Wjazdem na przyczepie z okazałym dożynkiem i ze śpiewem rozpoczęły się tegoroczne dożynki w Moszczonie Królewskiej w gm. Mielnik. Członkinie zespołu "Nowina" ozdobiły do tego celu przyczepę traktorową, towarzyszyły im dzieci, był też harmonista.
W rolę traktorzystki wcieliła się Elżbieta Gorochowicz. Wjechano na plac koło świetlicy, następnie został wniesiony okazały dożynek, po czym wójt Adam Tobota otrzymał bochen chleba. Chleb tradycyjnie został podzielony wśród widzów, co oznaczało, że tegoroczne żniwa zostały skonsumowane. Dożynki w Moszczonie Królewskiej co roku na początku września organizują rada sołecka tej miejscowości oraz Gminny Ośrodek Kultury Sportu i Rekreacji w Mielniku. Impreza to symboliczne podsumowanie prac żniwnych. Co roku współorganizatorem dożynek jest Związek Ukraińców Podlasia, dlatego zespoły i część publiczności przyjeżdża spoza mielnickiej gminy. Głównym punktem są występy i koncerty zespołów ludowych. W tym roku wystąpiły: „Nowina” i dzieci z Moszczony Królewskiej, „Pawłowianki” z Janowa Podlaskiego, „Krynica” z Radziwiłłówki, „Rodyna” z Dubiażyna, „Ranok” z Bielska Podlaskiego, „Czyżowianie” z Czyż. - Dożynki w Moszczonie Królewskiej organizujemy już x rok z rzędu. To pomysł mieszkańców wsi. Zaczynaliśmy od krótkiego repertuaru z dwoma - trzema zespołami, dziś przyjeżdża już do nas kilka grup z województwa, m.in. dzięki Związkowi Ukraińców Podlasia. Organizując takie dożynki chcemy nie tylko symbolicznie zakończyć żniwa i docenić pracę rolników, ale również pobawić się przy muzyce i śpiewie. Poza tym naszym celem jest również pokazanie, głównie tej najmłodszej publiczności, kawałka dawnych zwyczajów. Myślę, że te nasze dożynki jeszcze bardziej będą się rozrastać, bo to jedyna taka cykliczna impreza w naszym regionie - powiedziała nam Helena Datczuk, mieszkanka Moszczony Królewskiej, jednocześnie członkini "Nowiny". W tym roku dożynkom w Moszczonie Królewskiej z wysoka przyglądała się Moszczonianka. Jak powiedział nam sołtys Zbigniew Parafiniuk, Moszczonianka to honorowa obywatelka Moszczony Królewskiej. Była zrobiona z bel słomy i miała kilka metrów wysokości. Miała ze sobą koszyk i sierp, ale jak zaznaczali panowie siedzący z butelkami pod sklepem - za małe piersi. Sołtys Parafiniuk dodał: - Jak dożyjemy następnych dożynek, to zrobimy jej towarzysza. Też tak dużego i z bel słomy. Damy mu kosę, żeby wyglądał jak dawny żniwiarz. Tylko jak go nazwiemy?
Komentarze