:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Samorządy , Mielnickie plany nowego wójta - zdjęcie, fotografia
Kurier Podlaski 30/12/2018 15:23
Jerzy Nowicki

Po kilkunastu latach niemieszkania w Mielniku wrócił, zrobił kampanię i został wójtem gminy Mielnik. Z Marcinem Urbańskim, na progu 5-letniej kadencji, rozmawiamy o jego drodze do samorządu oraz planach i pomysłach na przyszłość gminy.

    Mówi się o Panu: przyjechał nieznany człowiek „skądś”, zrobił kampanię, wygrał wybory i został wójtem.

    To nie jest tak, że jestem „skądś”. Jestem z dziada pradziada mielniczaninem, tylko przez ostatnich kilkanaście lat nie mieszkałem w Mielniku na stałe. Z racji edukacji, a później braku pracy na naszym terenie, wyjechałem z Mielnika. Z uwagi na moje pierwsze studia (stosunki międzynarodowe w Wyższej Szkole Administracji Publicznej) byłem początkowo związany z Białymstokiem. W tym samym czasie studiowałem europeistykę w Akademii Obrony Narodowej w Warszawie. Kiedy skończyłem studia w Białymstoku, rozpocząłem studia magisterskie w Akademii Obrony Narodowej na kierunku bezpieczeństwo narodowe i na tej uczelni (od 2016 roku jest to Akademia Sztuki Wojennej) zrobiłem doktorat, który obroniłem w lipcu 2018 r. Jak tak liczyłem, nie było mnie w Mielniku około 15–16 lat.

    I pewnie stad się wzięło to stwierdzenie, że wójtem został człowiek „znikąd”.

    Ludzie z samego Mielnika, z racji tego, że tu się wychowałem, chodziłem do szkoły, tu mieszka moja mama, znali mnie. Problem był w tym, że nie znali mnie ludzie, którzy stanowią większość społeczności gminy Mielnik, czyli mieszkańcy mniejszych miejscowości. Brałem to jednak pod uwagę, podejmując decyzję o kandydowaniu. I powiem wprost – nie liczyłem na wygraną. Nie jest też tak, że byłem całkowicie nieobecny. Takie stwierdzenie jest nieuprawnione. Mam tutaj mamę, którą w miarę regularnie odwiedzałem, znałem sprawy bieżące, monitorowałem to, co się dzieje w gminie, jak jest sprawowana władza. Dlatego też nie jest tak, że człowiek „znikąd” wygrał wybory. 

    Dlaczego podjął Pan decyzję o kandydowaniu?

    Chciałem wprowadzić więcej życia w tę gminę. Wypromować ją bardziej niż miało to miejsce dotychczas. Zobaczyłem trochę świata – nie tylko Białystok czy Warszawę. Z racji tego, że moja praca naukowa skupiała się na częstych wyjazdach, np. na konferencje w całej Polsce, obserwowałem jak funkcjonują inne gminy w kraju i wspólnie z moimi współpracownikami z Komitetu Nowy Pomysł na Gminę Mielnik dostrzegliśmy, że ten potencjał, który posiada gmina, nie jest w pełni wykorzystywany. Powiem nawet więcej – jest zaniedbany. Podejmując decyzję o kandydowaniu, prowadziłem w pierwszej kolejności konsultacje społeczne. Chodziłem od domu do domu i pytałem ludzi o to, co ich trapi, czego potrzebują w codziennym, zwyczajnym życiu. Już na tym etapie dostrzegłem sporo problemów, takich jak estetyka czy niewykorzystanie w pełni walorów turystycznych gminy. Nie mówię, że dotychczas było źle, ale jestem zdania, że jeśli coś działa dobrze, to zawsze jeszcze można poprawić efektywność tego działania. Uwzględniając to wszystko, postanowiłem spróbować, bo jeśli ludzie widzą problemy i – jak to odebrałem w tych rozmowach – oczekują zmiany, to może na mnie zagłosują. Wiedziałem, że będę miał trudnych kontrkandydatów, którzy mają wieloletnie doświadczenie jako wójtowie, przez co są znani w środowisku. Liczyłem się z tym, że starcie z nimi będzie ciężkie, a wygrana może być nierealna. Kolejne etapy kampanii, a przede wszystkim spotkania z ludźmi, uświadomiły mi, że mieszkańcy widzą szereg problemów, chcą nowego rozdania oraz zmian. Podjąłem to wyzwanie i teraz jestem tu, gdzie jestem.

    Co Pan obiecał swoim wyborcom?

    Otóż właśnie, w przeciwieństwie do mojego przeciwnika, który dużo naobiecywał, ja tego nie robiłem. Mieliśmy z komitetem swoją strategię i nie chcieliśmy popełniać błędów. Na spotkaniach dałem się dość dobrze poznać swoim wyborcom. Taką tubą propagandową był również Facebook, który ułatwił nam pracę. Ludzie, którzy ze mną pracowali (pozwolę sobie tu ich wymienić: Tomasz Czerwiński, Marek Stankiewicz, Marcin Czerwiński, Maciej Klimiuk, Tomasz Patkowski) za pomocą Facebooka dotarli do bardzo szerokiego grona odbiorców. Niczego im jednak nie obiecywałem, mówiłem tylko o tym, że widzę, co nie działa tak, jak powinno.

   Słyszy się czasem takie stwierdzenie, że społeczeństwo mielnickiej gminy chciało zmiany i jakikolwiek „Iksiński” by tu nie kandydował, wygrałby te wybory. 

   Myślę, że jakikolwiek „Iksiński” by tutaj nie wygrał i mieszkańcy gminy Mielnik mają swój rozum. Takie stwierdzenia są bezzasadne i uwłaczające lokalnej społeczności. Wykonaliśmy bardzo dużo pracy, by przedstawić mój wizerunek. Dużo zależy od człowieka, od tego, co sobą reprezentuje, jego zachowania, jego społecznego odbioru oraz tego, jaki szacunek ma do ludzi. Nawet zwykły strój ma znaczenie, dlatego nie uważam, że każdy miałby szansę wygrać te wybory.

    Z pracy naukowej do samorządu. Pana zdaniem to awans społeczny, zawodowy, osobisty czy może wręcz przeciwnie?

    Na pewno nie awans zawodowy, jeśli chodzi o sprawy naukowe. Moja praca naukowa opiera się na stosunkach międzynarodowych kreowanych przez państwa Europy Środkowej i Wschodniej z Federacją Rosyjską, więc ten teren i granice Unii Europejskiej są mi bliskie. Nie nazywam tego ani awansem, ani jakimkolwiek spadkiem. Jest to dla mnie przede wszystkim nowe wyzwanie i doświadczenie. Uważam, że zaprocentuje to w późniejszych latach. Nie jest też tak, że zawiesiłem na kołku buty, jeśli chodzi o pracę naukową i że nie będę się dalej w tym rozwijał. Wójtem się tylko bywa, a tytuł naukowy doktora zostanie mi na całe życie. Nawet jeśli to  będzie tylko 5 lat, to coś później będę musiał robić. Chciałbym się dalej realizować, jeśli chodzi o działalność naukową, dlatego dalej będę publikować, choć zapewne nie tak dużo, jak publikowałem wcześniej w czasopismach naukowych. Nie traktuję tego jako awansu, to raczej kolejne wyzwanie, element osobistego rozwoju. Bardzo lubię pracować z ludźmi, wypracowywać przedsięwzięcia, dyskutować, argumentować i dochodzić do kompromisów. Zarządzanie taką gminą, jedną z najbogatszych w Polsce i, niestety, jedną z najbardziej w chwili obecnej zadłużonych w województwie, jest ogromnym sprawdzianem.

    Mieszka Pan już tu, na miejscu?

    Większość czasu spędzam tutaj. Może nie jest to jeszcze takie typowe mieszkanie, bo nie da się ot tak, przeprowadzić za pomocą pstryknięcia palcem, kiedy 15 lat mieszkało się w Warszawie i tam budowało się swój dom. Liczę jednak na to, że w perspektywie miesięcy sytuacja się unormuje. W Mielniku jestem codziennie, w weekendy bywa różnie.

   Kiedy przyszedł Pan do pracy pierwszego dnia,  to co Pan w niej zastał?

    Spotkałem się z dużym optymizmem samych pracowników urzędu gminy, czego się obawiałem, a na czym mi bardzo zależało. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że przychodzi osoba niedoświadczona w kwestiach samorządowych, dlatego już w pierwszych rozmowach podkreśliłem, że przede wszystkim oczekuję zrozumienia. Zapowiedziałem, że będę konsultował praktycznie wszystkie swoje decyzje i że muszą być przygotowani na dużą ilość rozmów. Jeśli chodzi o sytuację finansową gminy, nie jest zbyt dobra. Zadłużenie w chwili obecnej sięga ponad 10 mln zł. To bardzo dużo, jak na nasz budżet i możliwości. Taki stan finansowy uniemożliwia mi podjęcie pewnych decyzji inwestycyjnych, jeśli chodzi o 2019 r. Będziemy robić jednak wszystko, aby pokazać mieszkańcom, że możliwe jest dosyć szybkie wyjście także z tej sytuacji.

   Skąd to zadłużenie, zorientował się Pan już?

    To konsekwencja nieprzemyślanych decyzji inwestycyjnych. Mam tu na myśli m.in. przedszkole, które wygenerowało takie zadłużenie. Absolutnie nie jestem przeciwnikiem budowy przedszkola, nasuwa się tutaj jednak pytanie, czy aż w takiej skali i za takie pieniądze. Powinniśmy mierzyć siły na zamiary, a jeśli coś się robi w roku wyborczym, to generuje to ogromne koszty. Sytuacja finansowa wymusza na mnie, kolokwialnie rzecz ujmując, zaciskanie pasa.

    Czy to właśnie się kryje pod hasłem program naprawczy, oszczędnościowy nowego wójta, które czasami słyszy się od mieszkańców gminy Mielnik?

    Chciałbym coś zrealizować i pozostawić także po tej kadencji. W obecnej sytuacji finansowej należy wprowadzić program naprawczy. Aktualnie jest on dyskutowany tak z Radą Gminy Mielnik, jak i ze skarbniczką. Aktualnie niewiele da się zrobić, ponieważ budżet został zaproponowany przez mojego poprzednika. Pewne przesunięcia trzeba będzie jednak wykonać, bym mógł cokolwiek zrobić. Nie mówię, że jakakolwiek inwestycja  w 2019 r. będzie niemożliwa, ale będzie raczej trudna do realizacji. Pod hasłem program oszczędnościowy nie kryje się obcinanie pensji czy zwalnianie ludzi. Są to plotki. Wydaje mi się, że w pewnych zadaniach gminy nastąpiło „rozpasanie” i uważam, że można z pewnych rzeczy zrezygnować, co nie wpłynie ani na działalność gminy, ani poszczególnych jednostek organizacyjnych. W efekcie pozwoli to nam znaleźć jakiekolwiek fundusze, by móc partycypować w kosztach, np. budowy jakiejś drogi. Gdybyśmy nie wprowadzili programu naprawczego i nie pozyskali z poszczególnych przedsięwzięć zapisanych w budżecie jakichś pieniędzy, nie mielibyśmy żadnych możliwości ruchu. Właśnie to nazywam programem naprawczym - można np. zrezygnować z jednej rzeczy w 2019 r. na rzecz innej, bardziej priorytetowej.

   A jakiś konkret?

   Jest to chociażby zakup maszyny dla Zakładu Gospodarki Komunalnej w kwocie rzędu kilkuset tysięcy złotych, który nie jest priorytetem. Można ten zakup odłożyć na rok 2020, a pieniądze przeznaczyć na inwestycje drogowe, jeśli pojawi się taka szansa. Chciałbym, żeby mieszańcy i pracownicy to zrozumieli. Jesteśmy w takiej sytuacji, że każdą złotówkę obracamy wiele razy, przyglądając się jej, zanim wydamy na to, co będzie dla nas ważne w tym momencie. 

    Czy uporządkowanie spraw finansowych będzie pańskim zdaniem wymagało jakiegoś zewnętrznego audytu?

    Co jakiś czas pojawia się kwestia audytu, jednak czy jest on w tej sytuacji zasadny, skoro generuje kolejne koszty? Sądzę jednak, że aby móc grubą kreską oddzielić to, co było wcześniej, taki audyt jest wskazany. I nie chodzi tu tylko o audyt finansowy, ale taki szeroko pojęty – funkcjonowanie poszczególnych referatów, osób na stanowiskach, komórek organizacyjnych gminy itd. Chciałbym poznać jak dany referat funkcjonuje, czy jest efektywny, jakie generuje koszty. Dlatego też zastanowimy się nad audytem, ale jest to kwestia najbliższych miesięcy, ponieważ wtedy będę miał klarowną sytuację budżetu. Wiadomo także, że kolejne koszty będzie generowała energia, której cena prawdopodobnie pójdzie  w górę. Cały czas mówi się o wzroście opłat za śmieci, a to narzuca na gminę kolejne wydatki, dlatego proszę mieszkańców o wyrozumiałość.

    Za chwilę spotka się Pan prawdopodobnie z zarzutami, że tylko co usiadł na stołku, a już podwyżki.

   Pewne rzeczy są niezależne ode mnie. Opłaty za energię czy śmieci oraz podatki ustala państwo. Zdaję sobie sprawę z tego, że każda podwyżka spotka się z negatywną opinią mieszkańców, ale żeby wyeliminować zadłużenie, musimy dostosować się do stawek, które obowiązują w całym kraju. Jesteśmy jedną z nielicznych gmin z najniższymi podatkami. Ta sytuacja musi niestety ulec zmianie. Stąd prośba o wyrozumiałość, jeśli pojawią się podwyżki. To nie Urbański je wymusza.

    Przewiduje Pan zmiany kadrowe?

    Jestem daleki od jakichkolwiek zwolnień. Nie chcę podejmować pochopnych decyzji i chcę wszystkim dać czystą kartę, aby pokazali mi, że zależy im na pracy, a efektywność ich pracy stawia ich w dobrym świetle, że można im zaufać. Zdaje sobie jednak pani sprawę, jak to czasem bywa. Jeśli w takim małym środowisku ludzie przez kilkanaście lat zajmowali się pewnymi rzeczami, może dojść do tzw. wypalenia zawodowego czy „zmęczenia materiału”. Może trzeba zwyczajnie powiewu świeżości, nowego spojrzenia? Nie jest więc wykluczone, że takie zmiany będą.

   Czy planuje Pan zatrudnić kogoś na stanowisku zastępcy wójta?

   Tak. Mam  taki plan.

    Uważa Pan, że obsadzenie tego stanowiska jest potrzebne?

   Jest to konieczne. Nie będę mówił, co jest z tym związane, jeśli chodzi o mojego poprzednika. Jak pani doskonale wie, takiego zastępcy w Mielniku nie było. Takie stanowisko generuje koszty, ale ustawa mówi o tym, że wójt ma prawo zatrudnić zastępcę czy pełnomocnika i w budżecie powinny być na to pieniądze. Ogrom pracy, która jest przede mną, a proszę mi wierzyć, że mój dzień pracy aktualnie nie trwa 8 godzin, wymaga tego, by zatrudnić zastępcę. I gwarantuję, że będzie to z korzyścią dla gminy.

    Rozumiem, że ma Pan jakiegoś konkretnego kandydata?

    Rozmowy trwają.

   Lokalne plotki mówią o tym, że pańskim zastępcą może być Adam Tobota.

    Dementuję je.

   A kiedy mieszkańcy poznają zastępcę wójta?

Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to już na początku nowego roku.

    Jedno z haseł w pańskiej kampanii wyborczej mówiło o poprawie sytuacji transportu publicznego. Hasło brzmi ładnie, ale niech Pan powie jak zamierza je zrealizować?

    Faktycznie, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Ale to jest osiągalne. Oczywiście trzeba wypracować szereg porozumień i pomysłów. Problem jest duży. Już podjąłem rozmowy z PKS Nova, dotyczące podpisania kolejnej umowy na dowóz dzieci do szkoły i tu, mogę się chyba pochwalić, wynegocjowaliśmy oprócz stawki, którą gmina będzie płacić za dowóz dzieci, bilet dla mieszkańców, którzy będą mogli zabrać się tym autobusem razem z dziećmi. Wynegocjowaliśmy stawkę za ten bilet w wysokości 4,50 zł dla wszystkich, bez względu na odległość. To jest spory sukces. Główny problem dotyczy sytuacji między dowozem dzieci, czyli między godziną 7.30 a 14.00, kiedy autobus z tymi dziećmi wraca. To wtedy mieszkańcy nie mogą się dostać do Mielnika, czy wyjechać z niego. Podobnie jest z dojazdami np. w piątki czy niedziele do stacji kolejowej. Może więc w grę będzie wchodził jakiś bus. Tak, aby ludzie wiedzieli, że mogą wsiąść w pociąg w Warszawie o godz. 15, a o godz. 17 w Siemiatyczach będzie czekał na nich bus, który zawiezie ich do poszczególnych miejscowości. Nie musi to być bus, który jeździ co godzinę. Już jeden pozwoli pozbyć się świadomości, że aby wydostać się ze stacji kolejowej, trzeba dzwonić po wujków, sąsiadów itp. Niezbędne będą także porozumienia z innymi samorządami. Terytorium naszej gminy sięga do wiaduktu i żeby dowieźć ludzi na stację kolejową, musimy zawiązać porozumienie z gminą Siemiatycze. Rozmowy będą trwały. Trzeba usiąść, zrobić burzę mózgów, przyjrzeć się rozwiązaniom stosowanym przez inne gminy, porozmawiać także z PKS Nova, który może zaproponuje jakieś inne rozwiązanie. Następnie trzeba będzie znaleźć przewoźnika. Reasumując, jest to możliwe. Jeśli wszystko się powiedzie w 2019 r., a już podjęliśmy działania w tym kierunku, żeby przynajmniej zaproponować scenariusze rozwiązania, to będzie to jakiś mały sukces.

    Pana poprzednik proponował zagospodarowanie góry zamkowej i ruin zamku. Jakie jest Pana stanowisko w tej sprawie?

    Podobne. Ruiny na górze zamkowej wymagają rewitalizacji i to nie ulega wątpliwości. Pytanie tylko, czy w takiej skali, jak zaproponował mój poprzednik i zespół projektantów. Projekt na rewitalizację jest już gotowy. Kilka kwestii należałoby w nim zmienić, dlatego jestem już po pierwszych rozmowach z wykonawcą, prof. Uścinowiczem. Czekamy na pozwolenie na budowę od wojewódzkiego konserwatora zabytków, które zostało odłożone w czasie do 31 stycznia.  Dlaczego? Domyślam się, że pani konserwator ma jakieś wątpliwości.

    Te zmiany w projekcie, o których Pan mówi, czego miałyby dotyczyć?

    Najwyższej części góry zamkowej i rewitalizacji kaplicy Aleksandra Newskiego, do której jest najwięcej obiekcji. Pojawiło się pytanie, czy zasadne jest także nakrywanie ruin kościoła.  Ponieważ dużą decyzyjność w tej kwestii ma kuria, niezbędne będą rozmowy i ustalenie, w jakiej formie ten projekt jest dla nich do zaakceptowania.

    Badania archeologiczne – w jaki sposób wyobraża Pan sobie udział gminy w kolejnych pracach?

   W samym projekcie rewitalizacji góry zamkowej przewidziano kontynuacje prac archeologicznych. Jeśli jednak projekt rewitalizacji miałby nie zostać zatwierdzony, to na chwilę obecną nie wiem, czy prace byłyby kontynuowane, ponieważ nie orientuję się zbyt dokładnie w tym, co już wykonano. Rozumiem, że pewnie prace zostały już przeprowadzone, ale jeszcze sporo jest do przebadania. Jestem otwarty na współpracę z archeologami z racji choćby samej historii naszej miejscowości. Myślę, że wypracujemy jakieś porozumienie bez względu na to, czy ten projekt zostanie przyjęty czy nie.

    Głośna sprawa kładki pieszo-rowerowej. Czy zamierza Pan wrócić do tego pomysłu?

    Odstąpiono od tego, ale sam projekt jest gotowy. Według mnie to dobry pomysł. Jestem natomiast sceptyczny co do tego, aby kładka była również mostem samochodowym. Kładka byłaby znakomitym rozwiązaniem, jeśli chodzi o trasę Green Velo, która jak wiemy, ucina się w Niemirowie. Z racji niefunkcjonującego promu turyści nie mają jak dalej podróżować. Zwróciliśmy się do ministerstwa z zapytaniem, czy finansowanie takiej kładki moglibyśmy podpiąć pod rządowy program budowy mostów. Wiemy, że przewiduje on budowę dwóch mostów na Bugu. Nie może być to jednak inicjatywa wyłącznie gminy Mielnik. Pomysł musiałby się spotkać także z pozytywnym odbiorem gminy Konstantynów. Gdyby jej władze uznały, że jest to dla nich korzystne i partycypowałyby w kosztach, szansa jest, chociaż patrząc realnie – niewielka. To inwestycja rzędu 20 mln zł, zasadna tak naprawdę tylko dla tego regionu. Argumentów za jej budową jednak nie brakuje.

    To byłby z pewnością jeden z elementów podnoszących atrakcyjność turystyczną Mielnika i okolic. Czy ma Pan jakieś inne pomysły w tym zakresie?

    Zwiększenie estetyki samej miejscowości, uwydatnienie tych atrakcji, które dotąd traktowane były po macoszemu. Chcemy zaangażować się w działalność Lokalnej Organizacji Turystycznej. To dla gmin nadbużańskich ogromna szansa. Przy minimalnych kosztach mielibyśmy tylko wymierne korzyści z tego członkostwa. Trzeba pomyśleć o tym, jak wyeksponować szlak bunkrów, ścieżkę rowerową, kopalnię kredy, Górę Uszeście i roślinność kserotermiczną. Warto też kontynuować kroki podjęte przez moich poprzedników w zakresie uznania walorów uzdrowiskowych tego regionu.

    A coś nowego, czym mógłby Pan zaskoczyć w tej dziedzinie?

    Marzy mi się coś na wzór Szelmentu, czyli wyciągu narciarskiego. Mamy znakomite warunki do tego. To nie musi być oczywiście trasa zjazdowa rzędu kilku kilometrów, wystarczyłoby kilkaset metrów. Infrastruktura również jest dobra. Chciałbym pozyskać inwestora. Taka trasa podniosłaby walory turystyczne całego regionu i ożywiła te miesiące marazmu. W okresie wakacyjnym gmina turystycznie jeszcze jakoś dycha, ale kiedy przychodzi listopad, okres zimowy, gasimy światło, idziemy spać i gmina zamiera. A taki wyciąg narciarski wiązałby się też ze szkoleniem dzieci i młodzieży. Latem podziwianie pięknych widoków nadbużańskich z wyciągu krzesełkowego też mogłoby się sprawdzić.

    Czy zamierza Pan kontynuować jedną ze sztandarowych imprez Mielnika, jaką są Muzyczne Dialogi nad Bugiem w takiej postaci, w jakiej odbywają się one aktualnie? Niestety, ostanie edycje tej imprezy są bardzo niskich lotów (mówiąc najoględniej) i nie mają nic wspólnego z jej pierwotnym założeniem.

    Oczywiście, podpisuję się pod tym, co pani powiedziała i cieszę się, że ten temat się pojawił w naszej rozmowie. Podjąłem już rozmowy z dyrektorem GOKSiRu. To, co odbywało się w ostatnich latach, nie ma za wiele wspólnego z dialogiem. Nie chcę, aby Muzyczne Dialogi nad Bugiem były kolejnymi Dniami Mielnika. Chciałbym powrócić do tradycji i do tego, w jakim celu ta impreza została stworzona. Do kultury i zwyczajów krajów ościennych, naszej kultury regionalnej. Trzeba wyeliminować stragany z mydłem i powidłem, a zadbać o prawdziwy jarmark ze wszystkim tym, co związane jest z naszym regionem. Jestem przeciwnikiem organizowania imprezy tylko dlatego, że jest ona w kalendarzu. Jeśli ma to iść w tym kierunku, a idzie w bardzo kiepskim, to najlepiej zrezygnujmy z tego typu imprezy i się nie kompromitujmy. Jestem pełen uznania dla GOK-u w Czeremsze, który działa rewelacyjnie i tylko można pogratulować Pani dyrektor, że z roku na rok podnosi poprzeczkę coraz wyżej. U nas, niestety, tak nie jest. Nasza impreza zmierza wyłącznie w stronę komercjalizacji, a to nie powinno być naszym priorytetem. Będę dążył do tego, by charakter tej imprezy się zmienił i wrócił do pierwotnych założeń.

    Jakieś inne pomysły na wydarzenia kulturalne?

    Wydaje mi się, że nie da się ciągnąć dziesięciu srok za ogon. Jeśli poprawimy Muzyczne Dialogi nad Bugiem, to będzie już pierwszy sukces. Koncerty szopenowskie organizowane przez naszą bibliotekę są na wysokim poziomie i spotykają się z coraz większym zainteresowaniem. Popracujemy nad tym, aby dotrzeć do jeszcze szerszego grona odbiorców. Może to nie jest do końca w zakresie kultury, ale chciałbym zwrócić uwagę także na walory sportowe gminy. Ultra maraton nadbużański, który się odbył w tym roku, cieszył się dużym zainteresowaniem i odbił się szerokim echem. Prowadzimy negocjacje na temat organizacji kolejnego takiego wydarzenia na terenie naszej gminy. Chciałbym zwrócić uwagę na wykorzystanie naszych boisk i rozwiązanie problemu szatnio-trybuny, która nie nadaje się do użytku. Trzeba także wrócić do tego, co miało miejsce kiedyś. Przyjeżdżały do nas zespoły z ekstraklasy białoruskiej, z pierwszej ligi polskiej, jeśli chodzi o piłkę nożną. Pomyślimy też o rozwijaniu jakiegoś innego sportu. Przy okazji warto wspomnieć o sukcesie naszych chłopców w unihokeju (4 miejsce w województwie). Ja uwielbiam badmintona, może np. tę dyscyplinę udałoby się zaszczepić?

    Z drogami w gminie też za ciekawie nie jest.

    Wiele z tych dróg, które wymagają natychmiastowych remontów, to drogi powiatowe. Moim celem będzie wypracowanie nowego porozumienia ze starostwem i odnowienie tej nadszarpniętej współpracy. Spróbujemy zrobić w 2019 r. jakąkolwiek drogę, aby pokazać, że ta współpraca jest możliwa.

    Czego Panu życzyć?

    Wytrwałości, optymizmu i zdrowia – myślę, że to wystarczy, żeby mieć siłę na nowe pomysły i pracę dla dobra społeczności gminy Mielnik. Korzystając z okazji, chciałbym podziękować jej za to, gdzie jestem w tej chwili. A z okazji zbliżających się świąt życzę mieszkankom i mieszkańcom ciepła rodzinnego, dystansu do otaczającej rzeczywistości i naładowania akumulatorów na kolejny rok.

    Dziękuję za rozmowę.

Ewa Magdalena Iwaniak, fot. emi 

 

 

Reklama

Mielnickie plany nowego wójta komentarze opinie

  • gość 2019-01-04 16:27:53

    Same sprzeczności tak rozpoczyna Wójt. "Taki stan finansowy uniemożliwia mi podjęcie pewnych decyzji inwestycyjnych, jeśli chodzi o 2019 r." ale "Czy planuje Pan zatrudnić kogoś na stanowisku zastępcy wójta? Tak. Mam taki plan. Uważa Pan, że obsadzenie tego stanowiska jest potrzebne? Jest to konieczne." Do czego? chyba do branie pieniędzy około 600 000 zł przez 5 lat pracy. Ile można za to zrobić? No ile, ale nie lepiej mieć do roboty kogoś, przecież "Nie jest też tak, że zawiesiłem na kołku buty, jeśli chodzi o pracę naukową i że nie będę się dalej w tym rozwijał. Wójtem się tylko bywa, a tytuł naukowy doktora zostanie mi na całe życie. Nawet jeśli to będzie tylko 5 lat, to coś później będę musiał robić. Chciałbym się dalej realizować, jeśli chodzi o działalność naukową, dlatego dalej będę publikować, choć zapewne nie tak dużo, jak publikowałem wcześniej w czasopismach naukowych."
    A tu inny kwiatek "Muzyczne Dialogi nad Bugiem w takiej postaci, w jakiej odbywają się one aktualnie? Niestety, ostanie edycje tej imprezy są bardzo niskich lotów (mówiąc najoględniej) i nie mają nic wspólnego z jej pierwotnym założeniem. Oczywiście, podpisuję się pod tym, co pani powiedziała i cieszę się, że ten temat się pojawił w naszej rozmowie. Podjąłem już rozmowy z dyrektorem GOKSiRu." A tak pięknie było czyżby znów powód do historii i zwolnienie jak wcześniej było za Wójta Eugeniusz?
    Ciekawe, oj ciekawe sprawy. A były Wójt Adam i jego Radni czy pozwolą a innego zastępce, jak sadzicie?

  • gość 2019-01-19 18:53:28

    Panie Marcinie, gmina liczy na świeżość pomysłów, a też na zaangażowanie, oby Mielnik nie skończył jak Milejczyce, młody wójt a nic nie robi

  • Misiaczek - niezalogowany 2019-06-20 10:11:47

    Gmina Mielnik jest na trzecim miejscu w zestawieniu najbogatszych gmin w Polsce i jest zadłużona!. To są fakty. Ale czy ktoś odpowiedział (odpowie) przed sądem za niegospodarność? Czy ktoś zgłosił to odpowiednim organom czy chroni sprawców? Dlaczego ludzie którzy wymyślali kładki,parki trylogia i wody geotermalne śpią spokojnie? To że kładka jest bizantyjskim pomysłem wiedziało nawet dziecko. Bo wiadomym było że pieniądze z UE na szlak rowerowy GW się kiedyś skończą. Biedne Podlaskie gminy mają inne priorytety niż łatanie ścieżek w lesie. Tak droga kładka to klasyczne "perły przed wieprze".To właśnie jest zadanie bliższe dla nowego wójta by to wyjaśnić i rozliczyć poprzedników. Bez tego kadencja to tylko kolejny wpis w CV dla Pana wójta a w Mielniku nic się nie zmieni.

Dodajesz jako: |


Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Muzyka na imprezy

Przeboje współczesne; piosenki biesiadna; przeboje lat 60. i 70 Poprawiny, chrzciny, imieniny, choinki, bale i inne. Roman Kondraciuk - tel 693..


Glazurnik usługi

Oferuję usługi glazurnicze, dbam o szczegóły, pomogę dobrać odpowiednie materiały, doradzę. Profesjonalnie i kompleksowo: -glazura, terakota,..


Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez kurierpodlaski.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Głos s.c. Jerzy Nowicki i Jacek S Wasilewski z siedzibą w Siemiatycze 17-300, Jana Pawła II

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"