:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  27°C lekkie zachmurzenie

Barokowy ołtarz odzyska historyczny blask

W siemiatyckim kościele pw. Wniebowzięcia NMP prowadzone są prace konserwatorskie. To historyczne wydarzenie, bo tego typu zabiegi przeprowadzane są raz na kilkadziesiąt lat. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przeznaczyło na ten cel 470 tys. zł, ale dołoży się też parafia.

      Jak to się stało, że Andrzej Lewandowski, były pracownik poznańskiego Muzeum Narodowego, który przez 15 lat pracował również na zamku w Malborku, trafił do Siemiatycz? Od 1984 roku prowadzi Pracownię Konserwacji Zabytków ARTE. Prace na Podlasiu zaczął od ołtarzy w Korycinie Potem były kościoły w Marianowie - Bombli i kościół w Sokółce, aż trafił do Siemiatycz. W pracach przy ołtarzu mu kolega Rafał Plebański, historyk sztuki, który 13 lat spędził za biurkiem, tj. w poznańskim urzędzie ochrony zabytków. Potem naszła go myśl, że lepiej się czuje w bezpośredniej styczności z obiektami zabytkowymi i odtąd prowadzi własne Biuro Dokumentacji Zabytków|.

      Przed wszelkiego tego typu pracami trzeba zrobić rekonesans.

      A.L.: Przyjechaliśmy do Siemiatycz w zeszłym roku. Rafał jeździł po wszystkich archiwach i w Drohiczynie, i w Białymstoku. Wszędzie, gdzie tylko mógł, szukał materiałów archiwalnych, historycznych itd. Rozpracowywał sprawy związane z historią. Ja siedziałem tu 2 tygodnie, robiłem odkrywki na wszystkich obiektach, łącznie ze sklepieniem.

    Odkrywki, czyli?

    R.P.: Badania sondażowe, ustalające pierwotny wygląd estetyczny tych obiektów.

     Kościół opisany jest w „Katalogu zabytków sztuki” pod red. Marii Kałamajskiej-Saeed. Czego nowego dowiedział się Pan podczas poszukiwań?

     R.P.: Materiały, do których miałem dostęp w archiwum Drohiczynie, pokrywały się w znacznym stopniu z opracowaniem w katalogu, ale jest on w swej istocie bardzo skrótowy. Są daty, nazwiska, ewentualnie stylistyka. Natomiast nam były potrzebne dane szczegółowe, np. jak był malowany ołtarz. Okazuje się, że w bielach, stalle [ławki w prezbiterium - przyp. red.] określono jako lakierowane na biało. Tego już nie ma w katalogu, a nam chodzi o detale, które opisują dany obiekt, okres, w którym powstawał czy fundatora. Czasem to szczątkowe informacje. Konstruuje się z nich „pajęczynę”, która oplata wszystkie elementy.

    A.L.: To bardzo potrzebne. Ten kościół i jego wyposażenie są totalnie zmienione i estetycznie zafałszowane.

    W 1456r. kościół był drewniany.

     R.P.: Nie ma już po nim śladu. Potem były lata 1626-36, wzniesiono z fundacji Sapiehów ten kościół, w którym się znajdujemy. Jeśli chodzi o mury, to czasy Lwa Sapiehy, który umiera w 1631 r. i kontynuuje to syn Kazimierz Leon Sapieha. W tym obiekcie jesteśmy obecnie, z wyjątkiem kruchty i fasady z wieżą. Z budowli sapieżyńskiej pochodzi to, co znajduje się na sklepieniu prezbiterium. Te sztukaterie, żebra, reliefy, cała ich sieć, są bardzo cenne, ponieważ są dużym śladem pierwotnego wystroju wnętrza. Wszyscy, łącznie z księdzem proboszczem, jesteśmy zainteresowani przywróceniem ich pierwotnej stylistyki. Wiadomo, że obecny wygląd sztukaterii jest kompletnie zafałszowany. Na pewno nie były one malowane na biało.

     W którym momencie mogło dojść do zafałszowania oryginalnego projektu?

     R.P.: Na pewno częściowo doszło do tego w XVIII w., kiedy kościół był przebudowywany po pożarze za czasów    księżnej Anny Jabłonowskiej. Zupełnie przemalowano je na biały kolor w 1935r. Wtedy przeprowadzono dużą renowacja siemiatyckiego kościoła z funduszy Towarzystwa Opieki nad Zabytkami.

    W 1935 r. odnawiany był główny ołtarz i ołtarze boczne.

     R.P.: Tak, również całe wnętrze kościoła i sztukaterie. To były bardzo poważne prace, ale raczej renowatorskie niż konserwatorskie. Polegały głównie na zmianie kolorystyki i  odświeżaniu. Wracając do sztukaterii, badania, które nad nimi prowadzimy, wykazują, że ich oryginalny kolor był szary z odcieniem błękitu zaś barwa tła w ciemniejszych tonach błękitu. Okazuje się, że w sanktuarium w Kodniu, nad samym Bugiem przy granicy, jest kościół z lat 30. XVII w. Fundował go Mikołaj Sapieha, kuzyn Kazimierza Leona. Tamten kościół został wykończony w podobny sposób. W całym kościele są sztukaterie. Podczas ich konserwacji /2015-2016/ okazało się, że mają one zupełnie odmienną kolorystykę. Szarą – żeber sieci, a wypełniające pola płaskorzeźby, reliefy, malowane są w pełnej gamie kolorów: zieleni, czerwieni, żółcieni. To zupełnie odmienna forma estetyczna.

     Czego dowiedzieli się Panowie po początkowych pracach odkrywkowych i jak tamta wiedza ma się do tego, co wiadomo dziś?

     A.L.: Więcej dowiedziałem się teraz, kiedy rozpocząłem prace przy ołtarzu głównym. Pozornie stan kościoła i jego wyposażenie wyglądają bardzo dobrze. Właściwie stan jest wręcz nienaganny, ale jeśli odwróci pani część z tych rzeźb, to okaże się, że trzyma je tylko farba, a pod spodem jest drewniany pył. Ołtarz główny wyglądał bardzo dobrze przed postawieniem rusztowań. Ale podczas prac od odwrocia ołtarza /z tyłu/ wywiozłem 3 przyczepy pełne desek i kołków, którymi ten ołtarz był podpierany. Trzymał się wyłącznie dzięki podpórkom i drutom, którymi był podwiązany. W związku z tym stan tego ołtarza ocenić należy jako zły.

     R.P.: Pierwsze wrażenie podczas oglądu zabytków w kościele nie jest takie straszne. Oczywiście, są pewne elementy, które rzucają się w oczy, np. cokoły pomalowane farbą olejną czy warstwa malarska jednokrotnie pomalowanych stalli, które łuszczą się, ale do dopiero po chwili rzuca się w oczy. Ogólnie wyposażenie kościoła nie wygląda źle. Natomiast po bliższym przyjrzeniu się  oględzinach okazuje się, że większość tych elementów jest w bardzo kiepskim stanie i  wymaga podjęcia interwencji konserwatorskiej.

      A.L.: U góry ołtarza na rzeźbach i snycerce właściwie nie zostały żadne ślady po pierwotnych złoceniach, ponieważ w pewnym momencie wszystko zostało usunięte.

      Złote elementy, które teraz widzimy, nie są złote?

     R.P.: W większości to tzw. folia mosiężna złota, szlagmetal. W XVIII w. albo złocono, albo srebrzono. Wszystkie materiały zastępcze zostały wynalezione w Niemczech i w Anglii w poł. XIX w. Dopiero odtąd były stosowane. Oryginalne XVIII–wieczne obiekty nie mają prawa być metalizowane materiałami zastępczymi.

     A.L.: Była to też działka dla nieuczciwych wykonawców. Często niestety zdarza się tak, jak przy tym ołtarzu. Partie górne, czyli trudniej dostępne, wykonywano szlagmetalem – imitacją, a tam gdzie można dotrzeć, częściowo pokrywano złotem płatkowym.

     R.P.: Na bocznych ołtarzach są elementy snycerskie zrobione na złoty kolor, ale zasadniczo są pozłacane szlagmetalem. Wynika to z bardzo modnego kiedyś obyczaju. Po kraju krążyły grupy pozłotników wyspecjalizowanych w kładzeniu szlagmetalu i robili to księżom za 1/3 realnej ceny.

     Chodziło o to, żeby zmniejszyć koszty.

     R.P.: Tak. Wzięło się to jeszcze stąd, że przed przełomem lat 80. złoto płatkowe było trudno dostępne w kraju. W zasadzie dysponowały nim tylko Pracownie Konserwacji Zabytków, czyli przedsiębiorstwa państwowe.

     A.L.: Trzeba było mieć pozwolenie mennicy, żeby je kupić.

     R.P.: Były przypadki, że księża sprowadzali je na własne ryzyko w bagażu podręcznym z Austrii czy z Niemiec. Zasadniczo, jeśli ktoś wykonywał konserwację czy pozłotę  obiegiem pracowni konserwacji zabytków, był skazany na szlagmetal. Potem, nawet kiedy oryginalny surowiec był już dostępny, część wykonawców dalej szła na skróty i pozostawała na kładzeniu szlagmetalu. Tu, w siemiatyckim kościele, mamy tego przykład. Trzeba przyznać, że poza błędami, takimi jak tzw. okalanie kanelur [żłobień w kolumnach – przyp. red.], to generalnie te metalizacje są dość nieźle położone w sensie technicznym. Robią wrażenie do tej pory, zwłaszcza w partiach, gdzie pozostało prawdziwe złoto.

     Tabernakulum było pokryte szylkretem, kością słoniową i właśnie pozłacanym brązem.

     R.P.: Tak, to się zgadza, z tym że tam jest też dużo szkła. Tabernakulum było wykonane do tego ołtarza, ale to zupełnie inna technologia. Wykonano je we Wrocławiu, na zlecenie księdza Michała Krassowskiego, dawnego proboszcza siemiatyckiego. Ksiądz był też fundatorem ostatniej pary dwóch ołtarzy.

     Odnoszę wrażenie, że cały kościół jest mieszanką różnych stylów.

    R.P.: Jeśli odstawimy na bok sztukatorską dekorację sklepienia, która jest najstarszym, stąd też najcenniejszym elementem, reszta wyposażenia powstała na przestrzeni II i III ćwierci XVIII wieku, co stanowi okres półwiecza.

    A.L.: Ale w jednym ciągu.

     R.P. Tak, za czasów misjonarzy, w zasadzie od lat 20. Większość ołtarzy powstała w ciągu dekady. Najpóźniej, pod koniec XVIII w. powstał chór muzyczny, choć organy były już wcześniej, w II połowie  XVII

     A.L.: Jednak widać tu tendencje do ujednolicenia. Nawet ołtarze, które powstały później, były w jakiś sposób architektonicznie i rzeźbiarsko wzorowane na poprzednich.

     R.P.: Mamy tu barok z elementami rokoko, nie ma tych elementów rokokowych wiele, ale są. Zdecydowanie późniejszym wtrętem są rzędy malowideł z półpostaciami polskich świętych. To robota z 1973r., białostockiego artysty Józefa Łotowskiego. Na pierwszy rzut oka widać, że mimo prób, żeby to było stonowane i dopasowane, jest to obcy wtręt. Ich rozmiar i ilość zakłócają całą stylistykę późnobarokowego wnętrza

     Jakich materiałów użyją Panowie, żeby zachować obiekt w dobrym stanie?

      A.L.: Przede wszystkim drewno konstrukcji i rzeźb ołtarza  wymaga zabezpieczenia, żeby owady /kołatki i spuszczele/ go dalej nie toczyły. W tej chwili cały ołtarz został nasączony środkiem owadobójczym. Wszystkie fragmenty drewna, które były osłabione, są impregnowane - nasycane środkami wzmacniającymi. Są to roztwory żywic syntetycznych, które zapuszcza się strzykawkami lub nakłada pędzlami. Elementy ołtarza są już wzmocnione strukturalnie, nie ma obawy, że się połamią. W górnej partii zdjęte są wszystkie przemalowania,. Odsłonięte zostały oryginalne warstwy malarskie, ale zachowane fragmentarycznie. Wszystkie naprawy, które były robione do tej pory, nie były konserwacją, tylko renowacją. i to lichą, pobieżną Porządna renowacja polega na tym, że jeśli jest ubytek farby, to uzupełnia się go zaprawą, żeby zachować gładkość i dopiero wtedy maluje się na nowo. Natomiast wszystkie naprawy od pierwszej, jakie tu są widoczne, polegały na tym, że w ogóle nie naprawiano niczego, tylko malowano. Obecnie okazało się, że oryginalnej farby zostały niewielkie fragmenty, konieczna więc  będzie jej rekonstrukcja. Na całość została położona warstwa zaprawy kredowej. Następnie wszystkie jej nadmiary będą zdejmowane do powierzchni oryginalnej farby, czyli zaprawa zostanie tylko w ubytkach.

   Czy według tak niewielkiej ilości pozostałości śladów farby są Panowie w stanie odtworzyć oryginalną kolorystykę?

   A.L.: Tak, będzie dokładnie ten sam kolor, który był zastosowany, a do złocenia użyjemy czystego złota. Nie będzie żadnych zastępczych materiałów.

   Czy poprzednie naprawy zaszkodziły obecnemu stanowi?

   A.L.: Utrudniły teraz prace, natomiast jeśli chodzi o stan, właściwie nie zaszkodziły.

   R.P.: Na pewno nie poprawiły tego stanu. Jest taka obserwowalna teoria, że każda kolejna warstwa farby zabezpiecza dostęp owadów czy innych czynników zewnętrznych do struktury ołtarza czy rzeźby.

   A.L.: Chyba że zastosowano niewłaściwy środek.

   Na jak zaawansowanym etapie są obecnie prace?

   A.L. Myślę, że jesteśmy w połowie prac.

   Ile jeszcze potrwają?

    A.L.: Umowa dotacyjna jest przewidziana do końca października. Muszę skończyć w tym terminie, bo inaczej ksiądz nie dostanie dotacji.

    Oprócz ołtarza głównego jest kilka bocznych. Czy będą one konserwowane?

     A.L.: Na ten rok przewidziana jest górna część ołtarza powyżej kapiteli kolumn i boczne uszaki - obłoki do dołu. A na przyszły rok dolna część, ponieważ tylko na tę obecną parafia otrzymała dostał dotację. Sztukaterie sklepienia to już jest osobna sprawa.

      R.P.: Rozpoczęcie szerokiego zakresu prac zwiększa nieco  szanse na kolejne dotacje. Trzeba podkreślić, że główny ołtarz siemiatycki to dzieło wysokiej klasy, jak na polską skalę. Jego autorstwo przypisuje się Bartłomiejowi Bernatowiczowi, warszawskiemu rzeźbiarzowi [także jego uczniom: Jakubowi Dzierżawskiemu oraz Stanisławowi Cieślikiewiczowi - przyp. red.]. Nie wiadomo, czy stworzył to sam, ale na pewno widać, że główne rzeźby to bez wątpienia jego dłuto. Aniołki cechuje wysoki realizm i indywidualizm rysów twarzy - cechy znamienne dla Bernatowicza. Wykonywał on prace głównie dla klasztornych kościołów w Warszawie i w Lublinie. W Siemiatyczach, jakby w połowie drogi, to też była świątynia oo. misjonarzy. Ten ołtarz główny był ostatnim jego życiowym dziełem Pracował też w Kościele św. Krzyża w Warszawie, gdzie jest kilka wykonanych przez niego obiektów. Myślę, że stąd wziął się pomysł zatrudnienia Bernatowicza w Siemiatyczach. Współpracował z architektem Karolem Antonim Bayem, który przebudował fasadę tego kościoła.

     Bayem, który dał projekt ołtarza głównego.

     R.P.: Być może, nie jest to potwierdzone. Bardzo możliwe, że był pomysłodawcą architektury ołtarza, czyli układu kolumn, belkowań. Na fasadzie kościoła i klasztoru odzwierciedla się zmasowanie, multiplikacja kolumn, pilastrów wysuniętych do przodu - to jest charakterystyczne dla Baya.

    Obraz w ołtarzu głównym nie będzie odnawiany?

     A.L.: Będzie. W tym roku nie, a w ogóle będzie. Nie da się go wyjąć, w tej chwili jest odpowiednio zabezpieczony, przykryty. Demontaż może odbyć się tylko od tyłu ołtarza. Obecnie chwili wszystko jest zastawione rusztowaniami. Dlatego wykonywana jest konserwację ołtarza w całości od tyłu, żeby już w przyszłym roku można było zdjąć rusztowanie i wyjąć obraz.

      R.P.: Bardzo interesujący obraz, namalowany prawdopodobnie wg Carla Maratta, to też nie jest do końca określone, ale myślę, że zdołamy to ustalić. Niestety, obraz jest poważnie przemalowany w latach 50., jednak widać tam fragmenty bardzo wysokiej klasy malarstwa. Być może to obraz Szymona Czechowicza, a czy tak jest, da się powiedzieć albo dzięki sygnaturze, albo przez porównanie z innymi dziełami. Na razie natrafiłem na jeden szkic ołówkowy do obrazu o takim temacie, sygnowany przez Czechowicza. Znał temat, Maratta był jego nauczycielem w Rzymie, więc dużo wskazuje na to, że to dzieło Czechowicza. Podobnie jak obraz Wincentego a Paulo w bocznym ołtarzu|

       EK, fot EK

      PS: Prace konserwatorskie to dobra okazja do przypomnienia, że niedługo po wojnie, ówczesny proboszcz parafii, ks. Stanisław Paczkowski, przekazał 2 figury aniołów z ołtarza głównego do kościoła pw. Trójcy Św. w Dziadkowicach. Co z nimi? Zostaną tam czy wrócą do Siemiatycz? /ek/

Barokowy ołtarz odzyska historyczny blask komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się