Reklama

Maratończyk z Czartajewa

12/07/2013 20:58

W garażu trzyma całą torbę medali. Najbardziej ceni medal z biegów w Hajnówce. Nie z metalu jak inne, ale drewniany w kształcie liścia dębu. 46-letni Radosław Zgiet z Czartajewa zaraził się bieganiem niedawno, przed pięcioma laty.

- Pana ulubione dystanse?

- Maratony czyli 42 km i półmaratony, a więc 21 km.

- Skąd pasja biegania? Czy to sprawia radość?

- Sam nie wiem dlaczego i kiedy zacząłem na poważnie biegać. Na krótszych dystansach dla przyjemności, tak dla siebie biegi rozpocząłem około 5 lat temu. Jednak dzisiaj można powiedzieć, że dobrze trafiłem z moją pasją. Bieganie na długich dystansach sprawia mi wielką przyjemność

Reklama

- Tutaj ważna jest kondycja.

- No tak, dlatego przed ważnymi zawodami, np. maratonem trzeba przez 2 miesiące biegać 4 razy w tygodniu. Robię 60 czy 70 km tygodniowo.

- Kiedy był pierwszy oficjalny start w biegach?

- To był półmaraton 2 lub 3 lata temu w Wiązownej pod Warszawą. Koniec lutego. I wówczas się zdecydowałem, że biegi długie to jest to, na co czekałem od dawna. W dobie internetu można się dowiedzieć, gdzie są zawody i kiedy. Nawet zapisy, zgłoszenie uczestnictwa odbywa się przez internet.

Reklama

- Jakieś sukcesy?

- Trudno o tym mówić. Liczy się przebiegnięcie, niewypadnięcie z trasy. Sukcesem można nazwać dwunaste miejsce w maratonie ubiegłorocznym w Otwocku, na ponad stu startujących zawodników.

- Ile już startów ma pan za sobą?

- Można powiedzieć, że moja przygoda, współzawodnictwo zaczęło się około 2,5 roku temu. I od tego czasu zaliczyłem 10 maratonów, na 21 km biegałem o wiele częściej.

- Były chwile słabości podczas zawodów?

- Były. Ale i także chwile uniesienia. Nigdy mi się nie zdarzyła apatia, zejście z trasy. Na mecie jest euforia, że się ukończyło bieg.

Reklama

- Co jest potrzebne zawodnikowi do biegania, treningu?

- Chęci oczywiście. Ze stroju przede wszystkim buty. Trochę lepsze, z pewną amortyzacją. Niekoniecznie obuwie z najwyższej półki, ale dobre. Zdarzają się biegacze, którzy smarują się różnymi maściami, rozgrzewającymi przede wszystkim. Ja nie jestem zwolennikiem tego, choć może to przyjdzie z czasem. Na razie radzę sobie bez tych specyfików. Pieniądze też potrzebne. Czasem na wyjazdy jedziemy w kilku, wychodzi taniej. Niekiedy potrzeba zapłacić za nocleg. Jest jeszcze opłata startowa. Najdalszy wyjazd to Kostrzyń nad Odrą.

Reklama

- Czy sąsiedzi nie pukają się w czoło widząc biegającego Radosława Zgieta pod ich oknami? Zamiast oglądającego seriale w telewizji?

- Było różnie. Szczególnie gdy na dworze było zimno. Często były żarty. Ale chyba już się przyzwyczaili.

- Najbliższy start?

- To trochę odległy termin. W okresie letnim jest mniej zawodów. Więcej wiosną i jesienią.

- Dlaczego tak mało ludzi biega?

- Potrzebny jest pewien rodzaj dopingu. Może na dziesięciu tych, którzy zobaczą biegającego znajomego, choć jeden zdecyduje się na podobny styl życia. Potrzebne jest przełamanie się. Może pokonanie wstydu. Ale chyba coraz więcej tutejszych ludzi biega. Zauważyłem to m.in. na starcie biegu „Siemiatycka dycha”.

Reklama

Jacek Piotrowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. JP

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama