Reklama

Czy zniknie stary kościół z Grodziska?

26/04/2015 22:24

Pośród malowniczego krajobrazu „Ziołowego Zakątka” w Korycinach ma stanąć zabytkowy kościół drewniany z Grodziska. Jest zgoda władz kościelnych, jednak pozwolenia od konserwatora zabytków na przeniesienie zabytku brak.

Trochę historii

Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny pierwotnie był cerkwią unicką, następnie prawosławną, zaś od 1923 r. rzymskokatolickim kościołem. Funkcję tę pełnił do końca XX wieku. Odkąd wybudowano nowy kościół, drewniana świątynia nie jest wykorzystywana do celów liturgicznych i stoi pusta. Ostatnie remonty obiektu miały miejsce w latach 1956-1957 i 1964. 5 lat temu świątynia miała zostać przeniesiona do Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu, jednak dzięki zaangażowaniu mieszkańców pomysłu nie zrealizowano.

Reklama

Dzisiaj niektórzy dziś zmienili zdanie.

- Kościół niech idzie z Bogiem, bo nikt go nie będzie poprawiał. Najważniejsze, że organy ocalały. 270 tys. zł kosztował ich remont. W województwie podlaskim takich organów nie ma. 5 lat temu to Pan Bóg nie dawał przenieść kościoła, a nie my. Muzeum rolnictwa bardzo chciało nasz grodziski kościół, bo organy barokowe, a myśmy nie pozwolili na to. Teraz ja sam pomogę dla Mirka Angielczyka go przenieść, jak będzie taka potrzeba. Trochę przeciwników było, ale nie ma o czym dyskutować. Ksiądz plac zagospodaruje i będzie pięknie. W Korycinach więcej ludzi zwiedzi nasz kościółek niż tu. Ludzie mówili, że proboszcz kościół sprzedaje, ale na mszy zostało odczytane pismo biskupa, że nawet złotówki nie wolno za kościół wziąć. Kościół w dobre ręce idzie – powiedział Goławski, właściciel tartaku w Mierzynówce, który 5 lat temu nie dopuścił do zabrania kościoła do Ciechanowca.

Reklama

Zamiast kościoła figura

Rzecznik prasowy drohiczyńskiej kurii nie chciał komentować zdarzenia. – Pozwolenie zostało wydane, ale jest to sprawa wewnętrzna i nie ma potrzeby tego publikować – powiedział ks. Zbigniew Rostkowski.

Parafia jest przygotowana do przekazania kościoła. Załatwiane są już ostatnie sprawy urzędowe, a przeniesienie świątyni uwolni parafię od problemów związanych z jej utrzymaniem. - Przeniesienie kościoła ma się już ku końcowi. Cała procedura zdobywania pozwoleń trwała 6 miesięcy. Na dniach zacznie się rozbiórka. Wszystko odbywa się za zgodą biskupa, konserwatora i parafian. Teraz jest o wiele spokojniej niż było wcześniej. Teraz muszę przyznać, że mieli rację, bo te nasze barokowe organy to perełka na Podlasiu. Ocalały i teraz są już w nowej świątyni, a i dużo zyskała na tym parafia. Kościół pozostanie wśród nas w naszej gminie i to jest najmocniejszy argument. O przeniesieniu zdecydował biskup, ja sam nie decydowałem. Kościół niszczeje i tu nikt go remontować nie będzie, a w Korycinach ma służyć jako skansen. Pan Angielczyk mówił, że obrzędy zielarskie będą połączone z rokiem liturgicznym. Ciche nadzieje są, że i śluby kiedyś będą tam udzielane. Szczerze mówiąc to tylko 2 osoby są przeciwne przeniesieniu kościoła. Nasz kościół to dobro kultury, które trzeba ratować, bo niszczeje w oczach. Zgodnie z dekretem księdza biskupa kościół zostanie przekazany panu Angielczykowi. Biskup zastrzegł, że takich obiektów się nie sprzedaje. Podkreślił również w decyzji, że parafii nie stać na utrzymanie dwóch kościołów i nie ma środków na jego wyremontowanie. Kościół będzie własnością prywatną pana Angielczyka. Przeniesienie będzie trwało około 2 tygodni, ponieważ będzie przenoszony deska po desce, bal po balu. Wszystko będzie rozebrane. W miejsce kościoła będzie postawiona mosiężna rzeźba św. Andrzeja Boboli, patrona świątyni, kult będzie dalej przedłużony, będzie dedykacja o kościele i komu służył i miejsce pamięci pozostanie. Pan Angielczyk zwrócił się do mnie z pomysłem przeniesienia kościoła. Powiedział, że jedynym pragnieniem jego życia jest to, żeby wśród jego wiejskich chat stanął kościół. Może i szkoda się pozbywać tego zabytku, ale uważam, że te przeniesienie to najlepsze wyjście. Parafia jest za mała, aby utrzymać dwa kościoły – powiedział ks. Henryk Kosz, proboszcz parafii w Grodzisku.

Reklama

I tak i nie

Opinie parafian zdaje się, że są podzielone:

- Nie chodzę często do kościoła i nie mam zdania w tej sprawie. Ludzie mówią, że ksiądz po swojemu chce robić. Kościół i tak się sypie i nikt nic z nim nie robi, to niech inni skorzystają – powiedziała mieszkanka Grodziska.

- Nie ma nic złego w przeniesieniu kościoła. Tutaj niszczeje, nikt o niego nie dba, a w Korycinach nabierze innego wymiaru, ktoś się o niego zatroszczy, aby mógł jeszcze przez wiele lat cieszyć oczy zwiedzających – powiedziała pani z apteki znajdującej się naprzeciwko kościoła.

Reklama

Pozbawianie lokalnej społeczności takiego elementu dziedzictwa budzi też zastrzeżenia. – To są nasze korzenie. Od urodzenia jestem mieszkańcem tej parafii i nie wyobrażam sobie, aby można było pozbyć się takiego zabytku! Stary kościół to część dziedzictwa, a pozbywanie sie go przez ludzi jest dla mnie niezrozumiale i po prostu głupie. W głowach już się niektórym przewraca. Mam nadzieję, że przeniesienie jednak do skutku nie dojdzie – dodał jeden z parafian.

Zgody nie ma

Wszystkie działania związane z zabytkową świątynią muszą być uzgadniane z konserwatorem zabytków. - Nie znam tej sprawy dokładnie, ale po przejrzeniu dokumentów i przeanalizowaniu sytuacji powiem, że w tej chwili odmówiliśmy uzgodnienia i temat został zamknięty. Nikt nie wystąpił do nas z wnioskiem o przemieszczenie zabytku. Gmina Grodzisk zwróciła się do nas z wnioskiem o uzgodnienie projektu decyzji o lokalizacji inwestycji celu publicznego, czyli o warunki do zabudowy dla działki nr 92/1 w obrębie wsi Koryciny. W związku z tym, że ta działka nie jest objęta ochroną konserwatorską myśmy odmówili. Teraz właściciel powinien wystąpić do nas z wnioskiem o wydanie pozwolenia na przemieszczenie zabytku. Podkreślam, w tej chwili nie prowadzimy żadnego postępowania w sprawie przemieszczenia zabytku, bo taki wniosek nie był do nas skierowany – powiedział Jerzy Maciejczuk, zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków w Białymstoku.

Reklama

 

Byłoby to dziwne, gdyby tej zgody nie było. Wszystkie zalecenia konserwatora łącznie z projektem rozbiórki, oceną zagrzybienia zostały wykonane. Naprawdę nic mi nie wiadomo, żeby takiej zgody nie było. Konserwator był i sam mówił, żeby się przygotowywać to tego. Jestem zaskoczony taką informacją i pierwszy raz słyszę, że teren musi być wpisany do rejestru zabytków, a przecież teren nie może być zabytkiem. Konserwator oglądał ten teren na jesieni, gdzie ma być przeniesiony budynek, powiedział jakie dokumenty składać i byłoby to dziwne, gdyby po pół roku się to zmieniło. Może być tak, że o tym dokumencie nie wiedzieliśmy. Teraz bardziej sprawy urzędowe załatwia proboszcz niż ja. Był zrobiony projekt na rozbiórkę, była ocena zagrzybienia i spróchnienia budynku, a na ukończeniu jest projekt odbudowy tego zabytku. Jeśli naprawdę konserwator nie pozwoli na przeniesienie, to nam krzywdy nie zrobi. To bardzo duży projekt. Ja wiem co należy zrobić, aby ten obiekt był pożytkiem dla regionu. Pozwolenie na przeniesienie zostało wydane nam już jesienią - powiedział Mirosław Angielczyk, właściciel „Ziołowego Zakątka”.

Reklama

 

Katarzyna Danuta Nieroda, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. KDN

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama