:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  18°C pochmurno z przejaśnieniami

Dworzec Kolejowy w Siemiatyczach - Miejsce pamięci

Notatnik historyczny, Dworzec Kolejowy Siemiatyczach Miejsce pamięci - zdjęcie, fotografia

Dbałość o miejsca pamięci jest naszym wspólnym publicznym obowiązkiem. Do takich należy, jako jeden z najważniejszych w naszych okolicach świadków historii, stacja kolejowa Siemiatycze. Tu rozgrywały się dramatyczne wydarzenia, zwłaszcza w okresie II wojny światowej.

 Z tej stacji w latach 1940–41 wyjeżdżały w bydlęcych wagonach transporty rodzin wywożonych przez Sowietów przez Wołkowysk na „nieludzką ziemię”, na Syberię. Los ten spotkał około cztery tysiące osób z Siemiatycz i okolic. Wiele z nich nigdy nie wróciło, zmarli lub zostali zamordowani daleko na Wschodzie. Ostatnia taka wywózka miała miejsce w przededniu wybuchu wojny niemiecko – sowieckiej 20 czerwca 1941r. Na stacji enkawudziści  oddzielili mężczyzn od kobiet i dzieci, które niedługo potem znalazły się w transporcie. Mężczyzn sowieci pognali z powrotem do Siemiatycz. To oni właśnie za dwa dni zostali zastrzeleni przez NKWD w Judziance pod Hajnówką i spoczywają dziś na siemiatyckim cmentarzu.

„22 czerwca 1941 r., w nocy, enkawudziści otoczyli tę chałupinę, wpadło kilku uzbrojonych do mieszkania, kazali nam się pakować, bo wywiozą nas do innego rejonu. Mężowi memu związali ręce z tyłu, a mnie kazali spakować tłumoki i pokłaść na wóz. Ja z dzieckiem jechałam na wozie, a mąż mój szedł ze związanymi rękami pod bronią dwóch bolszewików, aż na dworzec kolejowy. Jak nas wieźli do stacji przez miasto, na wysokości ulicy Wesołej stały Żydówki. Prosiłam Żydówkę, aby powiedziała mojej siostrze Aleksandrze, że nas wywożą. Enkawudzista zrozumiał i powiedział „Ją też wywiozą, możesz nie mówić”. Tak dotarliśmy na Stację Siemiatycze. Siedzieliśmy na dworcu, aż pozwozili z wiosek wszystkich, kogo tam mieli wziąć. Było 9 wagonów, a na każdej stacji w kierunku Hajnówki też już czekały wagony, do których kazano nam się zbierać. Mąż mój stał razem z nami, ale jemu powiedziano: „A nie, wy nie pojedziecie!” i wszystkich mężczyzn oddzielono od nas. Wyskoczyłam, wlazłam pod wagon, żeby zobaczyć, gdzie ich prowadzą. Skierowali ich na boczną drogę. Tam czekały ciężarówki. Załadowali ich i powieźli z powrotem do Siemiatycz. A nas do wagonów! To były wagony po węglu. Widać było, że naprędce zrobili tylko półki do leżenia. Było nas w wagonie 23 osoby razem z rzeczami. Ubikacja to był lejek zrobiony na środku podłogi wagonu. Okropnie było ciasno, bo każdy miał swoje toboły.  (...) – wspominała przed laty Władysława Kosińska z Siemiatycz, wywieziona stąd na Syberię wraz z małym dzieckiem.

 Później, w listopadzie 1942r., stacja kolejowa Siemiatycze była początkiem ostatniej, ku zagładzie, drogi Żydów z siemiatyckiego getta przez Małkinię do obozu śmierci w Treblince. Niemy świadek holokaustu.

 Spośród kilku tysięcy Siemiatyczan, którzy w dwóch, odległych od siebie o kilka dni transportach znaleźli się w obozie zagłady, przeżyło tylko dwóch. Jeden z nich – Saul Kuperhand - opisał po latach swoje przeżycia w książce napisanej wraz żoną Miriam i wydanej w 1989r. w Stanach Zjednoczonych przez University of Illinois Press (Wydawnictwo Uniwersytetu Illinois). Jej tytuł - „Shadows of Treblinka” (Cienie Treblinki). Jest to jedyne takie siemiatyckie świadectwo, niezwykły dokument historii. Oto jego fragment:

 (…) Naziści ciągle powtarzali, że prowadzą nas do obozu pracy, ale byłem świadomy złowieszczego tonu tego obwieszczenia i przeprowadziłem rodzinę z czoła na tył długiego szeregu. Moja mała siostrzyczka płakała ze zmęczenia, głodu i pragnienia, ale wszystko co mogliśmy jej dać, to słowa pociechy. Przyszła w końcu nasza kolej do załadowania się na wóz do stacji kolejowej. Wielu z nas zaczęło szlochać wiedząc, że jest to być może ostatni raz, kiedy widzimy nasze rodzinne miasto. Zdawaliśmy sobie sprawę również z tego, że to może być ostatni dzień naszego życia. Izraela Krawca i Herszela Lajdaka, którzy zamknęli bramy opustoszałego getta zawieziono na stację samochodem. Moje rodzinne miasto zostało oficjalnie uznane za Judenrein (wolne od Żydów).

Okropnym przeżyciem było patrzeć na przerażenie wywożonych. Płacz rodziców i dzieci mógł skruszyć każde ludzkie serce, ale niestety nie mogliśmy liczyć na ludzkie podejście naszych ciemiężców. Błaganie w oczach małego dziecka nie mogło powstrzymać razów, kopniaków a czasami kul, przy pomocy których byliśmy zaganiani do transportu. Policja getta i członkowie Judenratu zajęli kilka wagonów osobowych a reszta z nas została wtłoczona do wagonów towarowych. Jak bydło w drodze na rzeź. Wszyscy jednak byliśmy prowadzeni ku temu samemu przeznaczeniu. Opóźnienie wywózki tylko wzmocniło nasz lęk, że czekała nas eksterminacja, a nie ciężka praca. (…)  Wepchnięta na stacji do wagonu pasażerskiego moja rodzina znalazła miejsce obok czternastoletniego Gerszona Katza, jego rodziców i pięcioletniej siostry. Gerszon szepnął do mnie, że zna tę linię kolejową i okolicę bardzo dobrze. Jeśli w Czeremsze pociąg skręci w prawo, być może pojedziemy do obozu pracy. Jeśli jednak pociąg gwałtownie skręci w lewo, to nieodwołalnie oznacza, że jedziemy w stronę Małkini, w kierunku Treblinki. Podczas tej długiej nocnej podróży czekałem, aż Gerszon rozpozna miejsce, w którym znajdowała się zwrotnica. Kiedy wreszcie się tam znaleźliśmy, pociąg skręcił jednak w lewo.

Część więźniów łagrów Syberii wróciła po wojnie na tę samą Stację Siemiatycze, na której Sowieci wsadzali ich do wagonów kilka lat wcześniej.

 Żydzi z Treblinki w swojej masie nie wrócili już nigdy. Z ok. 6 tysięcy wysłanych tam Żydów ocalało kilka osób (dzięki ucieczce z transportu lub samego obozu). Po zamordowanych pozostał tylko kamień na terenie obozu w Treblince.

 Jak w wielu innych podobnych miejscach w Polsce (np. na stacji Białystok Fabryczna, nie wspominając już o znanej powszechnie rampie kolejowej na Umschlagplatz (plac przeładunkowy) w Warszawie, z której byli wywożeni Żydzi z getta), również na stacji kolejowej Siemiatycze powinna znaleźć się przynajmniej odpowiednia tablica przypominająca o tych wydarzeniach z historii – dla zachowania ich w pamięci młodych pokoleń i szacunku dla ofiar.

 Marek Antoni Nowicki, fot .jsw  

Dworzec Kolejowy w Siemiatyczach - Miejsce pamięci komentarze opinie

  • Siemiatyczanka - niezalogowany 2018-04-25 17:08:11

    Jak to możliwe że do tej pory nie ma tam pomnika z opisem tej części historii

Dodajesz jako: Zaloguj się