Reklama

Baciki Średnie - Proces pielęgniarki z ZOL

15/09/2012 20:14
W siemiatyckim sądzie rozpoczął się proces pielęgniarki pracującej w Zakładzie Opiekuńczo Leczniczym w Bacikach Średnich. Według prokuratora 42-letnia opiekunka miała znęcać się psychicznie i fizycznie nad przebywającymi tam dziećmi. Miało do tego dochodzić w 2010 i 2011 roku. Czy tak było? Co tak naprawdę działo się w publicznym ośrodku zdrowia?

          O tym, że coś bardzo niepokojącego działo się w ZOL-u w Bacikach Średnich poinformowali Urząd Marszałkowski w Białymstoku wychowawcy kolonii - głównie studenci, którzy przyjechali z grupami na wypoczynek z Dolnego Śląska. W przesłanym liście napisali między innymi: „Od pierwszego turnusu dostawaliśmy sygnały od naszych kolonistów, z których wynikało, że dzieci niepełnosprawne będące pensjonariuszami ośrodka są bite przez opiekujące się nimi pielęgniarki. My wychowawcy niejednokrotnie słyszeliśmy wulgaryzmy i wyzwiska kierowane przez pielęgniarki w kierunku dzieci niepełnosprawnych. Istotne jest również to, że pielęgniarki pracujące w ośrodku biją dzieci tak, aby nikt z dorosłych nie był tego świadkiem. Prosimy o interwencję, ponieważ dzieci z ZOL-u w Bacikach Średnich, będąc ofiarami bicia z powodu swej intelektualnej i fizycznej niepełnosprawności, nie są w stanie wołać o pomoc. W ośrodku ZOL w okresie wakacji była 13-letnia dziewczynka, która także była bita i wielokrotnie widziała jak pielęgniarki znęcały się fizycznie i psychicznie nad niepełnosprawnymi pensjonariuszami. Po wyjeździe kolonistów dzieci pozostały w ośrodku tylko z pielęgniarkami. Nie mają więc szans na to, by ktokolwiek dowiedział się, jak naprawdę są traktowane”. Później przekazano też dwa nagrania wykonane telefonem komórkowym. Są to krótkie rozmowy jednej z kolonistek z dziećmi z ZOL-u. Mówią podczas nich, że są bite, głównie rękoma.
          Jedyna winna czy „kozioł ofiarny”?

          Sprawą listu i nagrania zajął się urząd marszałkowski, a później zostało to przesłane do zbadania przez śledczych. Ostatecznie prokurator postawił zarzut tylko jednej, 42-letniej pielęgniarce pracującej w ZOL-u. Zarzucił jej, że: „W okresie bliżej nieustalonego dnia 2010 roku do 28 września 2011 roku będąc pielęgniarką w ZOL-u znęcała się fizycznie i psychicznie nad nieporadnymi ze względu na swój stan psychiczny i fizyczny małoletnimi. W ten sposób, że popychała ich, szarpała za ubrania, uderzała rękami po ciele, a także ubliżała i poniżała wyzywając słowami wulgarnymi”.
          - Nie przyznaję się do zarzucanego czynu. Uważam, że ta cała sprawa to stek bzdur i pomówień. Jest wynikiem konfliktu z dyrektorem. Nasiliło się to w lipcu 2011 roku, gdy były kontrole w zakładzie. Pani dyrektor myślała, że to ja nasłałam kontrolerów - tłumaczyła oskarżona pielęgniarka. - Moja ciotka jest rzecznikiem praw pacjenta psychiatrycznego i pani dyrektor myślała, że mam jeszcze jakieś powiązania rodzinne. Ja zwracałam dyrektor uwagę na pewne nieprawidłowości. Takie jak braki środków czystości, ograniczania środków dezynfekujących, małe porcje żywieniowe dla pensjonariuszy, karygodne warunki sanitarne i lokalowe. Każdy to widział, ale w obawie przed utratą pracy nie chciał się narażać. Nigdy nie ubliżałam ani nie wyzywałam żadnych dzieci. Czasami jak zwracałam uwagę, to podnosiłam głos. To są dzieci upośledzone. Występowały u nich często objawy agresji i autoagresji. Stanowiły niekiedy zagrożenie dla siebie i innych pensjonariuszy. Gdy dzieci leciały, żeby uderzyć kolegę, gdy same uderzały głową o ścianę - starałam się je powstrzymać.
          - Moje relacje z oskarżoną były pozytywne. Nie byłyśmy skonfliktowane. W 2001 roku kiedy była kontrola, ja i wszyscy pracownicy myśleliśmy, że to oskarżona nasłała kontrolerów - mówi Katarzyna Siniakowicz, dyrektor ZOL-u w Bacikach Średnich. - Jak chciałam dać oskarżonej podwyżkę w związku z podniesieniem kwalifikacji zawodowych w wysokości 40 zł, to ona była niezadowolona i poszła do pielęgniarek i opiekunek i powiedziała: ja tą k... załatwię. Ja nie byłam do niej negatywnie nastawiona. Oskarżona była pracownikiem bardzo roszczeniowym. Cały czas jej się coś nie podobało.
          Różne zeznania

          Jeden z pensjonariuszy w sądzie zeznał: „Biła mnie po twarzy, ciągała za włosy. Nie lubię tej pani”. Natomiast przełożona pielęgniarek Zofia G. mówiła w sądzie między innymi: „Oceniam oskarżoną jako dobrą pielęgniarkę, ona ciężko pracowała. Pokrzywdzeni lgnęli do wszystkich, także do oskarżonej. Trudno powiedzieć, że dzieci się jej bały, raczej czuły przed nią respekt”. Również kilku innych wezwanych na ten dzień pracowników mówiło, że nie widzieli i nie słyszeli, by dochodziło do znęcania się na dziećmi.

          Cała sprawa ma wiele znaków zapytania, na które odpowiedź będzie musiał odnaleźć sąd przed ostatecznym wydaniem wyroku. Społecznie nie osądzajmy całej sytuacji zbyt pochopnie. Trzeba pamiętać, że do momentu wydania jakiegokolwiek wyroku pielęgniarka jest osobą niewinną.
          Niemniej jednak zeznania pracowników ZOL-u i dzieci przed śledczymi dają pewien obraz tego, co mogło się dziać za murami ośrodka.
          Marek Malinowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. MM
        
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama