Reklama

Haftowanie jak nałóg

15/06/2016 20:39

Powszechnie wiadomo, że uzależnienie jest w jakimś sensie ograniczeniem wolności człowieka. Okazuje się jednak, że nie każde. Pani Alina Jurczuk z Siemiatycz mówi o sobie, że od haftu krzyżykowego jest uzależniona jak palacz od papierosów, ale właśnie przy tym zajęciu czuje się naprawdę wolna.

I choć nieco dziwnie brzmi stwierdzenie, że uzależnienie może mieć swoje pozytywne skutki, to w tym przypadku tak właśnie jest. Pani Jurczuk pochodzi z Wilanowa, w gm. Mielnik, od wielu lat mieszka w Siemiatyczach. Z wykształcenia jest technikiem budowlanym, ale w swoim zawodzie pracowała krótko. Żona, matka trzech dorosłych synów, miłośniczka nadbużańskiej przyrody, poetka amatorka i wielka pasjonatka haftu krzyżykowego. Zajęcie to towarzyszy jej od blisko 40 lat i z każdym dniem jest od niego uzależniona coraz bardziej.

Reklama

- Niektórzy takim zajęciom oddają się wyłącznie zimą, kiedy przychodzą długie wieczory, a ja nie potrafię sobie wyobrazić dnia bez choćby godziny spędzonej nad kanwą. To ciągnie jak palacza do papierosów. Nie potrafię sobie tego odmówić. To zajęcie bardzo wciąga. Czasem mówię sobie, że siadam do niego na krótko, ale jak zaczynam to robić, to okazuje się, że potrafi minąć nawet kilka godzin przy jednorazowym podejściu. To „malowanie igłą”, jak mawiają niektórzy, bardzo mnie uspokaja, pozwala się wyciszyć, oderwać od codzienności. Kończę jeden wzór, zaczynam następny – mówi autorka krzyżykowych prac.

Wyszyć można wszystko

Reklama

Haftem krzyżykowym pani Alina zajmuje się od 8 klasy szkoły podstawowej. Początkowo próbowała swoich sił i w szydełkowaniu, i w robieniu na drutach, jednak haft najbardziej wciągnął.

- Kiedy zaczynałam się tym interesować, nie było jeszcze takich udogodnień jak dziś, np. kanwy (lniana lub konopna tkanina z grubych, usztywnianych nici, używana jako podkład do haftu – przyp. emi). Do dyspozycji miało się tylko zwykłe płótno, jeszcze przez mamę tkane. Kiedyś nie było też gotowych wzorów. Wtedy, mając te 16 lat, radziłam sobie inaczej. Na kartce papieru w kratkę rysowałam sobie jakiś swój własny wzór, czasem przenosiłam z ludowych dywanów. Dziś wzory można znaleźć bez problemu, w specjalistycznych czasopismach i poradnikach. Tak naprawdę można wyszyć wszystko. Są specjalne programy komputerowe, do którego można wrzucić dowolne zdjęcie i przerobić je na wzór haftu.

Reklama

Na ścianach mieszkania pani Aliny wisi wiele, pięknie oprawionych i wyeksponowanych jej prac. Ale prawdziwe ich bogactwo zalega w szafach. Wśród nich najczęściej można spotkać martwe natury i pejzaże – konie i słoneczniki to ulubione motywy. Tematyka jej prac jest naprawdę różnorodna. Ludzie, krajobrazy, motywy roślinne, zwierzęce, religijne – czasem zupełnie amatorskie, a czasem niezwykle ambitne. W jej pracach nie brakuje obrazów mistrzów malarstwa, takich jak Józef Chełmoński, Jacek Malczewski, Vincenty van Gogh czy Leonardo da Vinci.

Ile to warte?

Reklama

„Krzyżykuje” nieustannie. Kiedyś w prezencie wyhaftowała portret nowożeńców. Jak sama mówi, dawniej nie przywiązywała do swoich prac takiej wagi. Część obrazów rozdała, część wyrzuciła. Dziś z każdym swoim haftem związana jest niezwykle emocjonalnie i raczej nie pozbywa się tego, w co włożyła tak wiele pracy i na co poświęciła tyle czasu. Obraz przeciętnej wielkości to jakieś 3 miesiące dziergania, dlatego trudno jest jej nawet wycenić ich wartość. Zdarzają się zainteresowani zakupem jej prac, ale autorka raczej nie jest zainteresowana ich sprzedażą. W ubiegłym roku wystawę jej obrazów zorganizował Miejski Ośrodek Kultury w Siedlcach. Wśród licznie zgromadzonej publiczności nie brakowało zainteresowanych zakupem, ale też podziwiających precyzję, dobór kolorów. Niemniejszym zainteresowaniem cieszyły się jej prace podczas wielkiego czytania „Chłopów” Reymonta, które zorganizowano w ubiegłym roku w Domu Pracy Twórczej Reymontówka w Chlewiskach, pod Siedlcami. Wtedy na żywo można było zobaczyć jak powstają takie obrazy.

Twórcza włóczka

Reklama

Warto zaznaczyć, że pani Alina do swoich prac nie używa powszechnie znanej muliny, ale włóczki. Z muliną sprawa jest o tyle łatwa, że ma ona ponumerowane wszystkie kolory i ich odcienie, więc zadanie haftującego jest ułatwione. Wystarczy kupić odpowiednie kolory i nanieść je na kanwę zgodnie z numeracją. W tym aspekcie prace pani Aliny są więc bardziej twórcze, bo sama musi dobrać odpowiednie odcienie, a niejednokrotnie zdarza się, że zmienia zasugerowaną we wzorze kolorystykę.

Pani Alina jest skromna i specjalnie nie chwali się swoimi pracami, a szkoda, bo moim zdaniem jest naprawdę czym. Znajomi wiedzą, że to jest jej konik. Może warto też, by dowiedziała się o tym szerzej siemiatycka społeczność?

Reklama

Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, emi, fot. emi

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama