Reklama

Mielnik - Wspólnota z Sutna

27/02/2012 15:06
Pomysł zrodził się w 2008 r., może nieco wcześniej. W zasadzie powstało pytanie: czy wspólnota gruntowa może wyciągnąć trochę pieniędzy za ziemię?

          Przecież indywidualni rolnicy biorą pieniądze w ramach dopłat co roku. Dlaczego więc my nie możemy? Przecież mamy swoje grunty? – wspomina pan Witold Pawluczuk, mieszkaniec Sutna w gm. Mielnik. I udało się. Wspólnota gruntowa wsi Sutno przez 2 ostatnie lata bierze pieniądze w ramach dopłat obszarowych. W tym roku będą składać wnioski po raz trzeci i też liczą na dopłaty. A pozyskane w ten sposób pieniądze przeznaczają na cele sołectwa, przede wszystkim inwestując w świetlicę. Ile to pieniędzy?
          - Wolałbym nie mówić. Nie chcę tego ujawniać bez zgody zarządu wspólnoty, czy pozostałych mieszkańców. Ale to kwota, nazwijmy, niczego sobie – mówi pan Pawluczuk, przewodniczący zarządu wspólnoty gruntowej wsi Sutno.
          Karczowanie na początek
          - W zasadzie pierwsze prace związane z naszymi planami rozpoczęliśmy w 2008 r. Było to czyszczenie i porządkowanie naszych hektarów. Spora część gruntów była zakrzaczona, więc trzeba to było powycinać. Ale to była już praca dla mężczyzn  – wyjaśnia Halina Pawluczuk, żona pana Witolda, główna księgowa wspólnoty.
          Aby ubiegać się o dopłaty teren musiał być czysty. Tak więc kto kiedy mógł – zbierali się i czyścili łąki oraz pastwiska, bo takimi gruntami dysponują mieszkańcy. Bywało, że czasami pracowało ze 30 osób. To czyszczenie, oczywiście etapami, trwało 2 lata.
          - Pracy było bardzo dużo. Jednocześnie jeździliśmy, można powiedzieć, po świecie, by dopiąć sprawy administracyjne. A więc były wizyty w Białymstoku po REGON, w Siemiatyczach po NIP, w agencji trzeba było złożyć wniosek o nadanie numeru ewidencyjnego, założyć konto i dopiąć inne podobne sprawy. To trochę trwało. Czasami przyjeżdżaliśmy do domu z kwitkiem, czyli z niczym, ale bogatsi o wiedzę – wyjaśnia pan Witold.
          Państwo Pawluczukowie, trzymający pieczę nad dokumentacją wspólnoty, przyznają, że wspólnota miała szczęście, bo zachowało się sporo dokumentacji sprzed lat dotyczącej gruntów, w tym statut. To okazało się bardzo pomocne na starcie w szukaniu pieniędzy.
          - Najtrudniejszą sprawą było zaszeregowanie naszej działalności do rolniczej. Po wielu konsultacjach w agencji wyszło na to, że mamy nazywać się „Spółka dla zagospodarowania wspólnoty gruntowej wsi Sutno” – wyjaśnia Halina Pawluczuk.
          Meble i kuchnia za pastwiska i łąki
          Pierwsze pieniądze za pastwiska i łąki wpłynęły pod koniec 2010 r. - za jednolitą płatność, z tytułu ONW i za zadeklarowane trwałe użytki zielone. Ile tego było?
          - A trochę było. Nie będziemy zdradzać wprost ile. Powiem tak – każdy z rolników otrzymujących te podstawowe dopłaty wie, ile co roku miał za hektar. A u nas dopłatami objęte są 32 hektary. Łatwo więc policzyć – mówi pan Witold.
          Za pierwsze dopłaty wspólnota zajęła się przede wszystkim świetlicą. Kupili meble i wyposażyli kuchnię w lodówkę, mikrofalówkę, okap, zmywarkę i inne drobne urządzenia. Meble były robione na zamówienie. Całość wyniosła kilka tysięcy zł. Kupili też sprzęt nagłaśniający i przenośny szalet. Były też darowizny dla parafii w Niemirowie i szpitala w Siemiatyczach. Parę złotych pochłonęło wykonanie podjazdu przed kaplicą w Sutnie oraz zakup i montaż nagłośnienia w tej kaplicy. 4.000 zł wydano na pomiary geodezyjne części gruntów, bo w niektórych miejscach były wątpliwości, którędy przebiegają granice. No i jeszcze kupiono stroje dla reprezentantów Sutna, którzy startowali w ubiegłym roku w turnieju sołectw podczas Dni Gminy Mielnik. Sutno wygrało ten turniej. A na co zostały wydane pieniądze za 2011 r.?
          - Jeszcze na nic. Mamy je na koncie. Jakaś sumka jest i czeka na zainwestowanie. Decyzję o tym, na co je wydać podejmą mieszkańcy, nie ja sam – wyjaśnia pan Pawluczuk.
          Ale wiadomo, że podstawowe potrzeby są następujące: dokończenie pomiarów geodezyjnych, dołożenie do remontu świetlicy (na remont przeznaczone będą też pieniądze z funduszu sołeckiego).
          Państwo Pawluczukowie mówią, że w tym roku oprócz wniosków o dopłaty obszarowe będą też składać wnioski w ramach programów rolnośrodowiskowych.
          - Wiosną rozstrzygnie się, w co konkretnie wejdziemy. Konsultowaliśmy się w tej sprawie z pracownikami ośrodka doradztwa rolniczego w Siemiatyczach. Mamy więc nadzieję na dodatkowe pieniądze – mówi pan Witold.
          Warto było to zacząć
          Czy na początku tej drogi o pieniądze za pastwiska i łąki była obawa, że się nie uda?
          - Ryzyka raczej nie było. A czy obawa? Na pewno jakaś była, ale daliśmy radę. Teraz możemy powiedzieć, że była to bardzo dobra decyzja. Warto było to wszystko zacząć, jeździć po urzędach, pytać, szukać odpowiedzi, tworzyć dokumenty i składać wnioski  – odpowiada pani Halina.
          Wieś Sutno jest jedną z nielicznych na Podlasiu, które w taki sposób wykorzystują swój gruntowy potencjał. Dlaczego inne sołectwa posiadające grunty nie robią tego?
           - Na pewno nie wszyscy mają pełną dokumentację, a to podstawa. Być może nie wszyscy udziałowcy godzą się na coś takiego, a w tym przypadku zgoda musi być. No i na pewno jest obawa przed dokumentami, wnioskami, załatwieniem, jeżdżeniem po urzędach, czyli brakuje osoby lub osób, która zajęłaby się tym wszystkim. Nie każdy chce pracować społecznie – odpowiada pan Witold.
          Wszystkie grunty wspólnoty z Sutna znajdują się w okolicy Bugu.

          Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. CK
        
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama