:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  17°C pochmurno z przejaśnieniami

Folkowa Małanka

Muzyka - Koncerty, Folkowa Małanka - zdjęcie, fotografia

„Małanka” to zabawa noworoczna wg kalendarza juliańskiego, czyli 13 stycznia. „Małanki” świętują prawosławni, grekokatolicy, staroobrzędowcy. W Czeremsze bawili się wszyscy - bez względu na wyznanie, narodowość, płeć czy wiek. Jak zawsze z "Czeremszyną".

Goście siedli za stoły, wkrótce pierwsze akordy „Czeremszyny” i natychmiast powiało dobrą energią. „Czeremszyna” przywitała gości kolędą „Dobry weczer tobi”. - Dziękujemy wam bardzo, że zechcieliście przywitać Nowy Rok według kalendarza juliańskiego razem z nami. Jest nam bardzo miło z tego powodu – zwrócił się do zebranych Mirosław Samosiuk, lider „Czeremszyny”, organizator Folkowej Małanki.

Na sali 142 osoby, razem z zespołem, z mężami i żonami członków zespołu, natomiast na parkiecie 122 osoby. Już w połowie grudnia wykupiono wszystkie bilety na Folkową Małankę. - Cieszę się bardzo, że duch w narodzie nie ginie i ludzie przyjeżdżają na folkowe Sylwestry – mówi Barbara Kuzub – Samosiuk, liderka „Czeremszyny”, organizatorka Folkowej Małanki”. - Nie tylko disco polo. Ludzi interesuje muzyka folkowa, to coś innego. To jest pozytywne, że jednak naród nie upadł.

Piękna, folkowa scenografia sali, wielu panów w soroczkach wyszywankach. Kasia i Tomek Brodiuk z Warszawy – oboje w soroczkach: - Normalne, jak się jedzie na Małankę, to ma być soroczka. Jak folkowe, to folkowe. Od dziesięciu lat chcieliśmy przyjechać na Małankę i w końcu się udało. Jesteśmy fanami „Czeremszyny”, bywaliśmy na Międzynarodowym Festiwalu Folkowym „Z wiejskiego podwórza”, ale na Folkowej Małance jesteśmy po raz pierwszy. Przyjechaliśmy z Warszawy. Wrażenia nie do opisania. Jest świetna atmosfera, wszyscy się bawią, wszyscy uśmiechnięci. Następne Małanki na pewno będą z nami, przyjadą także nasi znajomi z Warszawy, którzy już żałują, że tym razem nie przyjechali, bo szybko zrobiliśmy wideo i natychmiast wysłaliśmy. To jest naprawdę niepowtarzalna impreza.

Z Lublina przybyli Beata i Jan Kamińscy. – Przyjechaliśmy ze względu na „Czeremszynę”, to chyba jasne – stwierdza Beata Kamińska. – „Czeremszynę” poznałam w Terespolu, na festiwalu kolęd. Oczy rosły mi ze zdumienia, że tak można grać. Od tamtego czasu jestem ich wierną fanką. Dwa lata temu męża wyciągnęłam po raz pierwszy na festiwal „Z wiejskiego podwórza”, żeby zobaczył i posłuchał. Widziałam, że jemu także rosły oczy ze zdumienia. Dlatego z przyjemnością wybraliśmy się na Folkową Małankę. Tutaj jest bardzo dobra energia.

Ola Kidybińska przyjechała z Niemiec. Na Małankę przyszła z małą córeczką, mężem, mamą i tatą. - Nigdy wcześniej nie byłam na Folkowej Małance, ale teraz jestem na urlopie wychowawczym, przyjechałam do mamy, zobaczyłam ogłoszenie i natychmiast się zdecydowałam – mówi Ola Kidybińska.

Siemiatycze reprezentowała liczna ekipa, w tym Wojciech Kurylak. - „Czeremszyny” słucham od lat i właśnie ze względu na nią przyjechałem do Czeremchy na Folkową Małankę – stwierdza Wojciech Kurylak z Siemiatycz. - Także ze względu na moich prawosławnych znajomych, którzy już tu byli i przyjechali bardzo zadowoleni. Żyjemy w środowisku różnych tradycji, trzeba je kultywować, a z taką muzyką to nie grzech. Zawsze powtarzam, że nam nie potrzeba górnolotnych przedsięwzięć, a należy się skupić na regionalnym kultywowaniu tradycji. Lubię tradycje, to podstawa, chciałbym, żeby je eksponowano.

Krystyna Kościewicz, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot KK

Folkowa Małanka komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się