:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  10°C bezchmurnie

Polska dentystka w Brukseli

Aktualności - Bruksela, Polska dentystka Brukseli - zdjęcie, fotografia

Będąc dzieckiem uwielbiała chodzić do dentysty i w podstawówce już wiedziała, kim zostanie gdy dorośnie - stomatologiem. Dzisiaj Beata Adamowicz jest najpopularniejszą polską dentystką w Brukseli.
          - To przez nieszczęśliwy wypadek znalazła się pani w Belgii?
          - Tak. W liceum, tuż przed maturą, w maju, zostałam potrącona przez samochód. Miałam złamaną nogę, problemy z nerkami. Trzy miesiące spędziłam unieruchomiona w szpitalu. Oczywiście nie miałam już możliwości podejścia do matury w normalnym terminie. Egzamin dojrzałości zdałam we wrześniu. Uniemożliwiło mi to też dostanie się na studia, bo było za późno na egzaminy wstępne. Cały rok miałam przekreślony.
          - Ale przypomniała pani sobie o wujku za granicą.
          - Tak. Miałam wujka w Belgii. Pomyśłałam, że zamiast siedzieć w domu przez rok, mogłabym pojechać do niego i nauczyć się języka. Zadzwoniłam, zapytałam czy mogę przyjechać. Zgodził się. Do Belgii wyjechałam dzień przed stanem wojennym. Przez pół roku, trzy razy w tygodniu, chodziłam do szkoły. Poza tym, dodatkowo miałam zajęcia u pewnego belgijskiego artysty, który zajmował się litografią. Nauczył mnie tej techniki graficznej, myślał nawet, że razem z nim zrobię karierę w tej dziedzinie.
          - Szybko przyswoiła pani język francuski?
          - Po około roku rozmawiałam już dość swobodnie. Po przyjeździe do Belgii robiłam wszystko, żeby opanować szybko język. Lubię rozmawiać i denerwowało mnie, że nie mogę swobodnie się porozumieć. Kiedy zna się język, życie za granicą jest łatwiejsze.
          - Jest pani warszawianką.
          - Tak, urodziłam się w Warszawie, mieszkałam na Woli. Chodziłam do szkoły muzycznej, grałam na pianinie i kontrabasie. Potem poszłam do liceum ogólnokształcącego, gdzie wybrałam profil biologiczno - chemiczny.
          - Mało kto, już w podstawówce wie, kim chce zostać w przyszłości.
          - Jednak ze mną było tak, że po prostu wtedy już to wiedziałam i byłam o tym przekonana. Jako mała dziewczynka wręcz uwielbiałam chodzić do dentysty, bolało mnie, ale lubiłam to. A pasje artystyczne pozostały mi jednak do dziś, lubię też wszelkiego rodzaju elementy dekoracyjne, rękodzieło artystyczne, bo z zamiłowania jestem też architektem.
          - Pani plan był taki, że po roku pobytu za granicą wraca pani do kraju. W Polsce trwał wtedy stan wojenny i ówczesne warunki nie sprzyjały powrotowi do ojczyzny.
          - Niestety, znowu moje plany się pokrzyżowały. Oczywiście nie było możliwości żeby wrócić do kraju. Moja mama powiedziała, żebym absolutnie nie wracała w tej sytuacji politycznej i została na razie w Belgii. Zresztą ja już wówczas zaczęłam studia na Uniwersytecie ULB w Brukseli i bałam się, że jeśli pojadę do Polski, to zabiorą mi paszport i nie będę mogła później wrócić, skończyć studiów.
          - Po jakim czasie pojechała pani do Polski?
          - To było w grudniu 1988 roku, po ośmiu latach pobytu w Belgii. Podczas tych ośmiu lat było mi naprawdę ciężko, bo na tak długo rozstałam się z rodziną. To był bardzo trudny okres.
          - Jednak wróciła pani znowu do Belgii.
          - Tak, do Polski pojechałam tylko na Święta Bożego Narodzenia. Do Belgii wróciłam, ponieważ zaraz po studiach podjęłam pracę.
          - Od jak dawna jest pani dentystką w Brukseli?
          - Od dwudziestu lat. Po studiach, przez dwa lata pracowałam u doktor Bujakiewicz, potem otworzyłam swój własny gabinet, najpierw na placu Albert, a teraz na Hotel des Monnaies, gdzie od 1993 roku do dziś przyjmuję pacjentów.
          - Pani pacjenci to głównie Polacy?
          - W przeważającej części, jednak poza rodakami mam również pacjentów innych narodowości i jest ich też sporo. Są na przykład tacy, którzy wyjechali jakiś czas temu z Brukseli, czy nawet z Belgii, ale tak bardzo się do mnie przyzwyczaili, że przyjeżdżają np. z Antwerpii. Poza tym, mam Belgów, którzy wyemigrowali do Hiszpanii i przylatują do mnie na wizytę samolotem. To są moi najwierniejsi pacjenci, leczę ich już od blisko 20 lat i jak mówią, nie oddadzą swoich zębów w inne ręce.
          Kiedyś mój profesor powiedział, że my dentyści zestarzejemy się razem z naszymi pacjentami i to jest prawda. Mam pacjentów, którzy zaczęli przychodzić do mnie jak byli dziećmi, a teraz mają już po trzydzieści lat.
          - Jest pani najbardziej znaną polską dentystką w Brukseli. Kogo z Polaków nie zapytać o polskiego stomatologa, to zawsze wymieniają pani nazwisko.
          - Tak to prawda, na brak popularności nie narzekam. Tutaj, w mojej dzielicy jestem bardzo znana, rozpoznają mnie, czy to Belgowie czy Polacy, co chwila ktoś mi mówi „dzień dobry”. Czasami zapraszana jestem też do urzędu dzielnicowego na różne uroczystości.
          - Dentysta boi się dentysty?
          - Ja nie. Gorzej jest z poważniejszymi zabiegami. Kiedyś mi usuwano zęby mądrości. W takich sytuacjach najgorsze jest to, że wiem, co mi się robi, że np. rozcinają mi dziąsło, wtedy lepiej nie wiedzieć jak to wszystko przebiega.
          - Pani mąż pochodzi z Podlasia, z powiatu siemiatyckiego.
          - Tak, mąż pochodzi z Leszczki w gminie Perlejewo. Uwielbiam te strony. Staram się zawsze zaplanować moje wakacje tak, żeby wypadły w Święto Chleba w Ciechanowcu. Bardzo lubię to miejsce i ten dzień. Lubię jeździć na wesela na Podlasie, lubię folklor podlaski, no i czarny chleb ze smalcem i skwarkami.
          - Mąż najpierw był pani pacjentem?
          - Tak, przychodził do mnie jako pacjent, tak się poznaliśmy.
          - Wakacje spędza pani na wsi, w Leszczce.
          - Do czasu przyjazdu do Belgii mieszkałam w Warszawie, potem w Brukseli, więc całe życie w mieście. Nie miałam styczności z wsią. Po raz pierwszy zobaczyłam na żywo krowę w wieku jedenastu lat. Dziadkowie też mieszkali w mieście, w Wołominie pod Warszawą. Pierwszy raz pojechałam na wieś do rodziny mieszkającej pod Olsztynem. Życie na wsi jest zupełnie inne. To inny świat. Ludzie żyją na luzie, powoli, nigdzie się nie śpieszą, na wszystko mają czas. Wakacje zawsze spędzam w Leszczce, a Warszawę odwiedzam po drodze, zazwyczaj wstępuję tylko do Empiku i kupuję mnóstwo książek. Teraz to już polskie książki mogę zamówić w polskiej księgarni w Brukseli, więc nawet z tym nie ma problemu. Podczas pobytu w Leszczce, staram się coś zrobić dla szkoły w Perlejewie. Jakiś czas temu, będąc na wakacjach, odwiedziły mnie dzieci z tej szkoły w ramach akcji „Cała Polska czyta dzieciom”, przyszły poprzebierane, z transparentem. Chciały, abym im trochę poczytała. Czytałam książkę w języku francuskim, potem przetłumaczyłam im na polski. Uczniowie byli zadowoleni. Czasami jestem do szkoły zapraszana, jak mogę to coś im ofiarowuję. Dostałam od nich już trochę dyplomów i podziękowań.
          Podlasie to są już moje, dobrze znane strony. Dodam, że na zakupy mniejsze jeżdżę do Ciechanowca, a na większe do Siemiatycz.
          - Święta tuż-tuż. Jedzie pani z rodziną do Polski?
          - Święta zawsze spędzamy w Polsce. Tam, tak naprawdę można poczuć, że są święta. Może tutaj, w Belgii jest więcej dekoracji na ulicach, ale typowa świąteczna atmosfera i tradycja jest w Polsce. Moje dzieci jadą do Polski z wielką radością, bo przeważnie jest dużo śniegu.Tutaj jak już się pojawi, to jest to wydarzenie. Spadnie centymetr i jeżeli jest mróz, to przez noc się utrzyma na dachach czy samochodach. Natomiast w Polsce podczas świąt jest bajecznie. Uwielbiam ten czas. Tegoroczne Święta i Sylwestra spędzimy tradycyjnie w Leszczce.
          - A jak wygląda belgijskie Boże Narodzenie?
          - Jest zupełnie inne. Belgowie w Wigilię jedzą ostrygi, łososia, kawior. W pierwszy dzień świąt przyrządzają pieczonego indyka. My na przykład pieczemy wiele różnorakich ciast, a oni mają tylko jedno i jedzą je tylko w Boże Narodzenie. Jest to ciasto podobne do naszej babki, tylko, że dla nich ważny jest jego kształt. Ciasto to, po przekrojeniu na kilka kawałków musi przypominać tzw. skałki, takie, jakimi palimy w kominkach. Belgowie w okresie świąt w większości wyjeżdżają za granicę. Polskie tradycje są niezastąpione i dlatego tak Polacy ciągną do Polski.
          - Jak się pani żyje w takim wielokulturowym środowisku?
          - Bardzo fajnie. Taka różnorodność na ulicach jest bardzo ciekawa i wzbogacająca. Jestem otwarta na ludzi, ich kulturę, tradycję. Jestem osobą ugodową, łatwo się dostosowuję. Muszę dodać, że Belgowie są narodem bardzo tolerancyjnym, jeśli chodzi o cudzoziemców i to w nich lubię. Pamiętam, że kiedy w Polsce był stan wojenny, ja byłam tutaj bardzo dobrze przyjmowana. Okazywano mi szacunek, współczucie, solidarność. To było miłe uczucie.
          W związku z tym, że zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, chciałabym wszystkim rodakom w kraju i za granicą złożyć najserdeczniejsze życzenia i życzyć, aby ten najpiękniejszy okres w roku spędzili w gronie rodziny i bliskich, w szczęściu i radości.
          - Dziękuję za rozmowę i życzę udanych świąt w kraju.
          Iwona Sawicka, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. IS

Polska dentystka w Brukseli komentarze opinie

  • Grzegorz - niezalogowany 2018-05-03 00:00:43

    Bardzo dobra pani, miałem zaszczyt poznać. Grzegorz Adamek

  • gość 2018-07-31 18:57:34

    Bardzo ładny wpis. Pozdrawiam

Dodajesz jako: Zaloguj się