:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Zdrowie, OnkoRejs Granicami Polski - zdjęcie, fotografia
Kurier Podlaski 16/07/2019 22:01
Jerzy Nowicki

Dorota Kupiec - Prządka (i wspierający autem mąż Waldemar), Olga Młynarczyk, Aneta Szlapa i Beata Bajer podlaska trasę OknoRejsu przeszły już po raz czwarty. W tym roku po raz pierwszy szły "dwunastką" czyli przez Czeremchę, Niemirów do Janowa Podlaskiego, wcześniej "jedenastką" - przez Bobrowniki do Sokółki.

 Za każdym razem wyruszały z Białowieży. Spotkaliśmy się z nimi, podobnie jak rok temu z inną grupą, w Klukowiczach - w gościnnych progach państwa Kasperuków. Tym razem również było to niesamowite spotkanie. Dziewczyny są tak pełne życia i radości, że tylko pozazdrościć.

 Założeniem OnkoRejsu Granicami Polski jest, oprócz pokonywania własnych barier przez osoby onkologiczne, również edukacja. Marsz jest po to, by promować profilaktykę:

 - Owszem, mieszkańcy zaczepiają nas po drodze, bo na przykład widzieli nas w telewizji, albo po prostu widzą nieznajomych, a we wsiach to przecież od razu widać kto jest obcy - mówi Aneta. - Same też zaczepiamy. Poparzyłam sobie nogi, podjechałyśmy do Kleszczel do apteki i tak jakoś zaczęłam rozmawiać z ekspedientką - a co? a dlaczego? a jak? Chętnie rozmawiają z nami panowie, ale jak przychodzi temat prostaty to się wycofują. A przypominam, że mężczyzna może też mieć nowotwór piersi. Dołączają też do nas. Na trasie 11 był pan, którego żona zmarła na czerniaka. W ten sposób nas wspiera, idąc z nami w trasę.

 - Prostujemy też trochę stereotypy. Mówi się, że ktoś chory na białaczkę powinien być chudy, anemiczny, blady. Ja akurat jestem przeciwieństwem, a białaczkę mam - dodaje Dorota.

 - Tak, a ja od 14 lat choruję na nowotwór jajnika, mam różne przerzuty i też jakoś na chorą nie wyglądam - wtrąca Olga, koordynator trasy. - Bo też chcemy pokazać, że diagnoza to nie wyrok. Że można przejść ciężką chemię i dalej cieszyć się życiem.

        - Ja usłyszałam, że mam pół roku życia przed sobą - wspomina Dorota. - Pewnie, że była chwila załamania. Zaczęłam porządkować swoje sprawy. Ale potem trafiłam na stowarzyszenie, okazało się, że są różne typy białaczki, że wcale nie muszę chorować podręcznikowo. Że jest pan, który 12 lat żyje z białaczką. Zresztą, na tyle chorób z którymi się zmagam, to co to jest białaczka... I tak już kilka lat cieszę się tym, co jest. Teraz miało mnie tu w ogóle nie być. Rok temu ukąsił mnie kleszcz, przyplątała się borelioza. Miałam mieć operację, która okazała się niekonieczna. Mamy też ślub syna w lipcu. Ale szczerze powiedziawszy - przyszedł termin OnkoRejsu i już tak korciło, by znów być razem, że nawet na te kilka dni dojechaliśmy.

 Aneta jest w trakcie diagnozy, jest w grupie ryzyka, jej tato zmarł na szpiczaka:

        - Ale też trafiłam na mądrego lekarza, który umiał przekazać mi informacje, pocieszył, że moje problemy zdrowotne wcale nie muszą oznaczać akurat tej choroby. Jakoś tak spokojnie czekam na diagnozę.

        Jedyną nieonkologiczną jest Beata, spokrewniona z Olgą. Ale reszta pań też na chore nie wygląda. Radosne, uśmiechnięte, szalone.

 - Każda z nas otarła się o śmierć kogoś z nowotworem. Myślę, że nie ma osób, które się z tym nie stykają. My akurat możliwie najbliżej i może też dlatego wiemy, jak ważne jest po pierwsze - badanie się, po drugie - rozmowa o chorobie. Bo niestety do tej pory pokutuje coś takiego "a nie zbadam się, bo jeszcze coś mi wyjdzie", "chodu, bo doktory jadą", albo "nie będę o tym mówić, po co wywoływać wilka z lasu". Powiem więcej - w chorobie weryfikuje się lista znajomych. Niektórzy nie wiedzą jak z nami rozmawiać, czy można mówić o chorobie. Niektórzy - ja wiem to śmieszne - ale wolą się nie kontaktować, bo się zarażą. Serio, tak ludzie w XXI wieku myślą... My też na początku naszego chorowania niewiele wiedziałyśmy. Pamiętam jak dowiedziałam się o chorobie. Moja córka miała 4 latka. Pomyślałam - jak ja mam umrzeć?! Toż mam maleństwo, jak ona tak zostanie bez mamuni.... Pojechałam na pierwszą chemioterapię. Dostałam pojedynczą salę, z tarasem. I kroplówkę na 24 godziny skapywania. Pamiętam był ciepły październik. Pomyślałam sobie - co te kobiety narzekają? Warunki super, jedzenie w kartonikach popakowane elegancko, bułeczki świeżo wypiekane. Wyszłam z kroplówką na taras, wyłożyłam się na słoneczku, podkręciłam kroplówkę - co by szybciej zlatywała, bo przecież nie będę tak leżała 24 godziny. Na szczęście zaraz przyszła pielęgniarka, nakrzyczała na mnie, że przecież przy chemii nie mogę być na słońcu, a kroplówka dlatego tak wolno skapuje, bo dostaję takie stężenie toksyn, które w ciągu dwóch godzin mogłoby mnie po prostu zabić. Ale nikt mi tego nie powiedział, nie miałam gdzie tego doczytać. I po to między innymi jest nasza fundacja. By edukować. Pewnie, że nie znamy się na wszystkim, nie zastępujemy lekarzy, ale wspieramy się nawzajem, podsuwamy kontakty na konsultacje, rozmawiamy o innych przypadkach chorych. Nawiązują się przyjaźnie. Nam może jest łatwiej, bo jesteśmy trzy z Częstochowy, ale też Aneta, umiejąca szyć pojechała do Doroty, by jej uszyć sukienkę na ślub syna.

        Porównując trasy mówią że "niby to samo Podlasie, a jednak całkiem inne":

        - Ale ze wszech miar zachwycające. Te pola rumianków po widnokrąg. Żubrów tylko nie spotkałyśmy. Jesteśmy mieszczuchami. Ja, Aneta i Beata jesteśmy z Częstochowy, Dorota z Radzymina. Niesamowita jest podlaska szczera gościnność. Wszyscy przyjmują nas chętnie, dzielą się wszystkim co mają, a właściwie wpuszczają pod dach zupełnie obce osoby. Pamiętam jak kiedyś witało się pielgrzymki wchodzące do Częstochowy, zawsze przygotowywało się poczęstunek. Teraz to zanika, teraz nawet za szklankę wody niektórzy każą sobie płacić. A tu... W Jałówce chyba, idziemy sobie a gorąc taki straszny. I raptem słyszę dźwięk akordeonu. Patrzymy z dziewczynami na siebie, one też to słyszą. Zaczęłyśmy się śmiać, że z tego gorąca już omamy jakieś mamy. Wychodzimy zza wzgórza i widzimy całą delegację - wójt, żona wójta, jeszcze jacyś ludzie. A na przedzie idzie między innymi Piotr Dąbrowski grając na akordeonie i Marian Hajduczenia śpiewający tak, że mieliśmy oczy na mokrym miejscu. Specjalnie dla nas takie powitanie. Idziemy do remizy, a tam obiad wystawny. Potem jakiś tajny telefon szeptem i już biegnie Ewa z tortem. Piękne to było, byliśmy skrępowani i bardzo poruszeni tą gościnnością i przyjęciem - mówi Olga. - Niesamowici są strażnicy graniczni. Bardzo życzliwi, bardzo pomocni. Pilotowali nas przy pasie granicznym w Opace, ale i na innych odcinkach. Nawet teraz, chwilę przed tobą, był u nas komendant straży granicznej z Mielnika, już po pracy, ale sprawdzał czy wszystko u nas w porządku, czy bezpiecznie dotarłyśmy na miejsce. Tu też wyszła taka śmieszna sytuacja, bo miałyśmy spać w Niemirowie, okazało się, że idziemy jednak do Klukowicz. Komendant dostał informację, że może śpimy Zubaczach, a tam nas już nie było, to potem, że może śpimy w Tokarach. Wyszło, że zaginęliśmy. Tymczasem my nocowaliśmy w klasztorze na Górze Grabarce, stąd mój wyciszony telefon, a komendant... szukał nas, aż znalazł w Klukowiczach. Piękne jest to, że tak można się martwić o obcych ludzi. Albo kolejna historia. Nadleśnictwo Browsk. Zgłaszamy, że chodzimy po puszczy. Weszłam tam do takiej jakby dyżurki, a tam oni siedzą przed wielkimi ekranami, monitoring większych skrzyżowań w puszczy. Patrzę tak na te ekrany i myślę: to skrzyżowanie znam, to też znam... A wiadomo jak to za potrzebą w lesie... Pytam panów czy na te większe krzaczki też patrzyli. A oni na to z uśmiechem: "droga pani, my nie takie rzeczy widzieliśmy już w tych lasach". Ależ obciach...

        Pytam dziewczyny czy, apropos profilaktyki, nie próbowały organizować jakichś spotkań we wsiach, w których nocowały, czy przez które przechodziły:

        - Przed wymarszem, jako koordynator trasy, wysłałam pisma chyba do wszystkich urzędów gmin, z prośbą o patronat honorowy, tak by zainteresować tematem. Odpowiedź dostałam tylko z Białowieży i z Hajnówki... Ale nie tracimy nadziei. Niechby nawet chociaż jedna z tych osób, z którymi rozmawiałyśmy po drodze, poszła się przebadać to już będzie sukces.

        Co najbardziej zapamiętają z podróży wzdłuż granicy?

        - Oprócz tej gościnności? Straszną trasę do Zubacz - mówi cichutka dotąd Beata. - To było chyba 15 kilometrów. Ale przez ten skwar liczona podwójnie, czułyśmy się tak jakbyśmy 30 km przeszły. Trasa właściwie w słońcu, bez cienia. Dziewczyny powiedziały mi, że to raptem 5 km. Idziemy, idziemy, już 10 km przeszłyśmy chyba, a tu stoi drogowskaz "Zubacze 5 km" Myślałam, że padnę na tej drodze, że kroku już nie zrobię. Dziewczyny na to "jeszcze tylko jeden las i już jesteśmy w Zubaczach". Ale była to też najfajniejsza, najśmieszniejsza część trasy. Już głupawkę miałyśmy. Literatura przystankowa i "mądre myśli" wypisane na wiacie. Nie pamiętam całego zdania, ale coś tam było, że do "pszodu". Zapamiętam starszą panią Teklę Patejuk spotkaną w Łozicach, która ot tak po prostu - zaprosiła nas do siebie. Grabarkę i przemiłe mniszki, a szczególnie siostrę Angelinę u których też nocowałyśmy. Marylę Frankowską z Białowieży, Piotra Bazyluka z mielnickiej straży granicznej, Janka i Elę Kasperuk. Piotra Dąbrowskiego z żoną Krystyną, Ewę Zdanowską, Helenkę i Mariana Hajduczenia. Wszystkich ciepłych ludzi których poznaliśmy po drodze. Wszystkim też z całego serca dziękujemy.

        Patronat medialny nad podlaską częścią OnkoRejsu sprawował nasz tygodnik.

         Anna Kondraciuk, fot. AK

Reklama

OnkoRejs Granicami Polski 2019 komentarze opinie

Dodajesz jako: |


Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Glazurnik usługi

Oferuję usługi glazurnicze, dbam o szczegóły, pomogę dobrać odpowiednie materiały, doradzę. Profesjonalnie i kompleksowo: -glazura, terakota,..


Muzyka na imprezy

Przeboje współczesne; piosenki biesiadna; przeboje lat 60. i 70 Poprawiny, chrzciny, imieniny, choinki, bale i inne. Roman Kondraciuk - tel 693..


Wynajmę lokal 40m2, centrum

Centralnie zlokalizowany lokal do wynajęcia na biuro lub usługi, np. sklep. Pow. 40m2. Centrum Siemiatycz, parter w ciągu handlowym, przy dworcu PKS..


Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez kurierpodlaski.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Głos s.c. Jerzy Nowicki i Jacek S Wasilewski z siedzibą w Siemiatycze 17-300, Jana Pawła II

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"