Reklama

Zgon na covid... którego nie było

50-letnia kobieta z Nurca Stacji zachorowała. W bielskim szpitalu zmarła. W telefonicznej rozmowie powiedziano rodzinie, że zmarła na covid. Stwierdzono to bez badań. Ciało wydano jednej firmie pogrzebowej bez wiedzy rodziny. Bez zgody przewożono z jednej do drugiej. Zmarłą pochowano w trumnie w worku.

        Po pogrzebie wpłynął negatywny wynik badania. Covid nie było.

        Kilka dni po pogrzebie całą historię opowiada nam syn zmarłej. To, co usłyszeliśmy, przeraża.

        "Kilka razy byliśmy na siemiatyckim SOR-ze"

        - Zaczęło się od tego, że mama źle się poczuła. Tak jakby się przeziębiła. Woziliśmy ją kilka razy osobiście samochodem na SOR do szpitala w Siemiatyczach - opowiada mężczyzna i wylicza: - Pierwszy raz pojechaliśmy 10 października. Lekarz wypisał mamie receptę na ketonal i powiedział, aby kupić plastry rozgrzewające, bez recepty. Drugi raz pojechaliśmy 14 października, gdyż nie było żadnej poprawy. Wtedy mamę przyjęła inna pani doktor, przepisała jakiś antybiotyk ogólny, tabletki oraz syrop, oczywiście bez jakichkolwiek badań specjalistycznych! Żadne leki nie skutkowały, a jeśli - to na chwilę.

Reklama

        Trzeci raz pojechaliśmy z mamą 17 października, jej stan pogarszał się coraz bardziej. Tata wcześniej dzwonił też po karetkę, lecz usłyszał odmowę. Dostał numer telefonu do lekarza na SOR, a tam tata usłyszał, że jeżeli stan mamy jest zły to "samemu proszę przywieźć pacjentkę". Pojechaliśmy kolejny raz na SOR w siemiatyckim szpitalu. Mama nie dała rady już sama iść, tata prowadził mamę pod ramię, lecz przed drzwiami usłyszał, że nie może wejść. Pani (pielęgniarka lub lekarz, nie wiem) otworzyła drzwi i kazała mamie iść pod jakiś pokój. Już po około 5 minutach (licząc dojście, konsultację z lekarzem i powrót) mama z trudem wyszła sama, oczywiście tata cały czas czekał przed drzwiami, by pomóc jej iść. To wtedy mamę zbadała lekarz od płuc i stwierdziła obustronne zapalenie płuc, dała kolejne leki i kazała wracać do domu, w łóżku leżeć. Nie widziała potrzeby zatrzymania mamy na oddziale. Nikt nawet nie zaproponował żadnych badań, wymazu na koronawirusa.

        We wtorek rano, 20 października, szykowałem się do pracy i zajrzałem do mamy. Miała sine usta, twarz miała siną, nie było z nią kontaktu. Zadzwoniłem po karetkę. Przyjechało pogotowie. Najpierw weszło dwóch ratowników w zwykłych maseczkach. Zdziwili się, że lekarz mamę w takim stanie, z zapaleniem płuc, wypisał do domu. Ale zaraz jeden wyszedł, wykonał telefon, potem zawołał tego drugiego. Ubrali się w kombinezony covidowe, mamę wynieśli prawie nieprzytomną do karetki. Jak jej podali tlen, to tak trochę oprzytomniała, ale też brata nie poznawała, była zdziwiona, że lekarze są, że gdzie ona jest. Zabrali mamę do szpitala w Siemiatyczach.

Reklama

        Tajny transport do Bielska?

        - Po jakimś czasie zadzwoniliśmy do szpitala, by dowiedzieć się o stan mamy. Nie udzielono nam żadnej informacji. Jakaś pani nam powiedziała, że nie może nam udzielić informacji i jeszcze tak głupio spytała, że co my telewizji nie oglądamy, nie wiemy, co się na świecie dzieje... Tato dzwonił parę razy. Żadnych informacji nie uzyskaliśmy. Ale w szpitalu pracuje znajoma pielęgniarka i od niej dowiedzieliśmy się, że stan mamy jest poważny i przewożą ją do szpitala w Bielsku Podlaskim, gdyż tam wożą pacjentów z dodatnim (!) wynikiem na koronawirusa. Że niby we wtorek (20 października) zrobili mamie wymaz i wysłali te badania do Warszawy. W środę jednak siemiatycki sanepid nadal nie miał wyników, ale mama już trafiła do Bielska. Chyba tego samego dnia, tego 20 października nawet, mamę przewieźli. Nie wiemy tego dokładnie, nikt do nas nie zadzwonił ze szpitala z Siemiatycz z informacją o przewożeniu mamy do jakiegokolwiek innego szpitala.

Reklama

        Przypomnijmy: decyzją Wojewody Podlaskiego od 19 października do odwołania SPZOZ w Bielsku Podlaskim przekształcony został w całości w szpital dedykowany WYŁĄCZNIE pacjentom zakażonym wirusem SARS-CoV-2, tzw. szpital covidowy.

        Jak ustalili synowie zmarłej - wymaz w kierunku koronawirusa pobrano od pacjentki 21 października (jednak data zlecenia badania to 20 października godz. 14.49, a wymaz pobrano dopiero następnego dnia o godz. 20.21). Wyników badania w momencie decyzji i transportu nie było.

Reklama

        Szpital covidowy w Bielsku

        - W środę, 21 października, tata telefonował do szpitala w Bielsku, by otrzymać informacje o stanie zdrowia mamy. Usłyszał tylko informację, że jest bez zmian, oraz aby przekonał mamę do podpisania zgody na podłączenie do respiratora - pomoże jej to w oddychaniu, a mama nie wyraża takiej zgody. Czyli jeszcze w środę mama była przytomna. W czwartek, 22 października, tato dowiedział się, że podłączyli mamę do respiratora i wprowadzili w śpiączkę farmakologiczną. Wyników badań na koronawirusa nadal nie było. W piątek rano, 23 października, zadzwonili, że mama umarła... Tato zapytał się o przyczynę śmierci. Powiedzieli, że covid. Ale na jakiej podstawie?! Przecież nadal nie było wyników! Ten ktoś dzwoniący ze szpitala podał tacie numer telefonu, żeby pod tym numerem się kontaktować, co dalej z ciałem mamy, że już wszystko załatwione, że mamy tylko tam zadzwonić. Co załatwione?!

Reklama

        Jak się okazało, ciało zmarłej wydano firmie pogrzebowej z Brańska. Podkreślmy - bez wiedzy rodziny. Synowie i mąż zmarłej dowiedzieli się już po pogrzebie, że akurat ten zakład pełni rolę prosektorium, gdyż w bielskim szpitalu prosektorium... "nie funkcjonuje".

        Z Bielska do Siemiatycz przez Brańsk

        - Zadzwoniliśmy pod podany przez szpital w Bielsku numer, a tam ze trzy razy namawiali nas, by spopielić ciało mamy, że wtedy, w urnie, będzie mógł się odbyć normalny pogrzeb, a jak chcemy ciało, to mama pochowana będzie w worku, w trumnie zamkniętej, że mamy i tak nie zobaczymy, i że to wszystko musi się odbyć w rygorze sanitarnym... Bo mama miała covid. A my nadal nie mieliśmy żadnych wyników! Tato się nie zgodził. W naszym powiecie niby tylko zakład pogrzebowy pana Rybałtowskiego ma prawo chować zmarłych na covid. No i, ostatecznie, on chował mamę. Pogrzeb odbył się tego samego dnia. 23 października o 7.30 powiadomiono tatę o zgonie, o 18.00 - trumna została złożona na cmentarzu. Po nocy, w deszczu, przy reflektorach karawanu - dramat! Cały pogrzeb trwał może z 10-15 minut. Nawet nie wiem, czy mamę pochowaliśmy... Nie widzieliśmy ciała. Nie wiem, jak ją ułożyli w tej skrzyni, może rzucili po prostu, jak worek ziemniaków. Nie mieliśmy nawet szans, by rodzinę powiadomić, godnie mamę pożegnać.

Reklama

        Dodam jeszcze, że po informacji ze szpitala o zgonie mamy, do taty zadzwonił jakiś nieznany numer. Był to pan, który poinformował, że on odbierze ciało zmarłej, ale trzeba będzie zapłacić 1.000 zł i można pieniążki przekazać dla pana Rybałtowskiego. Brat pojechał do Siemiatycz do pana Rybałtowskiego, wybrać dla mamy trumnę. Podczas tamtej wizyty miał przekazać 1.000 zł za przewóz ciała mamy. Ale jaki przewóz? Skąd? Dokąd? W tamtym momencie nie wiedzieliśmy nic, doszedł stres, presja czasu pochówku mamy, zaskoczenie o śmierci i brat zapłacił te 1.000 zł w gotówce. Okazało się, że to niby za to, że pan Rybałtowski ciało z Bielska odebrał. My dopatrzyliśmy się, że odbierał mamę z Brańska. Po co? Dlaczego mama była w Brańsku? Bo tak ktoś w tym bielskim szpitalu zdecydował?

        Rodzina nie otrzymała nawet informacji, gdzie odzyskać rzeczy zmarłej:

Reklama

        - W Bielsku w szpitalu nie chcieli wydać mamy rzeczy, ani ubrań, ani nic. Nie wiadomo gdzie jest chociażby mamy dowód osobisty. Zakład pogrzebowy twierdzi, że nie dostał. W Bielsku mówią, że też nie mają. W Siemiatyczach powiedzieli, że wszystko do Bielska wysłali... Nikt nie wie, gdzie są rzeczy mamy. Nie wiemy, gdzie ich szukać, może spalone, bo po covidzie? Jedziemy zaraz do Bielska się dowiadywać. Nie mamy nic. Żadnej karty leczenia mamy, karty zgonu. Nic! A mama już pochowana...

        Nie wykryto wirusa SARS-CoV-2

Reklama

        25 października przyszły wyniki badań. Negatywne. Zmarła nie miała covid...

        Rodzina, starając się wyjaśnić całe zamieszanie, spotkała się i z panem Rybałtowskim, i z przedstawicielem firmy pogrzebowej w Brańsku:

        - Dzisiaj (poniedziałek 26 października - ak) pan Rybałtowski powiedział, że ciało ze szpitala z Bielska odebrał zakład pogrzebowy Memento Mori z Brańska, a oni - od nich, z Brańska. Wychodzi na to, że ten 1.000 złotych pan Rybałtowski dał zarobić innej firmie, ot tak, po prostu. Zajechaliśmy też do Brańska. Właściciel zakładu pogrzebowego w Brańsku wystraszył się i powiedział, że ma umowę ze szpitalem w Bielsku i zabiera z stamtąd osoby zmarłe z covidem. Jak mu pokazałem wynik, że mama nie miała covida, od razu oddał 1.000 złotych i powiedział, że będzie się domagał wyjaśnień od szpitala w Bielsku. Co do rzeczy mamy, powiedział, że nic nie dostał, tylko były przy niej kolczyki. I za chwilę jedzie po następne ciało do Bielska. To tak, jakby szpital w Bielsku sam zadecydował bez naszej zgody, bo nikt absolutnie nas o zgodę nie pytał. Wszystko odgórnie było przez kogoś ustalone i gotowe.

Reklama

        Łukasz Rybałtowski, przedstawiciel firmy pogrzebowej z Siemiatycz, potwierdza relację pana Arkadiusza, zaznaczając jednak, że tylko pośredniczyli w odebraniu zwłok:

        - Bardzo przykra sytuacja, naprawdę współczuje rodzinie. Te 1.000 zł to usługa transportowa tej firmy z Brańska. Kto i jak, na jakiej zasadzie, odebrał ciało ze szpitala, nie wiem. Przekazanie zwłok w przypadku covida odbywa się również z zachowaniem rygoru sanitarnego. Pojazd jest dezynfekowany. Dalej nasza usługa była taka, jak można powiedzieć, normalnie w tego typu uroczystościach. Nam też niekoniecznie było na rękę, że to odbywa się tak szybko, w reżimie. Ksiądz, z tego co wiem, też musiał przekładać jakieś swoje obowiązki, by móc uczestniczyć w pogrzebie zmarłej. No i, niestety, musieliśmy zgodnie z wytycznymi zamurować grób.

Reklama

        Pan Arkadiusz dzień po naszej rozmowie dotarł też do szpitala w Bielsku. Odzyskał rzeczy zmarłej:

        - Szpital w Bielsku jednak znalazł mamy rzeczy i oddał. Pielęgniarka dała nam je w czerwonych workach i kazała podpisać tacie odbiór. Powiedziałem do taty, żeby przed podpisaniem sprawdził, czy są wszystkie rzeczy, zaś pielęgniarka stanowczo zabroniła - "że są skażone". Więc pokazaliśmy jej negatywny wynik testu. W tym momencie nie wiedziała, jak się zachować i co powiedzieć. Sprawdziliśmy rzeczy, wszystko się zgadzało, tato podpisał. Druga sprawa: powiedziano nam, że być może nie wydadzą nam karty leczenia mamy, jeżeli nie upoważniła kogoś do tego przed śmiercią. A skoro zmarła w nocy, a wcześniej leżała w śpiączce farmakologicznej, to jak miała złożyć podpis? Dziwne...

        Swoją drogą - rzeczy zmarłej były w szpitalu covidowym, skażonym, więc co ma wynik badania zmarłej? Rzeczy, leżąc w tym szpitalu, i tak były skażone.

        Kwarantanna wsteczna?

        Jak już wiemy - 25 października przyszły w końcu wyniki wymazu zmarłej. Syn pani Marii opowiada, jak wyglądało dopominanie się o wynik:

        - W sobotę wieczorem, już po pogrzebie mamy, zadzwoniła pani z sanepidu, że ja z tatą mamy kwarantannę, ale wpisali nam ją od 21 października, od momentu, kiedy mamę zabrali do szpitala, do 31 października. A, przypomnę, jest już 23 października, gdzie my przez dwa dni chodziliśmy normalnie po wsi, ja do pracy. Taty zresztą nie było, bo też w tym czasie był na zabiegu w szpitalu Białej Podlaskiej. Wyniku badań mamy oczywiście nadal nie ma. W niedzielę, 25 października, zadzwoniłem do NFZ w Warszawie, i tam mi pani powiedziała, że każdy sanepid, kiedy kieruje na kwarantannę, wysyła takie dane do NFZ. Nas w tych rejestrach nie było. Ta pani powiedziała, że nam bezprawnie założyli kwarantannę. Wtedy zadzwoniłem do siemiatyckiego sanepidu, w południe jakoś. Nadal nie było wyników mamy. Kobieta do mnie z pretensjami, że co ja tak uparcie wydzwaniam. Powiedziałem, że dzwoniłem do NFZ, tak trochę nastraszyłem, że do sanepidu w Warszawie też zadzwonię. "A dzwoń sobie pan" usłyszałem i kobieta się rozłączyła. Po południu za to zadzwoniła kolejna pani z sanepidu w Siemiatyczach, z informacją, że mama nie miała wirusa i automatycznie zdejmują mi i tacie kwarantannę. Policja nie wiedziała, że mamy kwarantannę, bo sam dzwoniłem i się dopytywałem. Dzisiaj (26 października - ak) byliśmy w sanepidzie, by nam wystawili jakiś dokument, że w wymazie nie było koronawirusa. Dostaliśmy. W dokumencie tym jest jasno napisane, że z Siemiatycz 21 października był pobrany wymaz, a data badania to 25 października, po 5 dniach, gdzie ta pani w NFZ mówiła, że powinno być to zrobione maksymalnie do 3 dni.

        Nie usłyszałem nawet przepraszam

        - I sytuacja jest taka - mama nie miała wirusa, a na covid ją pochowali. Chcieliśmy poczekać z pochówkiem mamy do uzyskania wyniku z wymazu, na przykład przechować ciało w prosektorium. Dzwoniliśmy do sanepidu w Siemiatyczach, lecz usłyszeliśmy informację, jak nie ma wyniku "to traktujemy jako zakażona covid". Na jakiej podstawie? Ja mam nieodparte wrażenie, że mamy nie leczyli w szpitalu na zapalenie płuc, sami nam mówili, że nie wiedzą, co podawać, bo nie mają wyników. Trzymali, czekali nie wiadomo na co. Jakaś taka samowola w szpitalu w Siemiatyczach, wywiezienie mamy do Bielska, bez wyniku badania. Teraz zostaje nam ekshumacja, sekcja zwłok, by wiedzieć na co mama zmarła? A gdybyśmy zdecydowali się na spopielenie? Dlaczego tak się dzieje? Kto takie decyzje wydawał? Na jakiej podstawie? Tragiczne, strach się położyć do szpitala... Mamie życia nie zwrócimy, ale chcemy to jakoś uporządkować, sprawiedliwości jakiejś szukamy. Nie usłyszałem nawet jednego słowa "przepraszam"...

       

        Wyjaśnienia

        27 października zadaliśmy pytania dyrekcjom szpitali.

        Siemiatycki szpital zapytaliśmy o to, na jakiej podstawie zdecydowano o transporcie pacjentki do szpitala w Bielsku Podlaskim? Jakie są procedury w zakresie terminów badania wymazu? Czy uzgadniano z rodziną transport chorej do Bielska i hospitalizację w tamtejszym szpitalu? Czy prawdą jest, że odmawiano rodzinie informacji telefonicznej o stanie zdrowia pacjentki? Jeśli nie, komu udzielono tej informacji? Kogo informowano o transporcie chorej do Bielska? Czy i komu przekazano kartę leczenia szpitalnego, dokumenty i rzeczy osobiste pacjentki?

        Tu warto dodać, że jeszcze tego samego dnia, po niespełna godzinie, otrzymaliśmy odpowiedź od pani Moniki Łubko, specjalisty ds. organizacyjno - prawnych i kontaktu z mediami SPZOZ Siemiatycze:

        "W związku z panująca sytuacją epidemiczną i stwierdzeniem zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2 u personelu SP ZOZ w Siemiatyczach, co przekłada się na braki kadrowe zarówno na szczeblu administracyjnym jak i medycznym, nie jesteśmy w stanie w dniu dzisiejszym udzielić Państwu odpowiedzi na poniższe pytania. Odpowiedź zostanie przesłana do Redakcji do poniedziałku 02.11.2020 r.".

        Odpowiedź otrzymaliśmy w terminie, podpisaną przez dyrektora szpitala w Siemiatyczach, Andrzeja Szewczuka:

        "Na wstępie pragnę nadmienić, że informacje o które pyta Pani Redaktor objęte są ochroną danych osobowych. Natomiast odnosząc się do zagadnienia poruszonego w pytaniu pragnę zapewnić, że transport do tzw. szpitala covidowego zawsze poprzedzony jest wywiadem medycznym i stwierdzeniem objawów zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2. Ponadto transport pacjenta do szpitala covidowego, w tym do szpitala w Bielsku Podlaskim jest uzgadniany z kadrą medyczną tego szpitala, a więc nie jest to tylko indywidualna decyzja lekarza ze szpitala w Siemiatyczach. Podejrzenie zakażeniem koronawirusem SARS-CoV-2 jest wskazaniem do umieszczenia pacjenta w szpitalu covidowym, który ma za zadanie zapewnić dedykowaną dla takiego pacjenta terapię. Pobierany natomiast wymaz w kierunku ustalenia zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2 nie jest badany po 5 dniach, tylko w ciągu 5 dni. Zależne jest to zapewne od ilości próbek do przebadania jakie w danym okresie ma dane laboratorium.

        (...) Każdy pacjent, a także osoba wskazana przez pacjenta ma prawo uzyskać wiedzę na temat stanu zdrowia tego pacjenta i taka wiedza w miarę możliwości jest także udzielana upoważnionej rodzinie telefonicznie. Pytania dotyczą konkretnej osoby, co do której szpital w Siemiatyczach nie może z uwagi na ochronę danych osobowych potwierdzić nawet czy taka osoba była hospitalizowana i w związku z jakimi schorzeniami, ale możemy potwierdzić, że wskazana procedura informacyjna jest stosowana zawsze, a nawet że pacjent sam ma możliwość kontaktu telefonicznego z najbliższymi.

        Jeśli pacjent jest świadomy to sam ma prawo wyrażać zgodę na transport do innej placówki medycznej albo na poddanie się określonym zabiegom. W takich okolicznościach nie decyduje rodzina.

        (...) W każdym przypadku, w którym pacjent jest przekazywany do innej placówki medycznej jego rzeczy i dokumentacja medyczna są przekazywana do tej placówki wraz z pacjentem."

 

        Pytania do szpitala bielskiego: Na jakiej podstawie zaliczono zgon kobiety jako zgon z powodu covid? Wynik badania, negatywny, wpłynął dopiero 25 października. Na jakiej podstawie i dlaczego wydano ciało zmarłej zakładowi pogrzebowemu Memento Mori z Brańska? Dlaczego temu zakładowi, kiedy rodzina uzgodniła obsługę tej smutnej uroczystości z siemiatyckim zakładem? Dlaczego wydano ciało bez rzeczy zmarłej? Bez dokumentów?

        Niestety, szpital w Bielsku nie odpowiedział na powyższe pytania. "Informacje o zmarłej są informacjami poufnymi, do których otrzymania nie jest Pani uprawniona i w związku z tym nie możemy ich Pani udostępnić." - takiej treści maila otrzymaliśmy od pani Barbary Kowalko z sekretariatu bielskiej placówki.

       

        Poprosiliśmy również siemiatycki sanepid o wyjaśnienie niektórych kwestii. Interesowało nas: Jak szybko powinno być wykonane badanie wymazu w kierunku koronawirusa? Czy ważnym jest wynik badania wykonanego po 5 dniach od pobrania wymazu? Czy prawdą jest zlecenie wstecznej kwarantanny? Gdzie i kto posiada informację o tym, że dana osoba podlega kwarantannie i jak szybko taka informacja powinna być przekazana od momentu nałożenia kwarantanny?

        Reakcja sanepidu też była szybka, a w ustalonym terminie odpowiedź otrzymaliśmy od pani Martyny Sak, mł. asystenta Promocji Zdrowia:

        "Szpital w Bielsku Podlaskim poinformował syna Pani (...), że przyczyną śmierci była niewydolność oddechowa, spowodowana zakażeniem SARS-CoV-2, niepotwierdzonym laboratoryjnie. Taką też informację, mianowicie, że przyczyną śmierci matki było zakażenie SARS - CoV-2, otrzymał siemiatycki Sanepid od syna Pani (...) w dniu 23.10 ok. godz. 10.00. Podkreślić należy, iż to nie siemiatycki Sanepid a Szpital w Bielsku Podlaskim zlecił i nakazał określoną procedurę pochówku, tak jak przy zmarłych w wyniku COVID-19. W takim stanie rzeczy Sanepid w Siemiatyczach nie miał ani podstaw prawnych ani faktycznych do kwestionowania informacji uzyskanych ze Szpitala w Bielsku Podlaskim w zakresie czy to dotyczącym przyczyny śmierci Pani (...), czy też zalecanej w takim przypadku procedury pochówku. Decyzje w tym przedmiocie zostały podjęte w zgodzie z posiadaną wiedzą i obowiązującymi przepisami prawa.

        Zgodnie z art. 34 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2020 r. poz. 1845): 1. W celu zapobiegania szerzeniu się zakażeń i chorób zakaźnych, osoby chore na chorobę zakaźną albo osoby podejrzane o zachorowanie na chorobę zakaźną mogą podlegać obowiązkowej hospitalizacji, izolacji lub izolacji w warunkach domowych. 2. Osoby, które były narażone na chorobę zakaźną lub pozostawały w styczności ze źródłem biologicznego czynnika chorobotwórczego, a nie wykazują objawów chorobowych, podlegają obowiązkowej kwarantannie lub nadzorowi epidemiologicznemu, jeżeli tak postanowią organy inspekcji sanitarnej przez okres nie dłuższy niż 21 dni, licząc od dnia następującego po ostatnim dniu odpowiednio narażenia albo styczności.

        10-dniową kwarantanną zostają objęte osoby z kontaktu z osobą zakażoną lub podejrzaną o zakażenie SARS-CoV-2 od dnia następnego po ostatnim dniu styczności. Rodzinę objęto kwarantanną już od dnia 20.10., czyli od dnia następnego po dniu, kiedy rodzina miała ostatni kontakt z matką, natomiast decyzja została wydana w sprawie w dniu 24.10 czyli w dniu następnym po uzyskaniu stosownych informacji przez Sanepid w tej sprawie. Objęcie kwarantanną rodziny najbliższej dla zmarłej z datą wsteczną, w realiach tej sprawy było ze wszech miar konieczne i obowiązkowe w świetle obowiązujących przepisów.

        Informacje o osobach objętych kwarantanną znajdują się w systemie teleinformatycznym, do których dostęp ma m.in. Państwowa Inspekcja Sanitarna oraz Policja. Informacje udostępniane są innym organom na podstawie Rozporządzenia Rady Ministrów z dn. 9 października 2020 r. poz. 1758 z późn. zm., w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (§2, ust. 7). Rozporządzenie to nie określa czasu, w jakim powinna zostać przekazana informacja odnośnie do nałożenia kwarantanny. W praktyce taką informację przekazuje się w dniu otrzymania informacji o styczności z osobą zakażoną lub podejrzaną o zakażenie.

        Sanepid w Siemiatyczach w porozumieniu z Wójtem Gminy Nurzec-Stacja oraz Dyrektorem Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Nurcu-Stacji podjął decyzję o zawieszeniu zajęć edukacyjnych w szkole, w której pracownikiem była zmarła, z racji na podejrzenie, że przyczyną śmierci Pani (...) było zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2.

        W sprawie dotyczącej Pani (...), całą wiedzę faktyczną dotyczącą tego przypadku Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Siemiatyczach czerpała od najbliższej rodziny zmarłej oraz ze szpitala w Bielsku Podlaskim. W tych warunkach decyzje podejmowane przez naszą Stację nie miały cech dowolności i musiały zostać podjęte bez zbędnej zwłoki. Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna miała obowiązek reagować zgodnie z przepisami, nie miała możliwości podejmowania jakiegokolwiek ryzyka. Decyzje, z uwagi na potencjalne zagrożenie epidemiczne zostały podjęte zgodnie z prawem. W świetle powyższego, postępowanie pracowników PSSE w Siemiatyczach w tej sprawie było prawidłowe i uzasadnione bieżącą sytuacją epidemiczną związaną z rodziną państwa (...).

        Odnosząc się do wyniku badania w kierunku koronawirusa P. (...) pragnie się wskazać, iż Sanepid otrzymał ten wynik dopiero w dniu 25.10. Został on podpisany przez diagnostę, co potwierdza jego prawidłowość. Próbka jaką przyjęto do badania w dniu 21.10. musiała zostać odpowiednio zabezpieczona, a badanie przeprowadzone zgodnie z rekomendacjami. Proces diagnostyczny jest wieloetapowy, a każdy wynik jest opisany i podpisany przez diagnostę. Diagnosta we wskazanym badaniu stwierdził wynik ujemny. Istotne jednak z punktu widzenia decyzji podjętych przez Sanepid była wiedza posiadana na datę uzyskania pierwszych informacji w tej sprawie. Niezależnie jednak od wyniku testu, z informacji uzyskanych ze szpitala w Bielsku Podlaskim wynikało, iż objawy i gwałtowny postęp choroby pacjentki były charakterystyczne dla zakażenia SARS-CoV-2, a powtórne wykonanie testu dałoby najprawdopodobniej wynik pozytywny. Powyższe utwierdza w przekonaniu co do zasadności podjętych decyzji w sprawie.

        Raz jeszcze pragnie się podkreślić, iż z uwagi na potencjalne zagrożenie epidemiczne i posiadaną na datę 24.10 wiedzę, Sanepid nie mógł podjąć innych kroków jak tylko niezwłocznie objąć rodzinę zmarłej kwarantanną, począwszy od dnia 20.10."

 

        Skontaktowaliśmy się też z zakładem pogrzebowym w Brańsku. Mężczyzna, z którym rozmawialiśmy pod numerem kontaktowym, obsługiwał rodzinę innego zmarłego. Obiecał kontakt w terminie późniejszym. Do tej pory nie skontaktował się.   

        Anna Kondraciuk

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Alicja - niezalogowany 2020-11-11 09:16:13

    Osoby ktore umarly w bielsku na covid zwozi do siebie Pan oleksiewicz do Brańsk i dostaje za to.kase od sanepidu. Stąd tyle zachorowań w bransku jak się zwozi ciała zarazone w samo.centrum małej miejscowości. Mafia covidowa do prania pieniędzy podatników + wyzysk rodziny

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Hubert - niezalogowany 2020-11-11 15:57:08

    Jeśli ten pan ma płacone za to przez sanepid a bierze pieniądze od rodzin będących w szoku i żałobie. To pozostaje tylko ogłosić na lamach Kuriera by osoby, które zapłaciły a nie powinny zgłaszały się na prokuraturę lub policję. Może redakcja Kuriera zapyta sanepid jak to jest naprawdę?

    • Zgłoś wpis
  • Wiesław - niezalogowany 2020-11-11 18:59:03

    też proponuję zgłosić bo osób naciągniętych będzie dużo dużo więcej.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama