Reklama

Siemiatycze - Ścieki z oczyszczalni trafiły do Kamionki?

22/09/2012 16:27
Według Wiesława Kamińskiego, mieszkańca Walendziuków pod koniec lipca z miejskiej oczyszczalni ścieków do rzeki Kamionki zrzucono bardzo dużą ilość ścieków. Tym samym zatruta została rzeka, a życie biologiczne w niej zamarło.

          - To była sobota 28 lipca. Jestem zapalonym wędkarzem. Około godziny 13-14 poszedłem nad rzekę, by nazbierać pijawek na przynętę. Patrzę i oczom nie wierzę. Rzeką płyną ścieki, brudy z oczyszczalni ścieków - opowiada Wiesław Kamiński. - Widziałem jak ryby płyną do góry brzuchami łapiąc powietrze. Wróciłem do domu i opowiedziałem żonie co zobaczyłem. Chcieliśmy zadzwonić do sanepidu, ale przecież nie pracują w soboty. Dlatego zadzwoniłem na policję. Faktycznie za kilkadziesiąt minut przyjechał policjant, który sporządził notatkę i odjechał. Policjant widział te ryby. Później na miejscu pojawiła się straż pożarna. Podszedłem do strażaków, którzy poinformowali mnie, że byli w miejscu, gdzie jest rura z oczyszczalni. Pobrali jakieś próbki i nic więcej mi nie rzekli. Czy dalej zostały przekazane do ekspertyzy, tego nie wiem. Później nie byłem już wzywany na przesłuchanie. Taka sytuacja z rzucaniem ścieków z oczyszczalni do rzeki praktycznie powtarza się co roku. Przeważnie jest to w okresie wakacji. Od samej oczyszczalni do Buga są wytrute ryby. Kilka dni po całym zajściu byłem poszukać pijawek i nic z tego. Wszystko wymarło.
          - Na wniosek policji nad rzekę pojechali nasi strażacy, gdyż rzeką miały płynąć zanieczyszczenia. Na miejscu strażacy po przejściu nurtu rzeki nie zauważyli śniętych ryb - mówi Jerzy Sitarski, zastępca komendanta siemiatyckiej straży pożarnej. - Faktycznie próbki z ujścia rury z oczyszczalni zostały pobrane i przekazane policji.
          Według naszych ustaleń próbki zostały zbadane przez WIOŚ w Białymstoku. Wyniki badań były „w normie”. Dlatego też prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie zanieczyszczenia rzeki. Na przedsiębiorstwo komunalne WIOŚ nie nałożył też kary. Jednak coś musiało się wydarzyć tego dnia na oczyszczalni. Pan Wiesław jest naocznym świadkiem tego, że coś niedobrego znalazło się w Kamionce. Pod koniec sierpnia pan Wiesław otrzymał od burmistrza pismo, w którym przypomina o obowiązku posiadania szczelnego szamba, regularnego jego opróżniania oraz posiadania dowodów uiszczania opłat za opróżniania zbiornika. „Burmistrz nas poucza w piśmie, a takie rzeczy dzieją się na oczyszczalni - komentuje pani Janina, żona pana Wiesława. - Nawet za to, że tak okrutnie śmierdzi z oczyszczalni to powinni nam całym Walendziukom płacić odszkodowanie”.
          Marek Malinowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz fot. MM
        
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama