywało różnie - upalnie, zimno, deszczowo. I do domu było daleko, i do Częstochowy daleko, człowiek nie wiedział, gdzie będzie spał. Zawsze chciało się iść. - Czyli nie ma pan namiotu? - Nie. Nigdy nie miałem. Zawsze gdzieś dało się przespać. Na początku bywało, że w samochodzie z bagażami, po stodołach. Ale od kilku lat zawsze śpi się u ludzi. Często tych samych, w tych samych miejscowościach. Ludzie pomagają po drodze jak mogą. - Co pan ma w plecaku? - Płaszcz od deszczu, picie, przybory do golenia, sweter, skarpety, koszulę. Więcej nie trzeba. - Czymś różnią się ostatnie pielgrzymki od tych pierwszych? - Na pierwszych to trzeba było ze sobą konserwy brać. Teraz nie trzeba. Ludzie po drodze nakarmią. I trzeba przyznać, że wtedy trochę więcej ludzi szło. - Co pan czuje, kiedy 13 sierpnia wchodzi na Jasną Górę? - Coś cudownego. Jakbym się znowu narodził. Fizycznie czuję się świetnie. Nie odczuwam trudu, wysiłku. Mógłbym iść dalej. - I tego samego życzymy i w tym roku. Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot CK
Komentarze