Reklama

Sprawiedliwi odznaczeni

31/05/2016 22:54

W minionym tygodniu w budynku byłej synagogi odbyła się niecodzienna uroczystość wręczenia odznaczeń „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Zaszczytnym mianem „Sprawiedliwych” utytułowani zostali pośmiertnie państwo Konstanty i Bronisława Kryńscy oraz ich dzieci, Henryk i Krystyna, z Morzów w gm. Grodzisk.

Jest to najwyższe rangą izraelskie odznaczenie cywilne, przyznawane przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie nie-Żydom – za ratowanie ludności żydowskiej przed zagładą w trakcie II wojny światowej. W imieniu swoich nieżyjących dziadków Konstantego i Bronisławy, wujka Henryka i mamy Krystyny odznaczenie odebrała Zdzisława Chlebowska z Siemiatycz.

Reklama

Medal i honorowy dyplom wręczyła Ambasador Izraela w Polsce, JE Anna Azari. Rangę tego spotkania podnosiła nie tylko obecność pani ambasador oraz innych przedstawicieli państwa i Kościoła (prowadzący uroczystości, dyrektor Departamentu Sprawiedliwych Ambasady Izraela – Emil Jeżowski, naczelny rabin Polski – Michael Schudrich, Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski – ks. Pawel Rytel-Andrianik, rektor WSD w Drohiczynie – ks. Tadeusz Syczewski, proboszcz prawosławnej parafii wojskowej w Białymstoku – ks. Andrzej Jakimiuk, pełnomocnik wojewody podlaskiego ds. mniejszości narodowych i etnicznych – Wojciech Przygoński, burmistrz Siemiatycz – Piotr Siniakowicz i przedstawiciele rady miasta), ale przede wszystkim obecność 77-letniej dziś Chany Lisogurski Broder (uratowanej przez rodzinę Kryńskich) oraz jej licznej rodziny, a także wnuczki i córki odznaczonych medalem - Zdzisławy Chlebowskiej i jej bliskich. Na uroczystości do Siemiatycz pani Chana przyjechała z trójką swoich dzieci oraz ich rodzinami. Przedstawiając wszystkich z imienia i nazwiska pokazała naocznie, jak wiele ludzkich istnień możliwych było dzięki niezwykłemu poświęceniu Kryńskich. Mówiła: - Gdyby państwo Kryńscy nie uratowali nas, to ich wszystkich by nie było. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogę tu być i spełnić swój obowiązek. Poznać potomków zasłużonej rodziny, która uratowała mnie, moich rodziców oraz babcię przed śmiercią.

74 lata wcześniej

Reklama

Chana Lisogurski Broder przebywała w gospodarstwie państwa Kryńskich wraz ze swoimi rodzicami – Rachel i Avrahamem Lisogurskimi oraz babcią Rivką Kejles. Tak wspomina ten czas:

- Moja rodzina uciekła z getta w Siemiatyczach nocą, 2 listopada 1942 r. Po tułaczce po okolicznych wsiach i gospodarstwach znaleźliśmy schronienie w Aleksandrowie, gdzie przebywaliśmy do maja 1943 r. Niemcy zrobili na to miejsce obławę, a właściciel ze strachu nie chciał już nas dłużej ukrywać. Wujek Yehoshua (Shie) Kejles przekonał Bronisławę i Konstantego Kryńskich, aby ukryli nas w swoim gospodarstwie znajdującym się w pewnej odległości od wsi Morze. Kryńscy mieszkali tam wraz ze swoimi dziećmi, synem Henrykiem i córką Krystyną. W sąsiedztwie Kryńskich nie było żadnych innych gospodarstw, a Niemcy rzadko pojawiali się w tej okolicy, dlatego zgodzili się oni zapewnić nam schronienie na 2 tygodnie. Po ich upływie pan Kryński nie miał serca nas odesłać. Byłam mała, ale pamiętam z opowieści rodziców, że Kryńscy pomogli wielu rodzinom. Nikt nie zostawał tam na dłużej, ale Żydzi często zatrzymywali się w domu Kryńskich żeby odpocząć, zaspokoić głód czy przespać noc. Zapewniając nam schronienie, Kryńsy wiele ryzykowali. Polacy przyłapani na pomaganiu Żydom spotykali się ze śmiercią całej rodziny. Kiedy się pojawiliśmy, Heniek miał 26 lat, a Krysia 12. Oboje bardzo musieli uważać, by nie wyjawić naszego sekretu. Zwłaszcza Krysia musiała być ostrożna, by nie powiedzieć o naszej obecności swojej przyjaciółce, co z pewnością nie było łatwe dla dziewczynki w jej wieku. Cała rodzina to prawdziwi bohaterowie.

Reklama

Na początku mieszkaliśmy na poddaszu w stodole, ale wraz z nadejściem zimy mój ojciec z Heńkiem zbudowali dla nas kryjówkę pod stodołą. Wchodziło się do niej z sąsiadującej ze stodołą drewnianej szopy. Ja miałam niespełna 5 lat i w tej kryjówce z trudem mogłam się wyprostować, dorośli mogli jedynie siedzieć i w takiej pozycji też spali. W nocy mogli wyjść, załatwić swoje potrzeby i rozprostować kości. Raz dziennie przynoszono nam ciepły posiłek i trochę chleba. Odkładaliśmy część tego chleba na śniadanie następnego dnia. Pan Kryński po wydojeniu krów przynosił mi szklankę świeżego mleka. Zdarzało się też, że wieczorami zabierał mnie do domu, bym mogła pobawić się z Krysią.

Pan Konstanty Kryński był optymistą. Czytał gazety i rodzicom przekazywał informacje o zbliżającej się armii sowieckiej i niedługim końcu wojny. Wolność przyszła w lipcu 1944 r. wraz z armią sowiecką. Kilka miesięcy później opuściliśmy Polskę, spędzając 2,5 roku we Włoszech, w obozie dla uchodźców.

Reklama

Następnie wyjechaliśmy do Kanady, zamieszkaliśmy w Montrealu. Moja matka pisała z panią Kryńską i od czasu do czasu wysyłała jej paczki z ubraniami, lekarstwami. Po śmierci pani Bronisławy Kryńskiej matka korespondowała z Heńkiem, aż do chwili, gdy poprosił o to, by przestała pisać, bo to ściąga na niego kłopoty. W ten sposób utraciliśmy kontakt z rodziną. W 1972 r. wyszłam za mąż, później wraz z mężem i dwójką starszych dzieci przeprowadziliśmy się do Izraela. Młodsza córka urodziła się już w Izraelu. Mój ojciec zmarł w Montrealu w 1985 r., a po jego śmierci matka również przeprowadziła się do Izraela. Gdyby Heniek chciał odnowić z nami kontakt, nie wiedziałby gdzie nas znaleźć.

W 1997 r. ja, mój mąż i syn, wraz kuzynem Sidneyem Żółtakiem i jego rodziną, odwiedziliśmy Polskę. Sidney został uratowany przez inną rodzinę, również Kryńskich, zamieszkałych we wsi Krynki. To oni zaprowadzili nas do Heńka. Było to spotkanie pełne emocji i wzruszenia. Zapytałam o Krysię i dowiedziałam się, że już nie żyje. Heniek nie powiedział mi jednak, że miała ona dzieci. Przez następnych klika lat korespondowałam z Heńkiem, aż do jego śmierci w 2005 r. Heniek nie miał dzieci i nie pozostał już żaden kontakt z jego rodziną. I wtedy, po żmudnych poszukiwaniach w internecie, odnalazła mnie Izabela Wierzbicka, za co będę jej wdzięczna do końca życia. Pisałyśmy ze sobą 3 lata, a teraz czuję, jakbyśmy były rodziną. To dzięki niej jesteśmy tu dziś i możemy oddać cześć rodzinie Kryńskich.

Reklama

Prawnuczka na tropie

Izabella Wierzbicka to prawnuczka Konstantego i Bronisławy Kryńskich, wnuczka Krystyny, siostrzenica Zdzisławy Chlebowskiej, która odbierała medal. Jak sama mówi, poszukiwania w internecie rozpoczęła z czystej ciekawości.

- Chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o tym, co wydarzyło się w naszej rodzinie ponad 70 lat temu. W domu się o tym nie mówiło, znaliśmy tylko zdawkowe informacje. W 2013 roku w luźnej rozmowie z ciocią Zdzisławą dowiedziałam się o tekście w internecie, o którym ktoś jej wspomniał. Wtedy pierwszy raz usłyszałam nazwisko Chana Lisogurski Broder. Zaintrygowało mnie to. Szukałam po omacku, nie znając poprawnego zapisu zestawiałam imię i nazwisko pani Chany w różnych kombinacjach  z nazwiskiem panieńskim mojej babci. W ten sposób po kilku dniach trafiłam na tekst, napisany przez panią Chanę do muzeum w Kanadzie. Autorka wyrażała w nim swój smutek z powodu śmierci brata mojej babci, Henryka i ubolewała, że to już koniec tej historii, wspominała też moich pradziadków i babcię. Ten tekst mnie poruszył i pomyślałam, że skoro żyjemy my, to przecież nie jest to żaden koniec. A skoro brała w tym udział moja babcia, której ja nie zdążyłam poznać, bo zmarła przed moim urodzeniem, to mogę dowiedzieć się czegoś ciekawego także o niej. Było to dla mnie wartościowe, że mogę porozmawiać z jej koleżanką i dowiedzieć się więcej (...).

Reklama

Później na stronie internetowej naszej gazety pani Izabella odnalazła tekst, w którym była zacytowana wypowiedź Chany Lisogurski Broder o jej pradziadkach. Skontaktowała się z naszą redakcją i tu otrzymała namiary do Sidneya Żółtaka, kuzyna uratowanej przez Kryńskich Chany. I tak prawnuczka Kryńskich odnowiła zerwany niegdyś kontakt pomiędzy rodzinami.

Wiara w człowieczeństwo

Nawet dla kogoś, kto był wyłącznie obserwatorem tego wydarzenia było ono bardzo wzruszające. Uratowani i potomkowie ratujących to najlepszy dowód na to, że na świecie, w którym najczęściej widać jak człowiek człowiekowi wilkiem, jest miejsce na prawdziwe człowieczeństwo. Zwłaszcza, że jak mówiła Chana Lisogurski Broder, rodzina Kryńskich w pewnym momencie została napadnięta przez grupę okolicznych bandytów, którzy żądali wydania ukrywanych Żydów. Mimo pobicia, ograbienia z kosztowności i resztek jedzenia – Kryńscy się nie ugięli. I to jest prawdziwy heroizm.

Reklama

Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. emi

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama