:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  10°C bezchmurnie

Mielnik: Przyszedł maj i znów jest korowaj /video/

Święta i uroczystości, Mielnik Przyszedł znów korowaj /video/ - zdjęcie, fotografia

Tymi słowami wójt Mielnika oficjalnie rozpoczął XII Festiwal Korowaja Mielnickiego. Tegoroczną edycję konkursu na najsmaczniejsze i najpiękniej, ale tradycyjnie, ozdobione drożdżowe ciasto obrzędowe, zwane korowajem, przeprowadzono i rozstrzygnięto w sobotę, 5 maja, w mielnickim amfiteatrze.

        5-osobowe jury, składające się z pań: Ludmiły Stawskiej (przewodnicząca komisji oraz pomysłodawczyni tego festiwalu), Heleny Szczygoł, Wiesławy Bloch-Brick, Alicji Okoczuk i Olgi Pogrebniak oceniło w sumie 10 zgłoszonych do konkursu weselnych wypieków, zwracając uwagę nie tylko na ich wygląd, ale również smak. I tak: I miejsce z nagrodą w postaci wyciskarki wolnoobrotowej przyznano Leontynie Kasperuk (zwyciężczyni otrzymała również nagrodę dla najstarszej uczestniczki festiwalu, ufundowaną przez przewodniczącą jury), miejsce II (zestaw sztućców) zajęła Barbara Hackiewicz, zaś miejsce III (zestaw patelni) Agnieszka Martyniuk. Dwa wyróżnienia (naczynia żaroodporne) otrzymały panie Irena Drewnowska oraz Justyna Białobrzeska. Pozostali uczestnicy (Alina Hackiewicz Stępień, Helena Wasiluk, Jerzy Stępień, Kuba Hackiewicz oraz Antonina Gruszewska) otrzymali nagrody pocieszenia w postaci książek kucharskich.

       Ludmiła Stawska, inicjatorka mielnickiego festiwalu, mówiła podczas tegorocznej edycji:

      - Od chwili gdy usłyszałam o korowaju, zafascynował mnie jako symbol małżeństwa, ale także jako wróżba. Pieką go dojrzałe kobiety dla młodej dziewczyny w dniu zaślubin. Od umiejętności kobiet, ich kunsztu oraz dobrej energii, jaką w niego włożą zależy przyszłość młodej. Kobiety piekąc korowaja biorą udział w magicznym rytuale. Wyrośnięte puszyste ciasto, do tego pięknie ozdobione, to ciasto, które uszczęśliwia. Kiedy przyjechałam tu po raz pierwszy i zapytałam o miejscowe przysmaki, usłyszałam: „Pani Stawsko, u nas niczego ciekawego nie ma, wiadomo gospodarz podlaski ma piasek laski i karaski”. Piaski pachną macierzanką, laski są pełne grzybów a karaski pływają w Bugu. Ale to jest tylko pół prawdy, bo oprócz tego jest coś dużo ważniejszego. To umiejętność przekształcania niczego w coś, owa zręczność i talent, by z darów lasu, pola, łąki i wody stworzyć dzieła, których nie uświadczysz w naturze. Z chaosu jakim jest mąka, jajka, cukier, w przymierzu z naturą - z żywymi drożdżami, ogrzane oczyszczającym ogniem powstaje najwspanialsze ciasto. Korowaj - dzieło kobiecych rąk, symbol ludzkiej kreatywności, doskonałego kunsztu i prawdziwego artyzmu.

 Zobacz video

       I faktycznie – mielnickie korowaje wyglądały imponująco. Na ile jednak ich wygląd był archaiczny i w jakim stopniu odtwarzał tę miejscową tradycję (a przecież to powinno głównie podlegać ocenie) – na ten temat musieliby się wypowiedzieć etnografowie lub etnolodzy, a nikt taki nie był członkiem jury w tegorocznym festiwalu, co w moim odczuciu było pewnym niedociągnięciem. Na miejscu organizatorów zmieniłabym również sposób oceniania wypieków przez jury. Jeśli wokół stołu, na którym wystawione są korowaje, chodzą członkowie jury i oceniają, a wśród nich chodzą też sami uczestnicy konkursu i nagle słychać rozmowę pani z komisji z jedną z uczestniczek konkursu: „a który jest twój? mój jest pod numerem takim i takim” to raczej nie wpływa to zbyt dobrze na rzetelność takiej oceny.

       Tradycyjnie, oprócz części konkursowej, w której całkiem niemała publiczność oglądała a później próbowała weselnych wypieków, była również część muzyczna. Na scenie zaprezentowali się „Mielniczanie”, „Czyżowianie” oraz Kapela „Borowian” z Siemiatycz.

Ewa Magdalena Iwaniak,  fot. emi

Mielnik: Przyszedł maj i znów jest korowaj /video/ komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się