Reklama

Bieg trzeźwości

16/05/2015 22:46

6 maja, po południu, wbiegł do Siemiatycz. Rankiem, następnego dnia, pobiegł dalej. Siemiatycze będzie kojarzył z gościnnością. Kazimierz Piskorek, z Uciąża koło Kazimierza Dolnego, wyruszył w biegu trzeźwości 3 maja, o godz. 10.15. Biegnie dookoła Polski. Po raz pierwszy. W ubiegłym roku otarł się już o coś podobnego, ale w mniejszej skali, bo z Kazimierza Dolnego biegł na Jasną Górę do Częstochowy.

- Biegnę, bo chcę propagować zdrowy i czynny styl życia, jak również pokazać, że można żyć i funkcjonować w trzeźwości. Jestem trzeźwy od dziesięciu lat i innych uzależnionych od alkoholu też namawiam do trzeźwości. Wcześniej miałem problemy z alkoholem, ale na szczęście to już za mną. Niejako chcę też odpokutować za swoje czyny - mówi Kazimierz Piskorek.

Reklama

Trasę z Kazimierza Dolnego do Częstochowy pokonał w 4 dni, zaliczając ponad 260 km. Miał też własną intencję. Wtedy, podczas biegu, zrodził się pomysł trasy dłuższej. Wybrał rajd dookoła kraju.

- Najgorszy są deszcz i upał. Przykładowo, wczoraj (6 maja, środa - przyp. red.) sporo popadało, dlatego ponad dwie godziny przesiedziałem na przystanku autobusowym. Sprzed roku wiem, że palące słońce też nie sprzyja takiemu przedsięwzięciu. Trzeba dużo pić, robić częste przerwy, a w południe i po południu nawet zrezygnować z trasy - mówi.

Reklama

Dodaje, że nazywa siebie maratończykiem. Od lat biega długie dystanse. Zaliczył 5 maratonów (Kraków, Dębno, Warszawa, Poznań, Wrocław).

- Każdy, kto przebiegnie te maratony, dostaje symboliczny tytuł, inaczej zdobywa Koronę Maratonów Polskich. To prestiżowa sprawa. Pokonanie tych dystansów, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, kosztowało mnie sporo zdrowia i bardzo przyczyniło się do tego, że nie bałem się podjąć tegorocznego wyzwania - wyjaśnia.

Dziennie pokonuje ok. 60 km.

- W zasadzie to nie biegnę cały czas. Przeważnie jest to, powiedziałbym, szybszy marsz. Na pewno nie pobiegnę pod górę z moim wózkiem, inaczej domem, który trochę waży - mówi.

Reklama

Ma ze sobą odzież, drugą parę butów, namiot, śpiwór, trochę jedzenia, wodę, zapasowe koło.

- Jak dotarłem do Siemiatycz, postanowiłem odpocząć na stacji paliw, tej od strony Lublina. Podszedł do mnie młody chłopak, przedstawił się, powiedział, że jest z Siemiatycz. Imię - Paweł. Powiedział, że widział mnie na trasie. Zapytał gdzie biegnę, skąd, po co itd. Pogadaliśmy. Zaproponował mi kawę i nocleg. Wykupił mi miejsce w hotelu "Helena" w Siemiatyczach. Dziękowałem mu za to z całego serca, dziękuję również za pośrednictwem gazety. Na trasie codziennie spotykam się z gościnnością, najczęściej ludzie dają mi coś do jedzenia, zaproszą na kawę czy herbatę, pozwolą rozbić namiot na podwórku, ale jak na razie tylko w Siemiatyczach doświadczyłem aż takiej gościnności. Jeszcze raz dziękuję - mówi.

Reklama

Nie ma dużego budżetu. Wcześniej zbierał pieniądze na wsparcie biegu, ale wiele nie zebrał. Za to cieszy się, że istnieje medialnie.

- Mam ze sobą telefon i notebooka. Istnieję więc na facebooku. Codziennie wrzucam jakieś informacje o trasie i biegu.

Do domu planuje wrócić 21 czerwca.

- Oby pogoda na to pozwoliła - dodaje na koniec.

Powodzenia na trasie.

Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz fot. CK

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama