:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  22°C bezchmurnie

Polskie Delikatesy w Brukseli

Aktualności - Bruksela, Polskie Delikatesy Brukseli - zdjęcie, fotografia

Pan Marek Kutyłowski pochodzi z Ciechanowca. We wrześniu 2002 roku założył pierwszy polski sklep spożywczy w Brukseli - ’’Rarytas’’. Potem powstała polska piekarnia.


          - Pana przygoda z Belgią zaczęła się blisko 20 lat temu.

          - Dokładnie wiosną 1989 roku. Wtedy przyjechałem tutaj po raz pierwszy. Na początku pracowałem tak jak większość Polaków, czyli na budowach. Tak było przez 15 lat. W 2000 roku dostaliśmy wraz z żoną pozwolenie na pobyt i na pracę dzięki tzw. regularyzacji, czyli przyznaniu przez państwo legalnego pobytu i co za tym idzie, pozwolenia na pracę.
W tym czasie budowaliśmy dom w Warszawie z myślą o powrocie do kraju. Jednak w związku z regularyzacją plany się zmieniły. Zresztą, po 15 latach wracać do Polski to trochę ryzykowne. Poza tym, chciałem robić w Polsce to samo, co tutaj, czyli pozostać w branży budowlanej. Chciałem założyć firmę, niewielką ekipę kilkuosobową. Jednak pozostaliśmy z żoną w Belgii.
          - Wówczas pojawiły się myśli o otwarciu własnego biznesu w Brukseli?
          - Tak, trzeba było podjąć decyzję, co będziemy tutaj robić i co mogłoby przynieść dochody. Sprzedaliśmy dom w Warszawie i pieniądze zainwestowaliśmy tutaj.
Zdawałem sobie sprawę z tego, że Polacy szukają chleba podobnego do polskiego. My, Polacy jesteśmy do naszego chleba bardzo przyzwyczajeni. Pracując na budowach, często widziałem, że chłopcy mają kanapki z chlebem niemieckim, dość drogim. Kiedy zapytałem dlaczego ten chleb, to odpowiadali mi, że jest prawie jak polski. W tym czasie były już polskie wędliny w Brukseli, tzn. robione na recepturze polskiej, ale przez Belgów. Wciąż jednak nie było polskiego chleba. Dogadałem się ze znajomym piekarzem z Polski i w 2002 roku do spółki otworzyliśmy piekarnię. W tym czasie równocześnie prowadziłem już sklep spożywczy. Jednak po sześciu tygodniach pojawiła się niezgodność w zarządzaniu firmą i rozstaliśmy się. On zatrzymał piekarnię, ja sklep. Po pół roku kupiłem inną piekarnię. Obecnie samodzielnie prowadzę sklep i piekarnię.
          - Jak wyglądały początki działalności?
          - Przez pół roku prowadziłem sklep z żoną, pracowaliśmy na zmianę. Szło to całkiem nieźle, bo był to jedyny polski sklep. W soboty i w niedziele kolejki były tak długie, że wychodziły na zewnątrz. Obecnie jest już wiele polskich sklepów, jednak na brak klientów nie narzekam. Do dzisiaj w niedziele sprzedaję około 1000 chlebów.
          - Pańska piekarnia dostarcza pieczywo jedynie polskim sklepom?
          - Pieczywo dostarczamy do ponad 20 polskich sklepów w Brukseli. Tydzień temu doszły nam dwa nowo otwarte sklepy, jeden w mieście Leuven, drugi w Brukseli, w dzielnicy Etterbeek. Zaopatrujemy również 5 sklepów w Antwerpii, trzy są polskie, dwa prowadzą obcokrajowcy - Portugalczyk i Pakistańczyk. Poza pieczywem, pieczemy również ciasta – serniki, makowce, drożdżówki. Natomiast pączki i faworki robią prawdziwą furorę nie tylko wśród Polaków. W rok po kupnie piekarni wymieniłem w niej wszystkie maszyny. Kupiłem je w Polsce, są polskiej produkcji. Istotną rzeczą jest to, że leasingował to bank belgijski i był to pierwszy w historii leasing belgijskiego banku na maszyny wyprodukowane w Polsce.
          - Czy w Brukseli są inne polskie piekarnie?
          - Tak. Poza moją są jeszcze dwie.
          - O lokal na sklep walczył pan kilka miesięcy.
          - Wybór miejsca na sklep nie był przypadkowy. Za tym lokalem ”chodziłem” rzeczywiście 4 miesiące. Dzisiaj uważam, że to miejsce na polski sklep jest idealne. Tutaj, na St. Gilles, zawsze byli Polacy. Kiedy ja przyjechałem w 1989 r., to też tutaj mieszkałem. Można powiedzieć, że jest tu takie centrum Polaków.
          - Poza prowadzeniem biznesu nie zapomina pan o działalności charytatywnej?
          - Czuję się w obowiązku pomagania polskim przedsięwzięciom. Co mogę zrobić, to robię. Sponsoruję wszelkie polonijne inicjatywy. Sponsoruję polski klub piłkarski ”FC Polonia”, który współpracuje z Cresovią Siemiatycze, dziewczęcy zespól taneczny “Biało-Czerwoni”, wspieram Polską Misję Katolicką oraz Polską Macierz Szkolną. Poza tym wszelkie inicjatywy, które są organizowane dla dzieci mogą liczyć na wsparcie naszej firmy.
          - Pańska działalność w tym roku została przez Polonię zauważona i zgłoszona do konkursu “Polak Roku”.
          - Tak, to prawda. Zostałem zgłoszony do dwóch kategorii: przedsiębiorczość w biznesie oraz działalność społeczna. Uważam jednak, że są ludzie, którzy zrobili więcej ode mnie, chociażby ludzie starszej Polonii, m.in. zmarła niedawno pani Teresa Gałązka, która pośredniczyła pomiędzy belgijskimi rodzinami, potrzebującymi pomocy domowej, a polskimi kobietami. Robiła to bezinteresownie, za darmo. Również doktor Fijałkowski, który przez wiele lat przyjmował Polaków za darmo. Tutaj nie chodzi o wygraną. Ważne jest to, że ktoś zauważył. Jest to na pewno bodziec do większej działalności.
          - Święta tuż tuż, ma pan już świąteczne produkty w sklepie?
          - Będzie karp, gotowe produkty, takie jak ryba w galarecie, kartki świąteczne z opłatkiem w środku, bombki, świąteczne słodycze. Dodam, że w naszym sklepie mamy 100 procent polskich produktów, np. nie mamy coca-coli, ale mamy za to Hoop Cole. To odróżnia nasz sklep od innych.
          - Jak wygląda belgijskie Boże Narodzenie?
          - Nie ma tutaj uroczystej kolacji jak u nas, jest rodzinne śniadanie. Boże Narodzenie jest obchodzone w Belgii tylko jeden dzień. Nie ma też adwentu. Nie celebrują tych świąt tak bardzo, jak w Polsce, poza wymiarem komercyjnym. Oczywiście są przybrane sklepy, ulice.
Polacy, którzy zostają na święta w Belgii, świętują ten dzień uroczyście i tradycyjnie. Mam klientów, którzy przez cały rok nie przychodzą do mnie do sklepu, bo zwyczajnie nie mają potrzeby kupowania w polskim sklepie, jednak jak już zbliżają się święta, to przychodzą i kupują makowce, serniki, polski chleb, śledzia przyrządzonego po polsku, karpia.
          - Tegoroczne święta spędzi pan w Polsce?
          - W tym roku pojedziemy z żoną do Polski, zwykle zostawaliśmy tutaj. Święta spędzimy u górali. Planujemy też pojechać do Siemiatycz, przełamać się opłatkiem z rodziną mojej żony.
Korzystając z okazji, za pośrednictwem “Głosu Siemiatycz” chciałbym złożyć życzenia spokojnych świąt oraz szczęśliwego Nowego Roku wszystkim klientom sklepu “Rarytas”, spędzającym święta w Polsce.
          - Dziękuje za rozmowę i życzę udanych świąt w górach.

          Moris, fot. Moris


Polskie Delikatesy w Brukseli komentarze opinie

  • Oskar - niezalogowany 2018-04-27 08:14:42

    Po ile chleb, Panie?!

Dodajesz jako: Zaloguj się